Listopadowa "Pomerania" o teatrze i nie tylko

2. Od redaktora

Listopad to czas zadumy, refleksji, wspominania tych, co odeszli. Nastrój, który często towarzyszy nam w tym miesiącu, trafnie oddaje jedna z jego kaszubskich nazw: „smùtan”. W środowisku kaszubsko-pomorskim taki „smùtan” przeżywaliśmy prawie przez cały ten rok.

W ciągu minionych kilkudziesięciu lat również żegnaliśmy wiele ważnych dla naszego ruchu osób. Śmierć każdej z nich zostawiła pustkę nie tylko w sercach, ale i na różnych „frontach walki” o naszą małą ojczyznę. Tym razem jednak tak wielu spośród tych największych odeszło niemal jednocześnie. W styczniu żegnaliśmy prof. Edmunda Wnuk-Lipińskiego. Potem w ciągu dwóch miesięcy umarło trzech innych profesorów, którzy większość swego życia oddali Pomorzu: Marek Latoszek, Jerzy Samp i Jerzy Treder. Czy są wśród nas ludzie, którzy mogliby ich, choćby częściowo, zastąpić? Czy doczekamy się następców Stanisława Pestki, znakomitego poety, pisarza i publicysty (obok wielu innych zasług zawdzięczamy mu też nazwę przeglądu kaszubskich teatrów „Zdrzadniô Tespisa”, który obszernie w tym numerze relacjonujemy)? Prawie w tym samym czasie musieliśmy pożegnać także Güntera Grassa, który wprowadził Kaszuby w krąg światowej literatury. Latem odszedł Eugeniusz Gutfrański, legenda kajakowych spływów Śladami Remusa...

Czas zazwyczaj pomaga ukoić ból nawet po tak wielkiej stracie, ale chętnych i zdolnych do przejęcia ich zadań będziemy zapewne szukać latami. I dlatego nasz „smùtan” może trwać jeszcze długo.

3. Jesiań, Wszitke Śłante ji Zaduszki. Zyta Wejer

Mnimozami jesiań sia zaczina,

Złotawa, krucha ji mniyła...

– psisał J. Tuwin!

Zaś jinszi mówma zez naszych bajarzów śpsiywał:

Chrizantemi złociste

Wew kriształowim wazónie

Stojó na fortepianie...

Ale niy jano na fortepianie, bo kele Wszitkych Śłantych je jych fol na smantarzach.

Ks. Janusz Pasierb tak psisał, stojąc zapewno chdzieś na smantarzu łotulónim wiandnócimi liściami, nad chtórnim słichać było klangor łodlatujócych żurawjów:

Ze wszitkygo wew żiciu

może najbardzi sia bojisz

chwiylów łostatniych

 

że zabrakuje ci Nikodema

abo Józefa zez Arimateji

ji nie bandzie mniał chto

zdjóć cie zez krzyża

 

ale tedi może

niy bandziesz potrzebował ludziów

ji tak zajantych własnym łumniyraniam

Może łoderwje ciebie łod drzewa

ji zez ranców powijmiwa gożdzie

Chtoś jinni

naprawda żiwi

4. Tradycję przełożyć na współczesność

Z Grzegorzem Szlangą, założycielem Chojnickiego Studia Raposodycznego, absolwentem PWST we Wrocławiu, aktorem i reżyserem, rozmawia Halina Malijewska.

Jest pan przykładem twórcy teatralnego, który swoją amatorską pasję przekuł w profesjonalizm. Jak to wszystko się zaczęło?

Zawsze interesowałem się teatrem, ale nigdy mnie nikt nie prowadził „profesjonalnie”. Miałem takie podejrzenia, że jestem wrażliwy i mógłbym to robić, nie wiedziałem jednak, jak dojść, tak jak pani wspomniała, do pewnego profesjonalizmu. Przypadkiem znalazłem Centrum Kultury Zamek w Poznaniu, tam poznałem pana Henryka Dąbrowskiego i był on pierwszą osobą, która potrafiła mi powiedzieć, co robię źle – uważam to za niezwykle ważne. Potem wygrałem kilka konkursów i zauważyła mnie dyrektor teatru Stajnia Pegaza Ewa Ignaczak. Tam też trafiłem i to na tej scenie zaczęła się moja zawodowa praca. Nauczyłem się tam wszystkiego, co wiem o teatrze i w ogóle o aktorstwie. Zagrałem może 800 spektakli w życiu. Na każdym przedstawieniu Ewa Ignaczak dawała mi zadanie do wykonania, żebym sprawdził sobie jakiś aspekt aktorstwa. Tak budowałem swoją wiedzę, którą wykorzystuję teraz. Bardzo dobrze rozumiem, czym jest amatorstwo.

Grał pan w Stajni Pegaza w Sopocie, jednak wrócił pan do Chojnic. Nie było żalu, że zostawia pan za sobą granie w zawodowym teatrze?

Chciałem łączyć dwie rzeczy. Z wykształcenia jestem pedagogiem. Pomyślałem, że będę robił to, co lubię, czyli uczył angielskiego, a przy tym hobbystycznie będę się zajmował teatrem. Ale aby osiągnąć pewien poziom, który widziałem już w teatrze, musiałem poświęcić temu więcej czasu, dlatego zrezygnowałem z pracy nauczyciela. I jakoś się udało dojść, tak myślę, do satysfakcjonującego poziomu, choć wciąż jest wiele rzeczy do odkrycia. Powiem szczerze, że podziwiam ludzi, którzy biorą udział w przeglądzie teatrów kaszubskich. Wiem, jak trudno jest łączyć pracę zawodową z pasją. Jestem tu trzeci rok z rzędu i obserwuję, widzę z czym mają problem. Pod tym kątem przygotowałem też dla nich swoje warsztaty.

Czytaj więcej: W "Pomeranii" o teatrze

7 listopada piszemy kaszubskie dyktando!


Tegoroczna edycja organizowanej przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie inicjatywy odbędzie się 7 listopada 2015 r. (sobota) w Zespole Szkół nr 11 w Gdyni. Udział w Kaszubskim Dyktandzie zadeklarowało ok. 200 osób.

Podczas XIV Kaszubskiego Dyktanda popularyzujemy twórczość ks. Leona Heykego (dla wszystkich kategorii). Zalecana literatura:

• szkoły podstawowe:
̶  Leon Heyke, Kaszëbsczé spiéwë
̶  Domôcé słowò zwãczné (utwory Leona Heyke według znormalizowanej pisowni)
 
• gimnazja, szkoły ponadgimnazjalne, dorośli:
̶  Leon Heyke, Dobrogost i Miłosława
̶  Leon Heyke, Szôłôbùłki

Regulamin XIV Dyktanda Kaszubskiego oraz zgłoszenie uczestnictwa do pobrania:

Regulamin 2015.doc

karta zgłoszenia.doc

Program Dyktanda Kaszubskiego:

8.00 – 9.00 – Rejestracja uczestników

9.00 – Uroczyste otwarcie Dyktanda Kaszubskiego

9.30 – 10.30 – Pierwszy etap

10.30 – 13.00 ‒ Zwiedzanie gdyńskiego Portu, Muzeum Emigracji oraz Żaglowca „Dar Pomorza”.

13.00 – Ogłoszenie wyników I etapu oraz II etap Dyktanda.

14.00 – 16.15 – występy zespołów z gdyńskich szkół podstawowych nr 6,40,43 oraz ZS z Liniewa. Występ Zespołu Pieśni i Tańca "Gdynia" oraz pokaz carvingu w wykonaniu mistrzów tej dyscypliny Pawła Sztenderskiego i Grzegorza Gniecha

16.00 - Przekazanie symbolu dyktanda - rzeźbionego pióra Gminie Kosakowo i ZKP Dębogórze-Kosakowo

około 16.15 - 16.30 – Ogłoszenie wyników i wręczenie nagród. Losowanie nagród specjalnych (m.in. dwóch tabletów).

"Kaszubskie Dyktando" w Gdyni odbywa się pod honorowym patronatem Prezydenta Miasta Gdyni Wojciecha Szczurka, Marszałka Województwa Pomorskiego Mieczysława Struka oraz Pomorskiego Kuratora Oświaty Elżbiety Wasilenko.

Organizację Dyktanda Kaszubskiego w Gdyni wsparło wielu Mecenasów i Partnerów: Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Urząd Miasta Gdyni, Urząd Miasta Kartuzy, Starostwo Powiatowe w Wejherowie, Rada Dzielnicy Gdynia-Pogórze, Gdyńskie Centrum Sportu, Uniwersytet Gdański - Centrum Języka i Kultury Kaszubskiej, Stowarzyszenie Nauczycieli Języka Kaszubskiego "Remùsowi Drëszë", Instytut Kaszubski, EDF, Port Gdynia, Hydromega, Euromos, Stocznia Remontowa Nauta, Muehlhan, Prom, TransNauta, Energa, Przedsiębiorstwo Komunikacji Autobusowej w Gdyni, Przedsiębiorstwo Komunikacji Miejskiej w Gdyni, Akademia Kształcenia Zawodowego, Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie, Muzeum Emigracji, Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku, Carving-Art Paweł Sztenderski, Carving-Gniech Grzegorz Gniech, Księgarnia Kaszubsko-Pomorska CZEC, Wydawnictwo Region, Kaszubska Książka, Galeria Szperk oraz Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza im. ks. Antoniego Muchowskiego.

Patronat medialny nad imprezą objęły: Telewizja TTM, Radio Kaszëbë, Radio Gdańsk, Miesięcznik "Pomerania", Portal Kaszubi.pl

 

Organizatorem Dyktanda Kaszubskiego jest Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

W październikowej "Pomeranii" o ochronie krajobrazu

2. Od redaktora

Piękno krajobrazu często przegrywa z brakiem pieniędzy. Na szczęście zdjęcie na okładce to fotomontaż, i gdański ratusz będziemy mogli podziwiać bez przeszkód, jednak wiele innych miejsc na Pomorzu jest już oszpeconych wielkimi reklamami lub budynkami zupełnie niepasującymi do otoczenia. Często nawet w parkach krajobrazowych nie widać troski o piękne widoki, a w miejscach, gdzie presja inwestorów jest najsilniejsza, szkody są już chyba nieodwracalne (Nadmorski i Kaszubski Park Krajobrazowy).

Być może jakieś zmiany przyniesie Ustawa o zmianie niektórych ustaw w związku ze wzmocnieniem narzędzi ochrony krajobrazu, która obowiązuje od 11 września. Jej projekt 2 lata temu ówczesny prezydent Bronisław Komorowski podpisał na Kaszubach, w Charzykowach. Eksperci mają do niej wiele zastrzeżeń, ale dużo będzie zależało od naszych samorządowców. Mogą wykorzystać kolejne narzędzie prawne do walki m.in. z nieestetycznymi reklamami albo stwierdzić, że ich na to nie stać. Tyle że jeśli nie zajmiemy się tym problemem w najbliższym czasie, to wkrótce turyści, na których zarabia wiele pomorskich miast i gmin, zaczną jeździć gdzie indziej – w miejsca, gdzie wciąż krajobraz nie jest oszpecony.

I jeszcze jeden smutny temat z październikowej „Pomeranii”. 27 sierpnia pożegnaliśmy w Gdańsku Eugeniusza Gutfrańskiego. Jak pisze o nim redaktor Edmund Szczesiak: „legendę – już za życia – pomorskiego, ale i krajowego kajakarstwa turystycznego”, człowieka niezwykle zasłużonego choćby dla Kaszubskiego Spływu Kajakowego Śladami Remusa. Zachęcamy do lektury wspomnienia o tym wielkim miłośniku kaszubskiego krajobrazu. Pamiętajmy o takich ludziach.

 

3. Na pôłnim Kaszub. Dariusz Majkòwsczi

12 séwnika w Spòdleczny Szkòle nr 7 w Chònicach pòtkelë sã nôleżnicë Przédny Radzëznë Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô. Nôwôżniészima témama jich òbradów bëłë: òchrona kaszëbsczégò krôjòbrazu i przëjimniãcé ùchwôlënkù w sprawie welacjów do Sejmù i Senatu.

Zéńdzenié Radzëznë bëło dlô chònicczich Kaszëbów wiôldżim swiãtã. Przed dwiérzama czekałë na ùczãstników dzecë w lëdowëch ruchnach i pò kaszëbskù witałë wszëtczich, co wchôdelë bënë. W szkòle òstôł przërëchtowóny wëstôwk na wdôr znónëch Kaszëbów, a òbradë òtemkł bùrméster miasta Arseniusz Finster. Całoscë pilowałë wëszëznë partu z przédniczką Janiną Kòsedowską i ji pòprzédcą Włodzmierzã Łangòwsczim. Na zalë béł téż zasłużony dlô Chòniców i całégò Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô regionalista, gazétnik, wespółrobòtnik najégò cządnika Kazmiérz Òstrowsczi.

 

5. Nie stać nas na piękno? Z Krzysztofem Wojcieszykiem, dyrektorem Pomorskiego Biura Planowania Regionalnego rozmawiamy m.in. o tzw. ustawie krajobrazowej oraz parkach krajobrazowych na Pomorzu.

Podczas obrad Rady Naczelnej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Chojnicach zaczął pan swoje wystąpienie od kontrowersyjnego stwierdzenia, że nie stać nas na miłość do krajobrazu...

Jest to oczywiście przekorne stwierdzenie, ale niestety wynika z moich bolesnych doświadczeń jako planisty i mieszkańca różnych miast Pomorza. Kiedy zachowanie piękna krajobrazu wymaga wyrzeczeń, często padają argumenty: nas na to nie stać, bo potrzebujemy pieniędzy od inwestora, potrzebujemy pieniędzy od reklamodawcy, bez tych środków nie wystarczy nam na to, by dofinansować opiekę socjalną, by wesprzeć przedsiębiorców, szkoły, żeby poprawić infrastrukturę komunalną i kulturalną w gminach. Wydaje się samorządowcom, że te pieniądze są tak niezbędne, że machają ręką na krajobraz. Poniekąd te władze rozumiem, bo sam kiedyś byłem burmistrzem, i wiem, jak trudna jest sytuacja włodarzy gminy. Na szczęście przybywa stowarzyszeń społecznych, które z determinacją dbają o ochronę krajobrazu. Często dysponują one doskonałymi prawnikami i w dużej mierze dzięki nim krajobraz kaszubski może być wciąż powodem do dumy.

A może po prostu samorządowcy nie dojrzeli do tego, by dostrzec, że krajobraz jest istotną wartością?

W części gmin, tych najuboższych, nie ma dość pieniędzy, żeby zatrudnić fachowców od planowania przestrzennego. Trzeba przy tym pamiętać, że pierwszy lepszy inwestor dysponujący dobrym prawnikiem świetnie sobie poradzi z prawnikiem gminnym, który najprawdopodobniej pracuje tylko na cząstkę etatu i na ogół nie ma szans w starciu z najlepszymi. Są też takie gminy, gdzie po prostu nie ma świadomości, nie ma edukacji i nie ma wiedzy, że krajobraz jest cenną wartością. A przecież każdy z nas odczuwa negatywne skutki dysharmonii w swoim otoczeniu. Fachowcy wypowiadają się na ten temat jednoznacznie: osoby żyjące w zdegradowanym otoczeniu są mniej wydajne w pracy oraz mniej skuteczne w życiu społecznym. I wreszcie jest trzecia grupa gmin, może lepiej powiedzieć wprost: zamożnych miast, w których istnieje kult inwestora. Kiedy planista przestrzenny w przygotowywanym dokumencie zawiera ograniczenia dla inwestorów, włodarze tych miast stwierdzają: „inwestor nie lubi słowa ograniczenia”.

 

9. Jesz pòczekómë. Pioter Dzekanowsczi

We wiadle ò rëchłi smiercë reklamòwi pòjudżi je wiãcy òskòmë i trzôskù jak prôwdë. Biédny ùstôw ò lepszim chronienim krôjòbrazu ni miôł letkò ju przed ùchwôlenim, a terô miast ceszëc estetów straszi nëch, co chcelëbë na jegò spòdlim wząc sã za brzëdotã.

Zôczątk zdôł sã baro nôdzejny. Tec nowé prawò miało sã brac nié leno za reklamë, ale téż pòmòc w regùlowanim niejednëch drażlëwëch inwesticjów, òsoblëwie nëch, co mòckò zmieniwają widoczi, w tim sztrómòwëch wiatraków abò bùdinków, jaczé nijak sã nie stosëją do òkòlô. To nié wszëtczim sã widzało. Naszkalowóny bez karna òd inwesticjów, temù téż pózni w dzélu pòòbcãti, projekt wëbéł równak do ùchwôleniô. Kò nawetka w taczim wąsczim ju sztôłce òbróńcë krôjòbrazu dozdrzelë pòkrok w dobrą stronã. Do tegò ù samòrządów zbùdzëła sã nôdzeja na wiãcy w swòjich miészkach, a to òd reklamòwégò płatkù. Kò nié tak chùtkò!

Czytaj więcej: "Pomerania" o ochronie krajobrazu

Wrześniowa "Pomerania" ze "Stegną"

2. Od redaktora

Na okładce „Pomeranii” prezentujemy artystów, którym zawdzięczamy dwupłytowy album Kaszuby w pieśni artystycznej. Warto zwrócić na niego uwagę z wielu względów, ale chciałbym przede wszystkim wspomnieć o niezwykłej dbałości o każdy element tego dzieła. Od strony graficznej wszystko świetnie dopasowane: okładka, nadruk na płytach, kartonik, w którym mieści się całość... Nie ma się do czego „przyczepić”. Do tego książeczka z informacjami o albumie oraz wykonawcach i teksty pieśni w trzech językach: kaszubskim, polskim i angielskim. Współpraca ze znakomitym reżyserem dźwięku Mariuszem Zaczkowskim zaowocowała tym, że każda nuta brzmi jak należy. Nad kaszubszczyzną czuwał śp. prof. Jerzy Treder, co też słychać na płytach. Jak dowiadujemy się z rozmowy z Aleksandrą Kucharską-Szefler i Witosławą Frankowską (s. 57–59 tego numeru „Pomeranii”), sponsor strategiczny wydania albumu Tadeusz Szefler powtarza, że „jeśli coś robić, to najlepiej jak się da”. Niby oczywiste, nic odkrywczego, a jednak zastosowane w praktyce wywiera imponujące wrażenie. Już teraz zapraszamy na uroczystą promocję albumu do gdańskiego Ratusza Staromiejskiego 22 października o godzinie 18.

Człowiekiem, który całe życie stosuje się do przytoczonej powyżej zasady, jest Janusz Kowalski – Kaszuba z wyboru i architekt-regionalista, który w sierpniu ukończył 90 lat. Na łamach naszego miesięcznika wspomina swoje dzieciństwo i młodość, tłumaczy, jak znalazł się w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim i opowiada o siedzącej w nim prekursorskości. Zapraszamy do lektury, a panu Januszowi życzymy co najmniej 120 lat.

 

3. Zjôzd w òdjimkach. Òdj. Arkadiusz Wegner

 

4. Prekursor. Z Januszem Kowalskim rozmawiał Dariusz Majkowski

W sierpniu 90. urodziny obchodził dr Janusz Kowalski, architekt-regionalista, który pokochał Kaszuby. Już w latach 50. upominał się o utworzenie w Gdańsku uniwersytetu, przez kilkadziesiąt lat nawoływał do odbudowy linii kolejowej z Wrzeszcza na Kokoszki. Inicjator Spływów Kajakowych „Śladami Remusa”. Współpracownik „Pomeranii” od lat 60. do dziś.

 

Jest rok 1925. W Zamościu ósmego sierpnia rodzi się Janusz Kowalski...

To oczywiste, że pierwszego roku życia się nie pamięta. Z późniejszych przekazów wiem, że wówczas mój ojciec (prawnik-cywilista po Uniwersytecie Poznańskim) był sędzią w Sądzie Grodzkim i w tym czasie uzyskał uprawnienia do bycia adwokatem, ale poza Zamościem.

W 1926 ojciec przeniósł się do Hrubieszowa, gdzie jako adwokat dobrze zarabiał. Tam 1/3 mieszkańców stanowili Polacy, 1/3 Ukraińcy i 1/3 Żydzi. Był tam, co prawda, jeszcze jeden adwokat, ale ojciec pochodził z chłopskiej rodziny, więc przez chłopską klientelę był lepiej przyjmowany niż prawnik-szlachcic z sygnetem na palcu. Ojciec szybko przejął też mniej licznych klientów ukraińskich i żydowskich. Za zarobione pieniądze zbudował dom z 10 mieszkaniami. Myślał, że jak się zestarzeje, to z czynszu będzie miał na utrzymanie, bo jako pracujący na własny rachunek nie otrzymałby emerytury.

Czytaj więcej: Wrześniowa "Pomerania"

Joomla Templates - by Joomlage.com