Paweł Huelle. Zamierzał być pisarzem (Pomerania Nr 1/2024)

Po raz ostatni miałem okazję spotkać Pawła Huelle w grudniu 2022 roku w Ratuszu Staromiejskim przy ulicy Korzennej w Gdańsku, tuż przed uroczystością z okazji 65. urodzin pisarza i jednocześnie 35. rocznicy debiutu literackiego. Był bardzo podekscytowany tym wydarzeniem, co było doskonale widać w trakcie całego spotkania. W ratuszu zjawiłem się jako jeden z ostatnich, ale dzięki temu spotkałem jubilata w holu przed zamkniętymi drzwiami Sali Mieszczańskiej. Po drugiej stronie drzwi rozpoczęło się właśnie muzyczne preludium, Paweł Huelle według scenariusza miał wejść po kilku minutach. Korzystając z tego, że pisarz był przez moment na wyciągnięcie ręki, wymieniłem z Nim kilka zdań. Umówiliśmy się wstępnie na kolejny wywiad do „Pomeranii”, do którego ostatecznie nie doszło (poprzedni ukazał się 10 lat wcześniej, przedrukowujemy go w tym numerze). Huelle podpisał mi jeszcze swoją ostatnią książkę Talita, po czym wszedł w umówionym momencie do sali wypełnionej po brzegi publicznością. 

Na scenie rozmawiał z Krzysztofem Babickim, dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza w Gdyni, oraz z Krzysztofem Czyżewskim – poetą i eseistą, prezesem Fundacji Pogranicze. Był szczęśliwy, opowiadał anegdoty, zdradził, nad czym właśnie pracuje, a w przypływie szczerości… wyznał nawet miłość obecnej na uroczystości prezydentce Gdańska Aleksandrze Dulkiewicz. Miło było patrzeć na pełnego energii pisarza, a tym bardziej słuchać jego elokwentnych wywodów. Po takim wieczorze wszyscy miłośnicy talentu Pawła Huelle oczekiwali kolejnej książkowej premiery.  

Tymczasem w grudniu ubiegłego roku przyszło nam Go pożegnać. Paweł Huelle spoczął w Alei Zasłużonych na gdańskim cmentarzu Srebrzysko.  

Prof. Stefan Chwin, pisarz i historyk literatury, w wypowiedzi udzielonej Polskiej Agencji Prasowej powiedział: Paweł Huelle był jednym z najwybitniejszych polskich pisarzy drugiej połowy XX wieku i tak będzie pamiętany. Twórczość Pawła należy powiązać ze zjawiskiem, które nazywam renesansem gdańskiej tożsamości. 

Nie sposób się nie zgodzić. Dzięki Huellemu, który na tło swoich historii chętnie wybierał rodzinne miasto, ożywały na nowo nie tylko śródmiejskie ulice, wrzeszczańskie podwórka i oliwskie lasy, ale również dawne nasypy i wąwozy kolei kokoszkowskiej ze słynnym mostkiem Weisera. Przybliżał swoim czytelnikom powojenny Gdańsk podobnie, jak czynił to wcześniej Günter Grass z przedwojennym Gdańskiem, który z bezimiennego niemieckiego miasta stał się dla wielu miastem żywym i gwarnym, z niepowtarzalnym miejskim folklorem, w którym obok Niemców żyli także Polacy i Kaszubi. 

Paweł Huelle nie poszedł jednak utartą przez Grassa ścieżką, choć tym, co jest wspólne dla obu pisarzy, co spaja i co jest rzeczą najważniejszą w twórczości Pawła Huelle, jest przyglądanie się Gdańskowi, Pomorzu, naszej lokalnej kulturze, wyniesionej następnie na wysoki poziom literacki. Huelle znalazł swój złoty środek, a był nim dialog z innymi autorami i ich książkami – z Günterem Grassem, Bohumilem Hrabalem czy Tomaszem Mannem.  

– Książki Pawła Huelle bardzo często są dyskusjami z innymi książkami i z ich autorami. Paweł sam się do tego przyznawał. Wielokrotnie podkreślał, że taki rodzaj literatury, a więc twórcza polemika z innymi pisarzami, najbardziej go fascynuje. To jest ryzykowne pisanie, ale Paweł miał talent, to, co robił, było niezwykle twórcze – mówi Władysław Zawistowski, poeta i dramaturg. – Debiutancka powieść Pawła Weiser Dawidek to było bardzo twórcze rozwiniecie wątków Kota i myszy Grassa, tak mistrzowsko zrobione, że dostrzegł to i docenił sam autor.  

Jak wspomina Władysław Zawistowski, młodszego o kilka lat Pawła Huelle poznał w trakcie studiów na Wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Gdańskiego:  

– Na gdańskiej polonistyce tętniło życie literackie. Wydawaliśmy między innymi pismo „Literalia”, do redakcyjnego grona po kilku latach dołączył również Paweł Huelle. Paweł pokazywał nam fragmenty tego, co pisał. Pisał dużo, jak się potem okazało – pisał bardzo dobrze. Potwierdził to wspomniany debiut w 1987 roku. Gdy książka trafiła do Wydawnictwa Morskiego, byłem jej wewnętrznym recenzentem. Pamiętam, że mieliśmy wówczas poczucie, że ta książka jest ważna. I tak było! Weiser Dawidek bardzo szybko zaczął zdobywać czytelników i okazał się najważniejszą polską powieścią lat osiemdziesiątych 

Po udanym debiucie były duże oczekiwania, aby Paweł Huelle napisał kolejną powieść. 

– W środowisku literackim funkcjonuje takie utarte powiedzenie, że pisarz jest tyle wart, co jego druga książka. Paweł bardzo się z tym męczył. Udany debiut oznaczał wielkie oczekiwanie. Z tego, co pamiętam, jego druga książka była bardzo grassowska i opowiadała o relacjach polsko-niemieckich. Paweł nie zdecydował się jej opublikować, nie wiem, czy ją ukończył. Minęło jeszcze trochę czasu i ukazał się Mercedes Benz. Z listów do Hrabala. I tak naprawdę to była druga powieść Pawła, przyjęta zresztą bardzo dobrze, świetnie się też sprzedawała. Ale to było zupełnie coś innego niż Weiser Dawidek. To była swoista ucieczka od problematyki grassowskiej, od kwestii wieloetniczności, spraw polsko-kaszubskich. To był ukłon w stronę prozy hrabalowskiej, ze specyficznym poczuciem humoru i z charakterystycznym widzeniem świata – podkreśla Władysław Zawistowski.  

Paweł Huelle pisał i wydawał również opowiadania oraz wiersze. 

Opowiadania na czas przeprowadzki, Pierwsza miłość i inne opowiadania – to są naprawdę bardzo dobre teksty. Można tylko żałować, że pozostają w jakimś sensie w cieniu powieści. Paweł pisał też wiersze. Od tego zaczynał, choć był powściągliwy, nie afiszował się jakoś szczególnie ze swoją twórczością poetycką. Po jego śmierci sięgnąłem do pierwszego tomu jego poezji zatytułowanego, po prostu Wiersze. Przeczytałem te teksty z bardzo dużą radością czytelniczą. Mam poczucie, że gdy wówczas publikował swoją poezję, nie doceniliśmy tej strony jego twórczości. Paweł pisał wiersze frazą – ja to nazywam miłoszowską – czyli taką klasyczną, wystudiowaną, z metrum, rytmiką, pewnym porządkiem wewnętrznym. My wówczas pisaliśmy według paradygmatów awangardowych. Na klasyczne formy patrzeliśmy z dystansem. Ale po czterdziestu latach przeczytałem jego utwory z ogromnym uznaniem, żałując, że Paweł napisał tych wierszy niewiele – trochę w latach osiemdziesiątych, a potem na początku tego wieku – wspomina Zawistowski. 

Próbki poezji Pawła Huelle mogli doświadczyć również czytelnicy „Pomeranii”, o czym przypomniał mi Stanisław Janke. Dwa wiersze opublikowane na łamach „Pomeranii” w czerwcu 1986 roku również przedrukowujemy na następnych stronach.  

Domeną Pawła Huelle były również eseistyka i publicystyka na wysokim poziomie erudycyjnym. Wykładał filozofię na ówczesnej Akademii Medycznej w Gdańsku. Wywierał duży wpływ na pomorską kulturę jako dyrektor oddziału TVP Gdańsk, redaktor lub współredaktor takich czasopism, jak „Tytuł” czy „Bliza”. Huelle okazał się również doskonałym dramaturgiem, czego dał wyraz, współpracując w tandemie z Krzysztofem Babickim. 

– Nasza pierwsza wspólna realizacja miała miejsce w 1995 roku na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże w Sopocie – wspomina Krzysztof Babicki. – To była także pierwsza sztuka Pawła zatytułowana Kto mówi o czekaniu?, w której grali między innymi Mirosław Baka, Dorota Kolak, Stanisław Michalski i Jacek Mikołajczyk. Kolejnym etapem naszej współpracy był Lublin i tamtejszy Teatr imienia Juliusza Osterwy, w którym pełniłem funkcję dyrektora artystycznego. Tam wystawiliśmy wspólnie trzy sztuki: Kąpielisko Ostrów, Sarmacja oraz Zamknęły się oczy ziemi. Potem był okres naszej najbardziej istotnej współpracy, kiedy Paweł został dramaturgiem w Teatrze Miejskim imienia Witolda Gombrowicza w Gdyni. 

Zdaniem dyrektora Babickiego, wspólnie z Pawłem Huelle udało się dokonać w gdyńskim świecie teatru wielkich rzeczy.  

– Sztuki Pawła były przedstawiane między innymi pod pokładem żaglowca Dar Pomorza, gdzie miejsc dla publiczności było niewiele, raptem sto dwadzieścia, więc zazwyczaj był komplet publiczności. Paweł nawet żartował, że stał się kasowym autorem. Za Idąc rakiem – adaptację powieści Güntera Grassa – odebrał gratulacje od samego autora, obecnego na premierze. Kolibra lot ostatni opowiada o ostatnich dwóch dniach spędzonych w Gdyni przed podróżą za ocean patrona naszego teatru. Żółta łódź podwodna traktuje o meandrach upadku brytyjskiego zespołu The Beatles. Kolejne przedstawienia to Znaczy kapitan na podstawie książki Karola Olgierda Borchardta i Kursk sztuka wciąż będąca w repertuarze teatru, przedstawiająca obraz ostatnich dni marynarzy rosyjskiego okrętu podwodnego skazanych na śmierć w Morzu Barentsa. Wymienione przeze mnie sztuki cieszyły i wciąż cieszą się ogromnym zainteresowaniem widzów, niektóre grane były przez kilka lat. Do tych popularnych należy także ostatnia sztuka napisana przez Pawła na podstawie Jądra ciemności Josepha Conrada, której premiera odbyła się w kwietniu ubiegłego roku – wymienia Babicki.  

– Paweł był człowiekiem teatru, obecny był na próbach, co więcej – pisał też pod konkretnych aktorów. Był dramaturgiem, który na długo pozostanie w pamięci naszego zespołu. Już teraz czujemy, że będzie nam Pawła w teatrze bardzo brakowało – dodaje Krzysztof Babicki. 

Niezrealizowanym przez gdańskiego pisarza pomysłem pozostanie napisanie sztuki na przypadające na 2026 rok 100-lecie nadania praw miejskich Gdyni. 

– Razem z Pawłem założyliśmy, że musi to być komedia, aby skończyć z rocznicową smutą, żeby to było radosne święto. Powtarzał, że Polska to jest taki kraj, w którym komedie nie mają szczęścia, a przecież na deskach światowych teatrów, takich jak nowojorski Broadway czy londyński West End, komedie cenione są tak samo jak dramaty. Paweł miał poczucie humoru i pewnie przygotowałby coś niepowtarzalnego. Jestem jednak wierny tej idei i na pewno na stulecie przygotujemy komedię – zaznacza Babicki. 

Warto wreszcie przywołać opozycyjną przeszłość Pawła Huelle, o której wspomina Leszek Biernacki, fotograf i dziennikarz. 

– Paweł był aktywnym uczestnikiem wydarzeń sierpniowych 1980 roku na Wybrzeżu, włączając się w działalność NSZZ „Solidarność” poprzez pomoc w biurze informacyjnym związku, współredagując między innymi „Głos Wolny” wydawany w czasie I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność”. W czasie Sierpnia ’80 Paweł był współtwórcą poczty rowerowej, wspierającej strajkujących w Stoczni Gdańskiej w kolportażu bibuły. Pamiętam, że specjalnie nie wyolbrzymiał swojej roli w tamtych wydarzeniach, dopiero po latach, także dzięki spotkaniom w gronie dawnych kolegów, uzmysłowiliśmy mu, jak ważną rolę wówczas odegrał – wspomina Leszek Biernacki. 

Paweł miał dobre serce, nie był obojętny na cierpienie drugiego człowieka. 

– Zadzwonił do mnie krótko po tym, gdy wybuchła wojna w Ukrainie – mówi Biernacki. – Koniecznie chciał zrobić coś konkretnego dla narodu ukraińskiego. To, co zakiełkowało w jego głowie, przerodziło się później w większą ideę. Wraz z byłymi działaczami pierwszej „Solidarności”, Niezależnego Zrzeszenia Studentów oraz Ruchu Młodej Polski zawiązaliśmy Komitet Solidarności Gdańsk-Zaporoże, którego celem jest pomoc dla rannych i okaleczonych dzieci z tamtejszego szpitala pediatrycznego. 

Na koniec jeszcze jedna historia. Kilka lat temu Andrzej Kowalczys, społecznik i wieloletni radny miasta Gdańska, wspomniał, że pracował przez krótki czas z Pawłem Huelle w Spółdzielni Usług Wysokościowych „Świetlik”. W latach osiemdziesiątych XX wieku spółdzielnia zatrudniała m.in. zwalnianych z państwowych przedsiębiorstw działaczy solidarnościowych. Swój krótki epizod miał w niej również Paweł Huelle.  

– Pamiętam, że po całym dniu pracy, który polegał na myciu okien w gdańskim Unimorze, w kilkanaście osób poszliśmy do baru Ikar na Zaspie. Paweł pracował dorywczo, nie był stałym pracownikiem Świetlika. W pewnym momencie zapytałem go, co zamierza robić w przyszłości. Bez zawahania odpowiedział, że zamierza być pisarzem. Uznanym pisarzem – wspomina Kowalczys. 

Paweł Huelle wkrótce został pisarzem. Znakomitym pisarzem!  

Sławomir Lewandowski