Wyzwań jest mnóstwo. Rozmowa z dr. Michałem Hincem (Pomerania Nr 11/2023)

Z dr. Michałem Hincem, dyrektorem Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie, rozmawiamy o działalności oraz najbliższych planach prowadzonej przez niego instytucji, a także o książce Historia Kaszubów na jeden wieczór.

 

Jest pan dyrektorem wejherowskiego muzeum od 1 kwietnia. Zazwyczaj początkowe miesiące pracy są czasem na wdrożenie się w nowe obowiązki, ale w Muzeum dzieje się tak dużo, że chyba trudno o taki „luksus”.

Objęcie stanowiska dyrektora jednego z większych muzeów zajmujących się szeroko pojętą kaszubszczyzną to jest bez wątpienia skok na głęboką wodę. Wyzwań jest mnóstwo. Trzeba kontynuować wiele cennych inicjatyw, a są jeszcze tematy, które chcę jak najszybciej zrealizować. Jestem historykiem i dlatego myślę przede wszystkim o działaniach związanych z historią. Oczywiście nie oznacza to, że zaniedbamy inne obszary wpisane w nasz statut, zwłaszcza piśmiennictwo czy muzykę.

Które z wydarzeń zorganizowanych w pierwszych miesiącach pracy na stanowisku dyrektora były najbardziej wymagające?

Jednym z nich była Noc Muzeów, podczas której odwiedziło nas ponad dwa tysiące zwiedzających. Chcieliśmy, żeby była ona spójna z decyzją Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, które uchwaliło, że patronem bieżącego roku będzie Antoni Abraham. Opowiedzieliśmy o nim podczas tej imprezy poprzez odpowiednie stroje, wystawę czy warsztaty dla dzieci. Staraliśmy się w ten sposób opowiedzieć historię jego życia. Poza tym w tym roku minęło trzysta osiemdziesiąt lat od powołania Wejherowskiej Woli, czyli miejscowości, z której narodziło się Wejherowo. To zainspirowało nas, aby zacząć program edukacyjny „Wejherowo na kartach historii” związany z początkami tego miasta. Przypominamy ją poprzez wykłady, inscenizacje, promocje książek oraz „Opowieść o Kalwarii Wejherowskiej”, czyli wykłady, spotkania i promocje związane z dziejami grodu Wejhera. Historię można w Muzeum poznawać także za pomocą filmów. Przykładem jest choćby projekcja filmu Jutro będzie padać o skomplikowanych dziejach Kaszubów jako społeczności pogranicza w okresie dwudziestolecia międzywojennego i wojny. Cieszy się on niesłabnącą popularnością, więc w listopadzie organizujemy kolejny pokaz wraz z wprowadzającą prelekcją.

Ma pan już także doświadczenie w organizacji obchodów rocznicy Muzeum.

Tak. Instytucja ma już pięćdziesiąt pięć lat. Od strony organizacyjnej to było dla mnie największe wyzwanie w tym roku. Cieszę się, że uroczystość się udała, a jeszcze bardziej z tego, że z tej okazji stworzyliśmy specjalną wystawę poświęconą naszemu Muzeum. Serdecznie zachęcam do jej zwiedzania. Wydaliśmy również publikację okolicznościową, która stanowi kompendium wiedzy na temat Muzeum.

Pod koniec ubiegłego roku wydali państwo również inne kompendium, dotyczące historii całych Kaszub. Jest pan jej współautorem razem z dwoma pracownikami Muzeum: Adamem Lubockim i Mateuszem Szubą. Zatytułowaliście swoją publikację Historia Kaszubów na jeden wieczór. Tytuł chwytliwy, ale czy rzeczywiście da się poznać nasze dzieje w kilka godzin?

Na pewno nie da się tego zrobić dogłębnie. Można jednak na około stu stronach – książka liczy sto osiemdziesiąt stron, ale zawiera wiele ilustracji – podać podstawowe informacje o historii Kaszub. Niewątpliwie tytuł jest trochę komercyjny, ten wieczór powinien być raczej jesienny lub zimowy, bo letni jest zbyt krótki, ale można przeczytać naszą publikację w kilka godzin.

I w tym krótkim czasie czytelnik pozna naszą historię?

Zadanie było trudne. Jesteśmy naukowcami, piszemy na co dzień w sposób naukowy, a chcieliśmy stworzyć tekst łatwiejszy do przyswojenia dla czytelników, popularnonaukowy. Jest to bardziej historia procesów niż osób, które kreowały nasze dzieje, choć oczywiście najważniejsze postaci zostały opisane. Czy udało się nam w tak niewielkiej publikacji zawrzeć skomplikowaną historię Kaszubów, to już zostawiamy ocenie czytelników. Na pewno jest to przykład tego, że nasze Muzeum, będące przecież depozytariuszem intelektualnej spuścizny profesora Gerarda Labudy, dba o upowszechnianie naszych dziejów.

Jakie były wasze założenia podczas tworzenia tej publikacji?

Pracując nad książką, kierowaliśmy się przesłaniem Gerarda Labudy, że Kaszubi muszą być upodmiotowieni w publikacjach historycznych. Zależało nam również na tym, żeby dotrzeć nie tylko do wąskiego grona badaczy, ale do jak najszerszego kręgu czytelników, też tych spoza Kaszub, aby mogli zrozumieć naszą trudną historię. Dodam, że nie jest to prosta kompilacja tego, co dotąd napisano. Każdy z nas prowadził własne badania naukowe, aby na nowo, operując również nieznanymi dotąd faktami czy ciekawostkami, zainteresować czytelników.

Wróćmy jeszcze do działalności Muzeum, które przecież nie zajmuje się tylko historią.

Zacząłem od historii, bo jest mi do niej prywatnie najbliżej, ale oczywiście to nie znaczy, że będę zaniedbywał inne obszary działalności, jak piśmiennictwo czy muzyka. Nadal będą się odbywać „Spotkania z muzyką Kaszub”, których popularność nie słabnie. Zajęcia muzyczne są w naszym programie edukacyjnym, niektóre zespoły i chóry związane z kaszubszczyzną odbywają u nas próby lub mają swoje siedziby, na przykład Towarzystwo Śpiewacze imienia Jana Trepczyka. Jeśli chodzi o język kaszubski, to warto wspomnieć przede wszystkim o licznych konkursach, zwłaszcza Ogólnopolskim Konkursie Literackim imienia Jana Drzeżdżona czy Méstrze Bëlnégò Czëtaniô. Cieszę się bardzo, że nasi pracownicy są członkami Rady Języka Kaszubskiego i jako jurorzy w konkursach odbywających się w różnych miejscach Kaszub mają wpływ na pielęgnowanie i kształtowanie kaszubszczyzny. Dodam jeszcze, że Paulina Węsierska tworzy program Jãzëkòwé krãtë-wãtë adresowany do osób, które chcą polepszyć swoją znajomość języka kaszubskiego, poprawić dykcję, a przy okazji świetnie się bawić. Nasze muzeum bierze też udział jako partner merytoryczny w powstawaniu gry komputerowej Lochy bursztynowego gryfa, opartej na kaszubskiej demonologii. Scenariusz stworzył Roman Drzeżdżon, Paulina Węsierska tłumaczy dialogi i nazwy przedmiotów na kaszubski, a twórcą gry jest Tomasz Rożyński. Dzięki tej grze nasza kultura dociera do ludzi na całym świecie. Lochy zdobywają różne nagrody, ostatnio między innymi w Tajwanie.

Muzeum w ostatnich latach bardzo chętnie współpracowało z licznymi instytucjami i stowarzyszeniami zajmującymi się kulturą kaszubską. Czy zamierza pan kontynuować te działania?

Oczywiście, chcę rozwijać dobrą i konstruktywną współpracę. Chcę tu podziękować za jej nawiązywanie poprzedniemu dyrektorowi Tomaszowi Fopkemu oraz innym poprzednikom. Zbudowali oni solidny fundament, który dzisiaj ułatwia mi pracę. Bardzo dużo współdziałamy choćby z innymi muzeami: Muzeum Kaszubskim w Kartuzach, Muzeum Ziemi Puckiej czy Muzeum Zachodniokaszubskim w Bytowie. Ważna jest dla nas współpraca z Radą Języka Kaszubskiego, odbywają się u nas jej obrady. Przyjeżdżają także studenci etnofilologii kaszubskiej, którzy mają wykłady nie tylko w siedzibie Uniwersytetu Gdańskiego, ale również i u nas. To dla nas ważne, bo stajemy się w ten sposób przestrzenią do rozwoju języka kaszubskiego.

A co muzeum planuje na kolejny rok?

W przyszłym roku mija sto dziesięć lat od wybuchu wielkiego konfliktu, zwanego wówczas wielką wojną, a dzisiaj pierwszą wojną światową. Przygotowujemy wystawę o historii tego wydarzenia. Wydaje mi się, że na Kaszubach mówimy o tym za mało, a przecież była to tragedia dla wielu naszych rodaków. Działania wojenne nie miały miejsca na Kaszubach, ale sami Kaszubi musieli przelewać krew w obronie interesów niemieckiego cesarza z dynastii Hohenzollernów. Na wystawie chcemy opowiedzieć o frontowej, okopowej niedoli, ale także o tym, jak trudne było wówczas codzienne życie w naszych stronach, z czego na przykład składała się wojenna kawa, wojenny chleb itd. Przesłaniem tej wystawy będą słowa Jana Karnowskiego, który sam trafił na front: Przeklęta wojna i trzykroć przeklęta służba jej. Wokół tego zdania o pacyfistycznym wydźwięku będziemy budować narrację. Planujemy również mnóstwo imprez towarzyszących, między innymi konferencje, pokazy grup rekonstrukcyjnych.

A na zakùńczenié pò kaszëbskù… Jak je z kaszëbizną direktora Mùzeùm Kaszëbskò-Pòmòrsczi Pismieniznë i Mùzyczi?

Mùrzã rzec, że mòja kaszëbizna je përzną òfiarą pòliticzi i mësleniô w latach 90. XX wiekù. W szkòle sã nie gôdało pò kaszëbskù, szkólny nie zachãcelë, a nawet rzeklë czasã: „të doch ni mòżesz tak kaszëbic, bò sã nie naùczisz dobrze pò pòlskù”. Taczi kaszëbsczi kómpleks w nas rósł dłudżi czas.

Chcemë rzeknąc, że jesce z Żelëstrzewa.

Jo, to je mòja tatczëzna, mój Heimat. W familii jô miôł bëlné kaszëbsczé tradicje. Mòja óma Bronisława Rôdtke wësziwała, wërôbiała lojfrë, nawet trafiła na starnë ksążczi Izabellë Trojanowsczi Twórcy ludowi Kaszub.

Mùszã tu dodac, że ji lojfrë – farwné kaszëbsczé wëscélôczi – jesmë widzelë m.jin. doma kòl familie Ùrszulë i Jana Drzéżdżonów. Służą wastnie Ùrszulë do dzysô.

To prôwda. Mògã sã pòchwalëc, że óma naùczëła téż mie përznã robieniô nëch lojfrów. A wrôcającë do pitaniô ò kaszëbiznã – òna je dalek òd te, jak jô bë chcôł jã znac i jak znaje jã wikszosc kaszëbsczich dzejarzów, ale próbùjã, móm starã gadac pò kaszëbskù òb czas niejednëch wëdarzeniów w mùzeùm i môm nôdzejã, że bãdze corôz lepi.

Rozmawiał Dariusz Majkowski