Rozmiar czcionki:

Remus na sośnie

10 października obchodzony był Światowy Dzień Drzewa. W tym roku motywem przewodnim jest czytanie drzewom. Więc poczytajmy... – tak zachęca leśniczy w Nadleśnictwie Kościerzyna, Zdobysław Czarnowski. I czyta drzewu, i z wysokości drzewa... Żëcé i przigòdë Remùsa Aleksandra Majkowskiego.

 

„Pomerania”: Jaki to gatunek drzewa, z którego gałęzi przedstawia pan kaszubską epopeję?

Zdobysław Czarnowski: Jest to nasza pospolita sosna. Nie z tych wysokich i gonnych, a niska, gałęzista, rosnąca na granicy pola i lasu.

 

Filmik z pańskim czytaniem Remusa w ciągu 2 dni uzyskał 2025 internetowych wyświetleń. Odczuwa pan ciężar popularności? W pracy, wśród znajomych...

Nieee, sława nie dotarła na moje pustkowie. W życiu bym nie pomyślał, że siedzenie na chójce tak się spodoba.

 

Dlaczego Remus? Dlaczego po kaszubsku?

Dlaczego Remus? Pewnie dlatego, że „prześladuje” mnie on od wczesnej młodości. Edukację rozpoczynałem w SP im. Aleksandra Majkowskiego w Nowej Karczmie. Popiersie doktora, strony tytułowe powieści Żëcé i przigòdë Remùsa w gablotach, grafiki pisarzy kaszubskich autorstwa Wawrzyńca Sampa były ze mną jeszcze wcześniej. Ojciec był dyrektorem tej szkoły, więc siłą rzeczy często tam przebywałem. Tam też spotkałem się jako bówka z Janem Piepką, ale wtedy wiedziałem tylko, że to pan, który jest pisarzem.

A dlaczego w oryginale? A dlaczego nie!? Prowadząc profil mojego nadleśnictwa na facebooku, staram się w miarę możliwości przemycać treści związane z naszym regionem. Czy to w postaci językowej, czy historycznej. Ostatnio wspomniałem o Franciszku Peplińskim, który w 1905 roku zamieszkał w wozie cyrkowym, bo pruskie władze zabroniły mu zbudowania domu (podobnie postąpił szerzej znany Michał Drzymała).

Proszę opowiedzieć o sobie nieco więcej. Jaką rolę odgrywa kaszubszczyzna w życiu codziennym leśnika?

Leśniczym w Podrąbionej jestem 10 lat. Móm białkã i dwa dzewùsë. Starsza nosi takie samo imię, jak córka doktora Majkowskiego – Damroka (dlaczego tylko ja w rodzinie mam mieć „dziwne” imię?). Na co dzień może nie rozmawiamy po kaszubsku, ale sporo słów, np.: stréfle, bùksë, pùlczi, wanożëc, używamy stale. Więcej się mówi po kaszubsku w moim domu rodzinnym w Dziemianach. Obie moje córki uczęszczają na lekcje kaszubskiego w szkole. Żona nie jest „czystą” Kaszubką, jej to „szyszci do grapy bez komin lecą”, czyli pochodzi z Borowiaków. Leśniczemu pracującemu na Zaborach przydaje się znajomość kaszubskiego. Fakt, niestety nasz język można usłyszeć głównie od starszych mieszkańców, i to też w szczątkowej formie. Głównie są to pojedyncze słowa lub krótkie zwroty typu réżczi, chójka, torfkùla, sôren, bania, hòjdë-bòjdë. Na szczęście teraz, gdy język kaszubski pojawił się w szkole, myślę, że to się zmieni.

 

Jak wygląda dzień pracy leśnika. Czy Kaszubi są w sposób szczególny predysponowani do tego zawodu? Czy to jest zawód rodzinny, który przechodzi z ojca na syna?

Nie ma stałego dziennego harmonogramu pracy. Wiadomo, że wiosna to głównie odnowienia zrębów, popularnie zwane zalesieniami. Jesień, zima to prawie wyłącznie prace związane z pozyskaniem drewna. Do tego dochodzą prace przy pielęgnacji lasu, z monitoringiem szkodników, z łowiectwem. Prowadzimy też nadzór nad lasami prywatnymi. Leśnik to dosyć specyficzny zawód. Czasami praca snuje się powoli w jednym miejscu, ale są dni, że gdybym miał zdolność bilokacji, to i tak by było za mało.

Czy jako Kaszubi mamy szczególny dryg do tego zawodu? Chyba nie, przecież leśnikami są i Kaszubi, i Mazurzy, i górale, i Ślązacy.

Jestem pierwszym leśnikiem w swojej rodzinie. Jednak często się zdarza, że synowie przejmują schedę po ojcach. W niektórych leśniczówkach to samo nazwisko pojawia się przez dwa, a nawet trzy pokolenia.

 

Zdarza się Panu rozmawiać ze zwierzętami, z roślinami, drzewami? Jak to jest z mówieniem zwierząt podczas nocy wigilijnej? Gôdają pò kaszëbskù?

Zdarza mi się, ale tylko z moim fludinem, to suka rasy gończy polski, i jej synem z mezaliansu. Czasami wydaje mi się, że im niepotrzebna jest noc wigilijna, aby się ze mną porozumieć. A co do samej nocy wigilijnej, to niestety nigdy nie udało mi się podsłuchać, aby zwierzęta coś mówiły. Może to i dobrze... może nie byłyby to pochlebne o ludziach wypowiedzi. 

 

Jakie zwyczaje kaszubskie kultywuje się w okolicy? Zna pan jakąś kaszubską bajkę, podanie, legendę związaną z lasem, drzewami? Proszę opowiedzieć...

„Dziki gon” a po kaszubsku „dzëkô jachta” czyli czas, gdy ciemne moce wyruszają na łowy. Gdy słychać pokrzykiwania myśliwych, ujadanie psów, tętent koni. Na szczęście nigdy tego nie spotkałem, bo podobno to przynosi pecha.

No i przypowieść o Diabelskim Kamieniu z Owśnic z terenu mojego nadleśnictwa. Kamień ten niósł diabeł, aby zniszczyć klasztor cystersów w Oliwie. Ponieważ w okolicy Oliwy nie mógł znaleźć odpowiedniego, długo szukał, aż znalazł taki koło Gostomia. Kamień był ciężki i nieporęczny, tak że diabeł nie zdążył przez jedną noc donieść go do Oliwy. Musiał po pianiu koguta wylądować i schować się pod głaz przed słońcem. Zobaczył to miejscowy gbùr i gdy tylko diabeł wszedł po kamień – postawił na nim krucyfiks. To uniemożliwiło pùrtkòwi wyjście spod niego i podobno tkwi po głazem aż po dzisiejsze czasy.

 

Jak się zmieniają kaszubskie lasy?

Może tego nie widać na pierwszy rzut oka, ale sukcesywnie się starzeją. Zmieniają się też pod względem gatunkowym. W miejscach, gdzie występowały monokultury sosnowe, jeśli warunki siedliskowe na to pozwalają, wprowadzamy gatunki liściaste, głównie buki. Niestety natury nie przerobimy i nie wszędzie na naszych kaszubskich piaskach wyrosną dąbrowy i buczyny. Sam w swoim leśnictwie mam miejsca, gdzie leśnicy kilkanaście lat temu wprowadzali buki. I one rosną, ale aby je odszukać, trzeba nieźle wytężyć wzrok. Śmieję się, że te drzewka mają tyle centymetrów wzrostu, ile lat. I co najważniejsze, lasów nie ubywa, a wręcz przeciwnie. Co roku są zalesiane nieużytki.

 

W kręgach rządzących Polską powraca inicjatywa ustawodawcza umożliwiająca sprzedaż lasów państwowych. Jak reagują na to kaszubscy leśnicy?

Prawdę mówiąc, nie słyszałem o takiej inicjatywie. Wręcz przeciwnie, wszystkie ugrupowania polityczne z prawej i lewej strony deklarują, że lasy mają pozostać w niezmienionej formie. Na szczęście póki co mamy też szerokie poparcie społeczne. Ludzie kojarzą nas pozytywnie i raczej nie zaakceptowaliby zmian.

 

Szuka pan kolejnych, po Majkowskim, autorów regionalnych, którzy pisali (piszą) o lesie. Czyją prozę, wiersze usłyszymy w dalszej kolejności? Czy zamierza pan zaprosić do współczytania na kaszubskiej gałęzi swoich kolegów, koleżanki?

Prawdę mówiąc jestem ciągle w głębokim szoku, że tak krótki filmik zdobył taką popularność. Miała to być akcja jednorazowa, ale skoro spotkała się z tak szerokim pozytywnym oddźwiękiem, dlaczego tego nie kontynuować? A co do doboru literatury. Sam Remus ma jeszcze sporo fragmentów „leśnych”, nocleg na grobach stolemów, śmierć Trąby pod sosną i inne. Na pewno pojawi się twórczość Anny Łajming. Nie byłem przygotowany na długofalowe działanie, więc muszę przejrzeć swoją kaszubską biblioteczkę. Myślę, że dużą bazą są wiersze poetów kaszubskich. Co do udziału innych leśników, całkiem prawdopodobne. Może też kolejne „odczyty” nie będą już tak statyczne. Gdyby tak dostać gdzieś drewnianą karę, taką, jaką miał Remus...

A gdy zabraknie pomysłów, jest jeszcze „kaszubska biblia”, jak ją nazywam – Bedeker Kaszubski pań Trojanowskiej i Ostrowskiej. Tam można znaleźć wiele pomysłów.

 

Mamy audiobooki z Remusem, akcje czytania w Borzestowie i Kościerzynie. Dzieło jest obecne w programach nauczania języka kaszubskiego w szkołach... Czy po pańskim czytaniu na gałęzi nas, Kaszubów ogarnie kaszubska mania czytania największej naszej powieści w innych niezwykłych miejscach i publikowania w internecie filmików dokumentujących takie akcje?

Byłby to świetny pomysł. Sam wracam do Remusa i Trąby co jakiś czas. Jest to chyba nasze najwybitniejsze dzieło literackie. Dobrze by było, gdyby ta książka trafiła do szerszej publiczności. Marzy mi się, że kiedyś zobaczę ekranizację tej powieści na dużym ekranie. Jest w niej tyle wątków fantasy, że mógłby powstać film nie gorszy od ekranizacji Tolkiena... no może jak nasz krajowy „Wiedźmin”.

 

Pożegnajmy się Remusowym cytatem. Co pan proponuje?

Jednym z moich ulubionych jest powiedzenie Michała z Lipińskich Pustek: Kòmù namienioné, tegò nie minie.

Pozdrawiam czytelników „Pomeranii”. Do ùzdrzeniô.

 

Rozmawiał Tomasz Fopke

Joomla Templates - by Joomlage.com