Miejsce wielkiej historii i bogatej kultury (Pomerania Nr 7-8/2023)

Nadole to piękna wieś w gminie Gniewino na brzegu Jeziora Żarnowieckiego. W 1938 roku odwiedził ją prezydent Ignacy Mościcki, w okresie PRL zmieniła się za sprawą budowanych elektrowni wodnej i jądrowej. Dzisiaj jest ważnym punktem na mapie kaszubskiej kultury dzięki m.in. skansenowi oraz Zespołowi Folklorystycznemu „Nadolanie”.

Legendy i historia

Nadole i inne miejscowości leżące w pobliżu Jeziora Żarnowieckiego pojawiają się stosunkowo często w kaszubskich legendach. Jedna z nich – o królewnie, którą trzeba przenieść na rękach, aby wybawić zaklęty zamek – występuje nawet w kilku wersjach. Związana z tą opowieścią Zamkowa Góra jest doskonale widoczna z każdego miejsca w Nadolu, ale bliżej wioski leży Stolemowa Góra, gdzie według legend znajduje się grób stolema – jednego z olbrzymów, które kształtowały kaszubski krajobraz. O nim pisał badacz kaszubszczyzny z Krakowa Stefan Ramułt, przytaczając opowieść, według której stolem z Nadola był tak wielki, że mógł podać róg z tabaką do ręki olbrzyma mieszkającego na drugim brzegu Jeziora Żarnowieckiego.

Właśnie z tym wielkim akwenem związane są losy kaszubskiej wioski. Jezioro należało niegdyś do dóbr klasztoru w Żarnowcu, później do prywatnych właścicieli. Jednym z nich był Augustyn Konkol pochodzący ze Strzelna. W 1907 roku wybudował on w Nadolu oberżę, do której przyjeżdżało wielu turystów, a zwłaszcza gruźlicy, gdyż uważano wioskę za miejscowość leczniczą. Po śmierci Konkola Jezioro Żarnowieckie przeszło w ręce jego syna – również Augustyna, ale w rzeczywistości za gospodarzenie wzięła się jego żona Jadwiga. Jak podaje Józef Borzyszkowski w książce Nadole. Przeszłość wsi w pamięci jej mieszkańców, Konkolowie mieli sześć kutrów, sześć mniejszych łodzi żaglowych i kilka łodzi wiosłowych.

Do ich domu przyjeżdżało wielu znamienitych gości, wśród nich był również król Kaszubów Antoni Abraham, który przekonywał mieszkańców, że powinni walczyć o polskość tych terenów. Przyniosło to efekt w 1920 roku, kiedy wytyczano zachodnią granicę Rzeczypospolitej. Początkowo miała ona przebiegać przez środek jeziora, ale ostatecznie decyzję zmieniono – całe jezioro i 50-metrowy pas przybrzeżny oraz Nadole przydzielono Polsce. Wpływ na to miała postawa mieszkańców wsi, którzy podpisywali listy poparcia dla przyłączenia do II Rzeczypospolitej. Do dzisiaj ich potomkowie są z tego bardzo dumni: Lëdze ò tim pamiãtają. Dlô mòjégò pòkòleniô to bëło baro wôżné, ale i młodi wiedzą ò tim, jaczima patriotama bëlë jich przodkòwie. Jesmë z tegò baro bùszny[1] – mówi sołtys Nadola Jadwiga Warmbier. I dodaje, że mieszkańcy przechowują także w pamięci postać zdrajcy, który nie podpisał listy poparcia, a w 1939 roku wywiesił nazistowską flagę i donosił okupantom na swoich sąsiadów. Szczegóły tej historii można poznać ze wspomnianej książki Józefa Borzyszkowskiego.

Ważnym wydarzeniem w okresie międzywojennym była wizyta w Nadolu prezydenta Ignacego Mościckiego. Działo się to w 1938 roku. Augustyn Konkol osobiście popłynął po głowę państwa. Przystań udekorowano girlandami i postawiono piękną bramę powitalną. Podczas tej wizyty właściciel Jeziora Żarnowieckiego otrzymał Złoty Krzyż Zasługi, a Józef Struk i Juliusz Patok – krzyże brązowe.

Pierwszego września 1939 roku zaczęła się II wojna światowa. Tego samego dnia Niemcy wkroczyli do Nadola od strony Toliszczka. Próbowali aresztować Augustyna Konkola, ale ten umarł 9 września w Wejherowie, zanim hitlerowcy zdołali go złapać. Jego żona wywiozła najcenniejsze rzeczy do Wejherowa. Ich dom przejęli Niemcy. Nazwę wsi zmieniono na Pechingen. Zniszczono przydrożne krzyże, powołano zarządców jeziora i majątku Konkolów. Niektórzy mieszkańcy zostali wyrzuceni z ojcowizny i musieli pracować jako parobcy. Wielu mężczyzn wcielono do niemieckiego wojska, część z nich przeszła potem do polskiej armii.

Wojna skończyła się we wsi 10 marca 1945 roku. Od strony Brzyna weszła Armia Czerwona, która zajęła Nadole bez żadnych walk. Nowa władza oznaczała zmiany dla wielu mieszkańców. Jadwiga Konkol nie odzyskała swojej własności, bo jeszcze w 1945 roku jezioro stało się własnością państwa. Część nadolan spróbowała szczęścia w sąsiednich wioskach, które przed wojną były niemieckie, a teraz znalazły się w Polsce i można było otrzymać tam ziemię. Komuniści zarzucali niektórym Kaszubom, że są Niemcami, i zmuszali do upokarzających tłumaczeń. Jadwiga Konkol przypominając różne koleje losu mieszkańców tej ziemi, napisała tak: Od 1920 roku pięć razy zmieniałam narodowość i obywatelstwo. Jestem Kaszubką. Najpierw byłam zapisana przez Niemców jako Niemka, po lutym będąc w Swarzewie, zostałam Polką, w Nadolu zapisali mnie znowu jako obywatelkę Niemiec i dopiero po przyłączeniu wsi do Polski zostałam ponownie Polką. W czasie okupacji prawie wszyscy znajomi zostali obywatelami Niemiec, ja do końca byłam Polką. Po II wojnie, choć Polką być nie przestałam, niektórzy znowu okrzyczeli mnie Niemką. Wydaje mi się, że co do mojej kaszubskości nie mogło być nigdy wątpliwości. Kaszuby nigdy nie przyjdą do zguby[2].

Centra kultury

W czasach PRL-u najważniejszym wydarzeniem dla nadolan była budowa Elektrowni Wodnej „Żarnowiec” w sąsiednim Czymanowie. Prace przygotowawcze zaczęły się w czerwcu 1972 roku i drastycznie zmieniły okolicę. Powstały drogi dojazdowe, bocznica kolejowa, wycięto lasy, rozebrano niektóre gospodarstwa… Sama budowa ruszyła oficjalnie 1 czerwca 1973 roku.

Niektórzy mieszkańcy Nadola zostali zmuszeni do sprzedaży swojej ziemi, która była potrzebna w celu zrealizowania tak wielkiej inwestycji. We wsi powstały m.in. baraki dla pracowników, którzy przyjechali budować elektrownię. Zmieniły się też zwyczaje mieszkańców, poszerzył się znacząco krąg ich znajomych. Józef Borzyszkowski zanotował w swojej książce Nadole. Przeszłość wsi w pamięci jej mieszkańców, że dziewczęta z Nadola mają wielkie powodzenie. Potwierdza to dzisiejsza sołtys, która wyszła za mąż za pracującego dla elektrowni Zdzisława Warmbiera.

Òn sã ùrodzył w Pòlanowie. Mieszkôł w tëch barakach dlô robòtników. To bëło wnenczas normalné, że wiele dzéwcząt òżeniło sã z knôpama, co tu przëjachelë do robòtë[3] – opowiada pani Jadwiga.

Nadolanie zyskali dzięki budowie możliwość zdobycia dobrze płatnej pracy w pobliżu miejsca swego zamieszkania, ludzie zarabiali, wynajmując pokoje robotnikom, rolnicy sprzedawali im jaja, ziemniaki czy mleko.

W roku 1982 ruszyła inna potężna inwestycja – Elektrownia Jądrowa „Żarnowiec” z siedzibą w Nadolu. Oznaczało to dla wioski kolejne zmiany. Dotychczasowe baraki zmieniły się w całoroczne domy zamieszkane do dzisiaj. Powstał również wielki hotel.

Jô w tim hòtelu robiła 14 lat. Tam bëło wszëtkò! Më ni mùszelë do miasta jachac. Doktór tu béł, dentista, ginekòlog, dwie pielãgniarczi… Bëła téż restaùracjô, kawiarniô, króm i kinowô sala. Do dzysô pamiãtóm pierszi film w tim kinie. To bëło „Wejście smoka” z Brucem Lee. Jô to òbzérała sztërë razë. Lëdze z jinëch wiosków przëjéżdżelë do naju, do tegò hòtelu. To bëło prôwdzëwé centrum kùlturë[4] – wspomina Jadwiga Warmbier.

W budynku znajdowały się też sala gimnastyczna, fitness club, klub bilardowy, siłownia, gabinet masażu. Wokół hotelu powstało pełnowymiarowe boisko piłkarskie, boisko do koszykówki, piłki siatkowej, garaże, kryty kort… Odbywały się tu nawet msze święte. Ksiądz z parafii w Gniewinie odprawiał je w jednej z hotelowych sal (wikariat w Nadolu, który funkcjonuje do dzisiaj, istnieje dopiero od 2004 roku).

Elektrownia jądrowa ostatecznie nie powstała, m.in. na skutek społecznych protestów. Wielkie nakłady, jakie poniesiono na jej budowę, przepadły. Hotel w Nadolu działał do 2002 roku, a w miejsce pracowników pojawiali się w nim turyści. Niestety, po jego zamknięciu błyskawicznie z budynku zaczęły ginąć cenne rzeczy, elementy metalowe, kafelki, instalacje itd. Ruiny upodobali sobie miłośnicy paintballu, a w 2011 roku część konstrukcji się zawaliła i podjęto decyzję o wyburzeniu. Dzisiaj nie ma po hotelu prawie żadnych śladów. W Internecie w serwisie YouTube można znaleźć interesujący filmik o ostatnim mieszkańcu tego miejsca Leonardzie Żybińskim (https://www.youtube.com/watch?v=TxPVdKu1m6I).

W 1987 roku został otwarty we wsi skansen. Ochroną konserwatorską objęto tradycyjną zagrodę wiejską z XIX wieku. Obecnie znajduje się tutaj domostwo z zabudowaniami gospodarczymi. Poza tym zwiedzający mogą obejrzeć studnię, piwnicę, wozownię, gołębnik, kierat, pasiekę, wędzarnię i piec chlebowy. Częścią skansenu są zrekonstruowana chata rybacka, remiza i scena. Obecnie nosi on nazwę Zagroda Gburska i Rybacka. Wchodzi w skład Muzeum Ziemi Puckiej im. Floriana Ceynowy.

Co roku w skansenie odbywa się m.in. Nadolski Festyn Folklorystyczny „Krancbal”. Wśród głównych jego celów – oczywiście oprócz dobrej zabawy – jest promocja kaszubskiej twórczości ludowej. Przyjeżdżają rzeźbiarze, hafciarze, wikliniarze, pszczelarze, rogarze, przedstawiciele dawnych rzemiosł i ginących zawodów. Na scenie występują zespoły folklorystyczne, kaszubskojęzyczne kabarety, koła gospodyń wiejskich z własnym programem artystycznym. Organizatorzy dają też możliwość obejrzenia, a nawet dotknięcia pracujących dawnych urządzeń.

Ambasadorzy kultury kaszubskiej

W 2004 roku przy Kole Gospodyń Wiejskich w Nadolu powstał Zespół Folklorystyczny „Nadolanie”. W ciągu prawie dwudziestu lat działalności stał się prawdziwym ambasadorem gminy Gniewino i całych Kaszub. Początkowo występowało w nim tylko osiem osób. Zespół szybko się rozrastał i obecnie liczy kilkudziesięciu członków, a większość to dzieci i młodzież. Nadolanie mają w swoim repertuarze głównie utwory w języku kaszubskim, ale śpiewają też po ukraińsku, polsku, a nawet po żmudzku. Do tej pory ukazały się ich dwie płyty. Poza tym zespół wziął udział w nagraniu płyty pt. Bôjka na głosë.

Od 2007 roku „Nadolanie” należą do Rady Chórów Kaszubskich i wraz z chórami z całego regionu przygotowują oprawę muzyczną podczas odpustowych mszy świętych w Swarzewie i na Kalwarii Wejherowskiej. Śpiewają i tańczą również na corocznych zjazdach Kaszubów. Poza tym biorą udział m.in. w noworocznym koncercie w Żarnowcu, imprezach organizowanych przez Muzeum Ziemi Puckiej w Nadolu, „Czarnym weselu” w Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach, konkursie kolęd kaszubskich i spotkaniach chóralnych w Pierwoszynie i Dębogórzu, konkursie „Jantarowi Bôt” w Kosakowie oraz różnych biesiadach, festynach, koncertach charytatywnych na terenie Kaszub oraz w całym kraju. Wystąpili także w filmie Kamerdyner wyreżyserowanym przez Filipa Bajona. Należy również podkreślić ich aktywny udział w życiu kulturalnym Nadola – są nieodłącznym elementem większości wiejskich uroczystości. Dorobek „Nadolan” był wielokrotnie doceniany i nagradzany. Zespół jest m.in. laureatem nagrody Skra Ormuzdowa. Kierownikiem i dyrygentem jest Ilona Kowalczyk, prezesem Jadwiga Warmbier.

A jak doszło do powstania zespołu?

– Waldemar Szczypior, późniejszy dyrektor Centrum Kultury, Sportu, Turystyki i Biblioteki w Gniewinie, zaproponował stworzenie Koła Gospodyń Wiejskich w Nadolu. Kiedy już ono powstało, dziewczyny przygotowywały się do Powiatowego Przeglądu KGW, gdzie miały między innymi coś zaśpiewać. Waldek stwierdził, że dobrze sobie radzą, więc warto stworzyć też zespół muzyczny. Najpierw w repertuarze miały tylko kilka utworów, na przykład A më jesmë naszi, Kaszëbsczé jezora. Moja ówczesna dyrektorka z Niepublicznego Przedszkola w Kostkowie Małgorzata Wojciechowska powiedziała mi: Słëchôj, Ilonka, mòże të bë nama pòmògła? Znajesz sã na tim, fejn spiéwôsz. Za bardzo nie chciałam, bo dużą barierą był dla mnie wtedy język kaszubski. Trochę byłam z nim osłuchana, ale nie wszystko rozumiałam. Dałam się jednak namówić – wspomina Ilona Kowalczyk.

Postać dyrygentki jest niezwykle ważna dla całego zespołu, co podkreśla dr Tomasz Fopke, założyciel Rady Chórów Kaszubskich:

– Jej energią, pasją działania i wytrwałością można by obdzielić kilku szefów innych zespołów. Witalność Ilony najłatwiej dostrzec w tempach wykonywanych przez Nadolan utworów. Mimo mijających lat – oni wciąż nie zwalniają...

Jadwiga Warmbier przyczynę ciągłego rozwoju zespołu podsumowuje jednym zdaniem:

Ilona nama pòwtôrzô: abò robimë dobrze, abò wcale.

W Nadolu mieszka także świetna kaszubska gawędziarka i malarka Małgorzata Wojciechowska. Większość swojego życia poświęciła edukacji dzieci i młodzieży. Po przejściu na emeryturę aktywnie uczestniczyła w życiu publicznym. Była współinicjatorką powstania zespołu „Nadolanie”. Kaszubszczyznę promowała również, działając w Grupie Kabaretowo-Teatralnej Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Gniewinie „Alebabki”. Uczestnicząc w zajęciach plastycznych prowadzonych przez Teresę Marzec na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, odkryła swoją pasję malarską. W styczniu 2019 roku jej prace pokazywano w Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie. Wystawa jej dzieł nosiła tytuł „Jesień życia pędzlem malowana”.

W Nadolu mieści się również siedziba stowarzyszenia Mòje Stronë, które wydało wiele książek związanych z kaszubszczyzną, przygotowało wystawy o interesujących obiektach w gminach Gniewino i Wejherowo, a na swojej stronie internetowej www.mojestrone.pl stworzyło bazę informacji o kaszubskiej kulturze, języku i przyrodzie.

Jak na jedną wioskę, to naprawdę sporo. Niewiele jest miejsc na Kaszubach, gdzie dzieje się tak dużo. Jadwiga Warmbier ma nadzieję, że nie zabraknie chętnych do udziału w bogatej ofercie kulturalnej. Niestety, dorośli mieszkańcy coraz rzadziej mają czas, żeby uczestniczyć w licznych imprezach. Nadzieją pozostają dzieci, które są zawsze chętne do wspólnej zabawy, śpiewu, a nawet pracy.

Dariusz Majkowski

Reportaż powstał w ramach projektu „Obrazem i słowem – malarska i literacka promocja gmin Gniewino i Wejherowo” dofinansowanego przez Europejski Fundusz Rolny na Rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich. Został opublikowany pierwotnie w książce Òbrazã i słowã. Kaszëbskô we wiérztach, òpòwiôdaniach, repòrtażach i malënkach, Nadole 2023.

 

[1] Ludzie o tym pamiętają. Dla mojego pokolenia to było bardzo ważne, ale i młodzi wiedzą o tym, jakimi patriotami byli ich przodkowie. Jesteśmy z tego bardzo dumni.

[2] Cytat za: J. Borzyszkowski, Nadole, Gdańsk 1977, s. 35.

[3] On się urodził w Polanowie. Mieszkał w tych barakach dla pracowników elektrowni. To było wówczas normalne, że wiele dziewcząt wychodziło za mąż za chłopaków, którzy przyjechali tu do pracy.

[4] Pracowałam w tym hotelu 14 lat. Tam było wszystko! Nie musieliśmy jeździć do miasta. Lekarz tu był, dentysta, ginekolog, dwie pielęgniarki… Była też restauracja, kawiarnia, sklep i sala kinowa. Do dzisiaj pamiętam pierwszy film w tym kinie. To było Wejście smoka z Bruce’em Lee. Oglądałam to cztery razy. Ludzie z innych wiosek przyjeżdżali do nas, do tego hotelu. To było prawdziwe centrum kultury.