Rozmiar czcionki:

Zapraszamy do lektury. "Pomerania" nr 5/2015

2. Od redaktora

Po tym, co się stało w tym roku, kwiecień chyba już nigdy nie będzie się nam kojarzył z wiosną i budzącym się życiem. Straty, jakie poniósł ruch kaszubsko-pomorski w tym miesiącu, są olbrzymie. Jerzy Treder, Stanisław Pestka, Günter Grass… Dla wielu z nas byli mistrzami, wielu powtarzało na pogrzebach: „zostaliśmy sierotami”. Dzięki ich pracy, wizjom przyszłości, książkom łatwiej było rozwijać naszą kulturę, język kaszubski, wcielać w życie idee regionalizmu. Wciąż jeszcze szukamy odpowiedzi na pytanie, co dalej. Pamiętajmy o ich dokonaniach, ale mimo żalu, który czujemy, kontynuujmy – tak jak potrafimy – to dzieło, któremu oni poświęcili swój czas i talent.

3. Òddzãkòwanié Méstrów. Òdj. Arkadiusz Wegner

4. Życie i dzieło Stolema. O Stanisławie Pestce. Kazimierz Ostrowski

Trzeci zbiór swoich wierszy, wydany na początku naszego wieku, Jan Zbrzyca zatytułował Wieczórny widnik, jakby dając znać, że „ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił” (Łk, 24, 29). W istocie, horyzont w wieczornym słońcu wygląda inaczej i skłania do namysłu nad przebytą drogą, do refleksyjnego spojrzenia w głąb siebie i na otaczający świat – bëne ë bùten. Można czytać te wiersze jak testament poety i dziedzictwo dla potomnych.

Teraz, po odejściu Stanisława Pestki – Jana Zbrzycy, będziemy jeszcze wnikliwiej wczytywać się w jego poezje, w jego myśli, wyrażone w słowach i metaforach, które tak wspaniale wzbogacają skarbiec kaszubszczyzny, będącej przecież ciągle jeszcze w stanie powstawania. Troszczył się o jej rozwój, bał się jej uwiądu, przestrzegał: Stracenié rodny mòwë / Òznôczô ùsnienié dëszë lëdu. On sam tę mowę wyniesioną z zaborskiego matecznika najczulej pielęgnował.

Nie tylko poetycką schedę po sobie zostawił, lecz przeobfite źródło refleksji, przemyśleń, idei, drogowskazów, inspiracji, a także pytań o przyszłość kaszubsko-pomorskiej wspólnoty. Kim był – jakim zostanie w pamięci? Dziennikarz, pisarz, poeta, działacz… Humanista i intelektualista. Przyjaciel. Człowiek Niepospolity – Stanisław Pestka.

8. O Profesorze Jerzym Trederze. Ojciec Adam Ryszard Sikora

„(...) nie gustuje we wzniosłych słowach; pompatyczne, hiperboliczne wystąpienia są mu obce, ceni faktografię i beznamiętne relacje, właściwe stylowi naukowemu. Postawa taka mieści się zresztą w starożytnej gnomie: Jakie życie, taka mowa, a życie Jego wypełnione było nauką, zdobywaniem wiedzy, badaniami naukowymi, przekazywaniem wiedzy, zaangażowaniem w sprawy społeczne i oddaniem się Rodzinie”.

Tak pisał o prof. Jerzym Trederze w 2007 r. prof. Edward Breza we wprowadzeniu do Księgi Pamiątkowej dedykowanej prof. Trederowi z okazji 65. roku życia i 40-lecia pracy naukowej.

Pozwalam sobie moje wspomnienie rozpocząć właśnie od tego cytatu, gdyż nie znajduję trafniejszego i jednocześnie bardziej syntetycznego ujęcia w słowa tego, co sam czuję, myśląc o prof. Jerzym Trederze, z którym od kilkunastu lat miałem zaszczyt współpracować, a który po długiej i ciężkiej chorobie zmarł w Wejherowie 2 kwietnia 2015 r.

Z pewnością powstanie wiele publikacji poświęconych Profesorowi, w tym także tych o charakterze wspomnieniowym, które ukażą wielowymiarowo zarówno jego osobowość, jak i imponujące dokonania na polu naukowym. Moje wspomnienie, choć nawiąże do najistotniejszych, moim zdaniem, faktów z życia śp. prof. Jerzego Tredera, dotyczyć będzie przede wszystkim okresu ostatnich szesnastu lat, gdy osobiście poznałem Profesora, a szczególnie ostatnich dwunastu, gdy ta znajomość przekształciła się w trwałą współpracę i w autentyczną przyjaźń.

12. Miał odwagę zmieniać świat. Miłosława Borzyszkowska-Szewczyk

Czytam kolejne pożegnania po odejściu Güntera Grassa. I powracają pytania: Co Mu zawdzięczam? Czego mi będzie brakowało? Przede wszystkim będzie mi brakowało tego zadziornego pióra, bacznego spojrzenia na rzeczywistość, krytycznej postawy wobec mechanizmów nią kierujących oraz odwagi działania.

To Günter Grass wprowadził Gdańsk i kaszubskie postacie w krąg literatury światowej. Pisarz, rzeźbiarz i grafik urodzony w 1927 roku w niemiecko-kaszubskiej rodzinie w Wolnym Mieście Gdańsku, wzrastający we Wrzeszczu/Langfuhr, przełamał niepamięć wielokrotnie, podejmując krytykę niemieckiej przeszłości i współczesnego świata. Pisarz zaangażowany, dla którego literatura to ważne medium dialogu politycznego, społecznego i międzykulturowego.

To on w swoich gdańsko-kaszubskich powieściach scalił niemieckie, kaszubskie, polskie i żydowskie narracje dotyczące Gdańska o wspólnej, a zarazem dzielącej przeszłości. Gdańszczanom niemieckim przypomniał, że nieszczęścia II wojny światowej nie rozpoczęły się dopiero w 1945 roku utratą heimatu. Powojennym mieszkańcom Gdańska pokazał miasto z niemieckiej przedwojennej perspektywy. Nam, kaszubskim gdańszczanom/gdańskim Kaszubom – przywrócił miejsce w wielokulturowej społeczności miasta na polsko-niemieckim pograniczu, rysując bez upiększeń jego hierarchiczny porządek, sztywno przypisane miejsca oraz dylematy i konsekwencje wyborów dokonywanych w otoczeniu wymagającym jednoznacznych deklaracji narodowych.

15. Żëwòt równoległi. JN

W Pòlsce znelë gò òsoblëwie jakno socjologa, pòliticznégò kòmeńtatora, z jaczim òglowòkrajewé gazétë i telewizje robiłë wëwiadë. Mni znelë gò jakno ùczãstnika Òkrãgłégò Stołu abò załóżcã i direktora Institutu Pòliticznëch Sztudiów PAN-u, a jesz mni jakno bëlnégò aùtora lëteraturë science fiction. Kò w Bëtowie w pierszi rédze je naszińcã.

Gôsczé pòchòdzenié Édmùnda Wnuk-Lëpińsczégò zdrôdzô jegò miństwò, pòcwierdzô môl ùrodzeniô òjca – Prądzona. Prôwdac òn sóm swiat pierszi rôz ùzdrzôł w Bòrach, w Sëchi, skądka pòchòdzëła jegò matka, i prawie tam Wnucë wëbëlë òkùpacjã. W 1945 r. przëcygnãlë równak do Bëtowa, jak wiele Kaszëbów ze Stôri Pòlsczi szëkającë w naszim môłim miesce nowégò żëcô, ùbëtkù pò wòjnowi traùmie, niejedny – ùtaceniô. Kaszëbi, naszłi i aùtochtonowie, jiny Pòmòrzanowie, néżczi Niemców, lëdze z centralny Pòlsczi, z Kresów, a òd 1947 r. téż Ùkraińcë. Małi gard, w dzélu spôlony òd Rusczich, gdzes za lasama, dalek òd Gduńska, jesz dali òd Szczecëna, pewno przez nen etniczny miszung, chòc zapajiczony, wòniôł swòją òsoblëwą pôszką. Taką, co dobrze robi dlô marzeniów, chtërne ni mają strachù swiata. E. Wnuk Lëpińsczi miôł i marzenia, i nos, co mòckò nã pôszkã wòniôł.

16. Czy brak nam urody życia? Stanisław Salmonowicz

Życie ludzkie, jak wiadomo, ma nie tylko swój kres, ale i ciągłe, odmienne zależnie od wieku, kłopoty. Stefan Żeromski, który tak wiele pisał o polskiej kondycji narodowej różnych epok, jest także autorem książki pt. Uroda życia. Pisywał jednak sporo o polskim ponuractwie jako cesze narodowej. Było to jeszcze przed I wojną światową. W epoce II Rzeczypospolitej wydawało się, że wszystko zmienia się na naszą korzyść, że radość z odzyskanej niepodległości, pewna swoboda życia, zwyciężają. W latach dwudziestych, mimo kłopotów gospodarczych i innych, kultura polska rozkwitała, nieraz także jej wątki frywolne. Pisarze, którzy przestali walczyć o los narodowy, skoro kraj był niepodległy, bawili się nieraz potężnie w głośnych w całym kraju kabaretach literacko-muzycznych. Była to epoka kabaretu „Qui Pro Quo” i „Morskiego oka”, czasy znakomitych piosenkarek i poetek. Hanka Ordonówna, Zula Pogorzelska nie stroniły od utworów śmiałych obyczajowo. Śpiewano „Ja się boję sama spać”, śpiewano „Czy pani mieszka sama, czy razem z nim?”. Potem jednak był kryzys światowy, narastało bezrobocie i groźba wojny, a lata tragiczne 1939–1945 (plus PRL!) kierowały, rzec można, Polaków z powrotem do „wrodzonego ponuractwa”. Czy tak jest i dzisiaj? Pytanie trudne z gatunku takich, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Czy rzeczywiście jako naród mamy skłonność do pesymizmu, skrępowania w sposobie bycia i życia, skrępowania w obliczu wesołej zabawy?

18. Zéńdzenia ù Méstra Jana. Jón Trepczik w ùbecczich zôpiskach do 1956 r. (dzél 1). Słôwk Fòrmella

Titlowi heroja negò artikla przënôlégô do karna nôbëlniészich ë nôbarżi znónëch dzejarzów w historie kaszëbsczi rësznotë. Je przedstôwcą zrzeszińców, to je nëch, co ùpiarto pòdsztrëchiwëlë wszelejaczé apartnoscë Kaszëbów. Bëlë òni dbë, że kaszëbizna je apartnym słowiańsczim jãzëkã a Kaszëbi są apartnym nôrodã. Wszëtkò to wzãté do grëpë przëczëniło sã do tegò, że przez dłudżi czas bëlë òni „w zainteresowanim” pòliticzny pòlicje pòlsczégò państwa, chtërna Jana Trepczika a jegò drëchów zwa separatistama. Zaczãło sã to ju przed drëgą swiatową wòjną, czej wëchôda pierszô edicjô „Zrzeszë Kaszëbsczi”, a pòtemù dérowało téż dłudżé lata pò wòjnie. Òsoblëwie drãdżi béł dlô Kaszëbów pòwòjnowi cząd, co warôł wnetka do kùńca 1956 r., czej kaszëbskô spòlëzna pò zlëkwidowanim w 1947 r. drëdżi edicje „Zrzeszë Kaszëbsczi” ni mia niżódny mòżlëwòtë òrganizowaniô sã, a kòżdé ji dzejanié mògło bëc nazwóné procëmpaństwòwim. W nym dokazu chcã przedstawic to, co w aktach dôwnégò ùrzãdu bezpiekù jidze nalezc na témã krëjamnégò dozéraniô Jana Trepczika do 1956 r., to je do czasu pòwstaniô Kaszëbsczégò Zrzeszeniégò.

20. Plan transportowy dla Południa. Sławomir Lewandowski

Gdańsk Południe – pod tą tajemniczą nazwą kryje się kilka szybko rozwijających się gdańskich osiedli i dzielnic. Obecnie mieszka tam ok. 95 tys. osób, ale w 2020 roku ma ich być ok. 105 tys. Docelowo zaś ten rejon może mieć nawet 145 tys. mieszkańców. Najludniejszą dzielnicą „Południa” jest Chełm. W grudniu 2007 roku właśnie tam, do pętli przy ulicy Witosa, dojechał pierwszy tramwaj. Dzisiaj można uznać tę datę za historyczną, ponieważ budowa linii tramwajowej na Chełm dała początek ekspansji tego środka komunikacji do tej części Gdańska.

Kolejny rozdział tramwajowych inwestycji dotyczył budowy linii tramwajowej od wspomnianej pętli przy ulicy Witosa do ulicy Świętokrzyskiej, u zbiegu dzielnic: Łostowice, Orunia Górna i Ujeścisko. Wraz z budową torowiska zmodernizowano ulicę Witosa oraz wybudowano od podstaw dzisiejszą aleję Vaclava Havla. O ile oddanie do użytku linii tramwajowej na Chełm było historycznym momentem, o tyle jej przedłużenie do dzisiejszego węzła transportowego Łostowice/Świętokrzyska uznać można za moment przełomowy w historii gdańskiego „Południa”. Aleja Havla i biegnące wzdłuż niej tory tramwajowe spięły bowiem południowy taras Gdańska ze Śródmieściem.

22. Na tropie tajemnic „Miedziowca”. Marek Adamkowicz

Gdyby sporządzić listę gdańskich skarbów, „Miedziowiec” powinien się znaleźć na poczesnym miejscu. Aż dziw bierze, że do tej pory nie jest pokazywany jako jedna z ważniejszych atrakcji miasta, choć w pełni na to zasługuje.

Lata 60. przyniosły archeologom podwodnym wiele spektakularnych odkryć. W 1961 r. wydobyto w Sztokholmie (po 333 latach od zatonięcia) królewski galeon Vasa. W okolicach duńskiego Roskilde, pomiędzy rokiem 1959 a 1962, odkryto i przebadano pięć łodzi i statków skandynawskich z XI w., a w Bremie wyciągnięto w 1962 r. wrak XIV-wiecznej kogi. Polacy o takich znaleziskach mogli tylko pomarzyć. I marzyli, jak dr hab. Przemysław Smolarek, dyrektor ówczesnego Muzeum Morskiego, który optował za podjęciem długofalowych badań podwodnych w polskiej strefie Morza Bałtyckiego. Zachętą były informacje o kilku godnych uwagi wrakach, choć oczywiście spodziewano się też dalszych odkryć.

24. Cassubia cantat. Tómk Fópka

Chcielibyśmy, aby pieśni zawarte w niniejszym śpiewniku (…) służyły zarówno muzykowaniu w domach, jak i szerszej prezentacji, m.in. takiej, jaką stwarza festiwal „Kaszëbsczé spiéwë”, odbywający się od wielu lat w Luzinie – nie darmo zwanym stolicą kaszubskiej piosenki[i]. Czë dzys dnia leno jeden taczi festiwal na Kaszëbach je? Òbczas jaczich rozegracjów, artisticznëch miónków jidze w całoscë ùczëc kaszëbską spiéwã, mùzykã? Chcemë kąsk pòsznëkrowac…

26. Z Kaszuby do Świtu – Zbrzycą i Brdą. Jubileuszowy spływ Śladami Remusa. Edmund Szczesiak

Klub Turystyczny ZKP Wanożnik zaprasza na XXX Kaszubski Spływ Kajakowy Śladami Remusa – od 4 do 12 lipca 2015 roku. Zacznie się w Kaszubie (gmina Brusy, pow. chojnicki, woj. pomorskie), będzie prowadzić rzekami Zbrzycą i Brdą, a zakończy się w miejscowości Świt (gmina Cekcyn, pow. tucholski, woj. kujawsko-pomorskie).

Ta doroczna impreza jest kaszubska nie tylko z nazwy i z przebiegu tras (w tym roku będzie wieść także przez urokliwą krainę pomorską Bory), ale przede wszystkim z połączenia przygody wodniackiej z kaszubskim programem kulturalnym, realizowanym na lądzie podczas wycieczek i wieczornych ognisk. Staramy się, aby w tym roku ta oferta była szczególnie bogata ze względu na jubileusz spływu i na 25-lecie Klubu Wanożnik.

28. Smiéch do lzów. Matéùsz Bùllmann

Gùst – starszi chlop, ópa, gbùr ë gdówc – przëszed do dbë, żebë sã drëdżi rôz òżenic. To nie bëlo równak wcale taczé prosté. Jak pògòdzëc sã ze stôrą milotą, jak nagadac bialkã, chtërna mô ju swòje lata, do zdënkù…

To wszëtkò ë jesz wiele wicy mòżna nalezc w nowim pòkôzkù téatru amatorsczégò ze Strzelna w gminie Pùck. Jegò aktorów ze znónym plestą Józefã Roszmanã mòżemë òbzerac ju w piąti òdslonie. Pò wiôldżim dobëcym widzawiszczów „W niedzelny wieczór” czë dwùch partów „Testamentu” òpiartëch na usôdzkach Jana Drzéżdżona czas przëszed na dokôz pòdług scenariusza wspomniónégò przédnika strzelińsczégò téatrowégò karna. Jegò titel to „Nasz tatk sã chce żenic”.

30. Kaszëbi nôlepszi w Eùropie. Pioter Léssnawa

Kòle 300 projektów z cali eùropejsczi ùnie ë nôlepszé są òczëwistno te z Kaszëb.

Przedstôwcowie wszëtczich Môlowëch Rëbacczich Karnów z Eùropë spòtkelë sã w strëmiannikù w Brukselë. Gôdelë przede wszëtczim ò tim, jak òd 2007 rokù bëlë wëdôwóné ùnijné dëtczi na rozwij rëbaczeniégò. Jak mielë pòdczorchniãté – Eùropejsczi Rëbacczi Fùndusz mô przënioslé pòzytiwné rezultatë.

Òb czas zetkaniô bëla téż prezentacjô tzw. „bëlnëch praktik”. To prawie tim môlowé rëbacczé karna z Kaszëb dobëlë nôwôżniészé wëprzédnienia Eùropejsczi Kòmisje.

Wicy jak 300 rëbacczich karnów z ùnie mialo zrëchtowóné abò wspiarté kòl 10 tësąców projektów. Z tëch 42 bëlë wëbróné do prezentacje w Brukselë ë òbsądzoné przez ùczãstników kònferencje.

32. Kaszëbsczi dlô wszëtczich. Ùczba 43. Wëzgódczi. Róman Drzéżdżón, Danuta Pioch

Wëzgódka abò wëzgadło to pò pòlskù zagadka. Mòże téż rzec tãgódka. Kaszëbi baro lubią rozmajité wëzgódczi, òsoblëwie ne żëdowsczé wëzgódczi, tj. takie, których nie można odgadnąć.

34. Wodne wrota miasta. Marta Szagżdowicz

Po sezonowej przerwie Muzeum Historyczne Miasta Gdańska zaprasza do zwiedzania Twierdzy Wisłoujście. Sprawdzamy, kto jeszcze, prócz zabytków, budzi się tu do życia.

Gdańskie Wisłoujście należy administracyjnie do osiedla Przeróbka. Ale nasz spacer zaczynamy na ulicy Starowiślnej w Nowym Porcie, w pobliżu przeprawy promowej. Stąd, z lewego brzegu rzeki rozciąga się najpiękniejszy widok na Twierdzę Wisłoujście. Niegdyś to właśnie w tym miejscu Wisła uchodziła do Zatoki Gdańskiej. Z biegiem lat z nanosów rzeki utworzyła się wyspa. W XIX wieku władze zdecydowały połączyć ją z lądem i w ten sposób powstał półwysep Westerplatte. I choć ujście rzeki oddaliło się od pierwotnego aż za cypel Westerplatte, to jednak nazwa Wisłoujście przetrwała.

35. Listy

37. Żëczimë brzadnégò dzejaniégò! DM

W łżëkwiace òstałë wëbróné wëszëznë Kaszëbsczégò Institutu. Nowim przédnikã je terô prof. Cezari Òbracht-Prondzyńsczi. Zastąpił òn prof. Józefa Bòrzëszkòwsczégò, jaczi béł przédnikã KI òd samégò zôczątkù, to je òd pierszégò walnégò zéńdzeniô w gromicznikù 1997 rokù (założeniowé zéńdzenié òdbëło sã w lëstopadnikù 1996), przez szesc kadencji. Nowi prezes téż dzejôł w Instituce òd tegò rokù. Do 2009 rokù béł sekretérą, a pózni wiceprzédnikã. Zastãpiôczką prof. C. Òbracht-Prondzyńsczégò òstała dr Miłosława Bòrzëszkòwskô-Szewczik, skarbnikã dr Katarzyna Kùlikòwskô, sekretérą dr Tomôsz Rembalsczi. Nôleżnikama Zarządu są w ti kadencje: prof. dr hab. Józef Borzyszkowski (òb czas łżëkwiatowégò zéńdzeniô jednomëslno òstôł mù przëznóny titel Hònornégò Przédnika Kaszëbsczégò Institutu), prof. dr hab. Daniel Kalinowsczi, dr Justina Pòmierskô.

38. Ku pamięci profesora Jerzego Sampa. Tadeusz Linkner

Kościół Mariacki w Gdańsku. Sobotnie zimowe przedpołudnie. Słońce. Na katafalku trumna okryta kaszubską flagą. Wokół palące się świece. Na sztaludze kolorowe zdjęcie wpatrzonego z uwagą w obiektyw tego, którego wśród nas już nie ma. To Górki Zachodnie, nad morzem. Byliśmy tam kiedyś i wtedy zrobiłem to zdjęcie. Wiało niemiłosiernie, ale słońce już zapowiadało letnią pogodę. Kiedy wracaliśmy, przez leśną drogę przeszło dostojnie stado dzików – locha z młodymi i kilka odyńców. To jedno z takich wspomnień, które ginie wśród innych, kiedy wraca rzeczywistość.

W pierwszej ławce rodzina, potem najbliżsi i wszyscy, którzy przyszli na to ostatnie spotkanie. Ludzi coraz więcej. Bocznym wejściem spiesznie zdążają do zakrystii kapłani i klerycy. Co raz podchodzi ktoś do trumny, klęka i po raz ostatni dotyka jej wieka. Wchodzą poczty sztandarowe Kaszubów i ustawiają się przy ołtarzu. Godzina jedenasta. Z zakrystii wychodzi istna procesja kapłanów, kleryków i ministrantów. Wśród nich dostrzegam księdza Leszka, który przyjechał z francuskiej parafii pożegnać męża swej siostry, a także tych kilku, których twarze mi są znane. Podchodzą do ołtarza i rozpoczyna się żałobna msza święta poświęcona zmarłemu Jerzemu Sampowi, celebrowana przez franciszkanina o. Tomasza Janka.

40. Jak wid mòrsczi blizë. Ewa Górska

Iza bardzo źle się poczuła 1 listopada 1994 roku po powrocie z cmentarza na Srebrzysku, gdzie są groby jej rodziców. Kilka lat wcześniej przeszła zawał serca i była pewna, że czeka ją kolejny. Mówiła mi o tym, gdy po kilku dniach pojechałyśmy razem do jej chaty na Kaszubach, nie wspomniała tylko, że tego dnia napisała testament, w którym uczyniła mnie wykonawczynią swojej woli.

Namówiła mnie na ten wyjazd, bo była piękna pogoda, a ona chciała uzgodnić z sąsiadem Andrzejem Napiórkowskim wiosenny plan przygotowania łazienki (kilka miesięcy wcześniej doprowadzono wodę na Dziewczą Górę, głównie dzięki jej staraniom), ja zaś chciałam jej opowiedzieć o wrażeniach z wycieczki do Grecji. Jak zwykle spacerowałyśmy po lesie, znalazłyśmy nawet kilka zapóźnionych grzybów i rozmawiałyśmy na różne tematy. Nie było już tego rozżalenia, które wylewało się z niej jeszcze w lecie z powodu różnych kaszubskich zaszłości, raczej pochłaniały ją plany na przyszły rok, te telewizyjne, wydawnicze, ale chyba przede wszystkim związane z remontem chaty. Iza – wydawało się już pogodzona z zaginięciem poprzedniego psa – co chwilę wołała Jokę, która ciągle znikała gdzieś w krzakach. Utkwił mi ten wyjazd w pamięci, bo to nasze ostatnie dłuższe spotkanie. Obie byłyśmy bardzo zajęte, więc później już tylko krótkie wizyty (ostatnia mniej więcej miesiąc przed jej śmiercią w moim nowym mieszkaniu w Gdyni, które kupiłam razem z obrazem przedstawiającym panoramę Kartuz, a że to miejsce bliskie jej sercu, więc przyjechała go zabrać), rozmowy telefoniczne i przypadkowe, a czasem też umówione spotkania w gdańskim ośrodku telewizyjnym.  

43. Bùdacje jak z „Gwiôzdowëch Wòjnów”? Adrian Watkowski

Latos minãło dzesãc lat òd ùchwôleniô ùstawë, co nadała kaszëbiznie status regionalnégò jãzëka. Òd dekadë mòżemë sã ùczëc kaszëbsczégò jãzëka w szkòłach. Ùczbë rodny mòwë pòmôgają téż piastowac tradicjã i kùlturã, co żëłë tuwò òd stolecy. Kònkùrs Wiédzë ò Pòmòrzu przez dwadzesce sédmë edicjów parłãcził młodëch, chtërnym zanôlégô na przedërchaniu kaszëbiznë. Më spëtalë ùczãstników latosëch miónków, jak widzą przindnotã Kaszëbsczi.

43. Òrãdz do wespółrobòtë. Adóm Hébel

Réda kòżdi rok òd 19 lat je samòrządową sécbalową stolëcą Pòlsczi. Karna robòtników samòrządów z całégò kraju sã zjéżdżają, żebë przez czile dniów wëfùlowiwac parketë rédzczich halów i biôtkòwac w nym bezkòńtaktowim spòrce. Tak bëło w dniach 16–18 łżëkwiata.

44. W Bólszewie ò patrónie rokù. Red.

27 strëmiannika w bólszewsczi ksążnicë òdbëła sã kònferencjô „Dzieło ks. dr. Leona Heykego”. Referatë (chtërne ùkôżą sã w pùblikacji, jakô je planowónô na jeséń) wëgłosëlë: Stanisłôw Janka „Moja glossa do biografii”, Władisłôw Kepka „Rodzina, sąsiedzi, koledzy z gimnazjum i Seminarium Duchownego ks. Leona Heykego”, Zbigórz Zelonka „Heyke w literaturze kaszubskiej”, Elżbiéta Bùgajnô „Poezja religijna Leona Heykego”, Daniél Kalinowsczi „Dramaturgia Leona Heykego”, Édwôrd Breza „Słownictwo Leona Heykego”, Krësztof Jażdżewsczi „Ślady ks. Leona Heykego w Kościerzynie”, Iwóna Piastowskô „Ks. dr Leon Heyke – Patron Biblioteki Publicznej Gminy Szemud”, Macéj Tamkùn „Inspiracje malarskie życiem i twórczością ks. Leona Heykego”.

45. Gdy zwykłe słowa stają się poezją. Maria Pająkowska-Kensik

Kwiecień – plecień. Nie tylko przeplata się pogoda, ale i nastrój, jak to w życiu. Myślę, że ludzi dobrej woli, rozwagi, zatroskanych o naszą Polskę (nieskromnie dodam, że bardzo chcę do nich należeć) – martwi, a właściwie oburza, gdy w przedwyborczych wiecach słyszą głosy osób znieważających najwyższy urząd. Osób, które same niczego jeszcze nie dokonały. Zawsze się smucę, gdy widzę, że tak niektórzy rozumieją wywalczoną nie przez siebie wolność. Może trzeba sobie powiedzieć, że jeszcze nie dorośli, nie zdążyli nabrać życiowej mądrości, a chamstwo zawsze jest prostsze.

46. Dom. Waldemar Mierzwa

Za najlepszy czas na rozpoczęcie budowy domu uważano na Mazurach pełnię księżyca, bo gdy on był pełny, to i „w chałupie będzie wszystkiego pod dostatkiem”. Domy stawiano tu z materiałów, których w wielkiej obfitości dostarczała ojczysta ziemia: drewna, kamieni, słomy i trzciny. Wielkością budynki odpowiadały potrzebom gospodarstwa: ilości i jakości ziemi, liczbie domowników i wielkości inwentarza.

Do połowy XIX w. najbardziej popularnym typem zabudowy była chałupa konstrukcji wieńcowej (zrębowej), w której ściany stawiano z drewnianych kloców (ciesi) układanych na zrąb, czyli jeden na drugim, łączonych w narożach na tzw. jaskółczy ogon. Zakończenie prac nad więźbą dachową oznajmiano zatykaniem na szczycie wiechy – wianka lub korony z kwiatów, ziół i, symbolizującej życie, zielonej gałęzi świerku. Gospodarz podejmował wtedy poczęstunkiem budowniczych, co było także podziękowaniem za sąsiedzką pomoc. Przy budowie domu pracowali bowiem wszyscy mieszkańcy wsi. Czynili to pod nadzorem cieśli, nieodpłatnie, zaproszeni przez gospodarza do pomocy. Pominięcie kogokolwiek byłoby afrontem. Pomocnicy mogli oczywiście liczyć na wzajemność, gdy sami przystępowali do budowy. Ówczesna „parapetówka” nie różniła się zbytnio od nam współczesnej: na zbitym z desek i kozłów, przykrytym obrusem stole stawiano jedzenie i wódkę, by „oblać” na szczęście chałupę.

48. Camino Pomerania rôczi. Riszard Wenta

W 2014 rokù òstałë zakùńczoné  robòtë przë òdnôwianim strzédnowieczny Pòmòrsczi Drodżi sw. Jakùba. Droga ta cygnie sã òd lëtewsczégò miasta Kretinga przez Kaliningrad, Elbląg, Gduńsk, Lãbòrg, Kòszalëno, Kòłobrzég i Swinoùjscé do niemiecczi Roztoczi. Je to wëznaczony i òpisóny przédny szlach ò dłużawie 1135 km, pòdzelony na 46 dzélów. Òkòma przédnégò szlachù w przedstôwiającym Camino Pomerania turisticznym prowadnikù je téż òpisóné szesc szlachów do wibòru i dwie òtnodżi: serakòwsczi òpãtnik w Pòmòrsce i 3-etapòwô Droga Szczecyńskô z Wòlina do archikatédrë sw. Jakùba w Szczecënie.

Pòmòrskô Droga sw. Jakùba je sparłãczonô z eùropejską sécą jakùbòwëch drogów Camino de Santiago. Jak pòrechòwelë ùsôdzcë prowadnika, z Kretindżi na Lëtwie do Santiagò, żelë sã jidze przédnym szlachã, je nót przeńc kòle 4440 km, a òd katédrë òliwsczi i stojącégò kòl ni kòscoła sw. Jakùba je kòl 4050 kilométrów.

50. Z drugiej ręki

51. Hobelbank z czasów wiôldżi wòjnë. rd

Rozmajitëch wersjów òbrazkòwëch piosenków, jaczé Kaszëbi pòzywają „Kaszëbsczima nótama” abò „Kaszëbsczim alfabetã”, mòże nalezc na swiece baro wiele. Zwią sã òne wszelejakò, np. w Niemcach znóné są pòd pòzwama „Schnitzelbank”, „Hobelbank” czë téż „Gartenhaus”. Wersjô, jaką nalôzł jem w jednym z niemieczich antikwariatów, pt. „Das neue Lied von der Hobelbank”, òsta wëdónô jakno pòcztowô kôrtka w 1918 rokù. Chòc braknie do ni tekstu, równak zdrzącë na òbrôzczi, mòże zmërkac, że béł to satiriczny kòmeńtôrz do wëdarzeniów z I swiatowi wòjnë. Zôczątk piesni je jistny jak w wikszoscë niemiecczich wariantów, tj. Das ist kurz, das ist lang, das is eine Hobelbank. Widzymë czile znónëch personów: króla Friderika II Wiôldżégò, marszôłków Aùgùsta von Mackensena i Paùla von Hindenbùrga, Ententã przedstôwioną jakno bestijã czë kôrtã Niemców.

52. Lektury

57. To nasze historyczne ziemie. Dariusz Majkowski

Na Pomorzu Środkowym występują trzy znane góry, nazywane też świętymi: Chełmska, Rowokół i Polanowska. Na tej ostatniej, leżącej między Koszalinem a Miastkiem, 13 czerwca odbędzie się kaszubski odpust. O tym wydarzeniu rozmawiamy z jego pomysłodawcą, franciszkaninem ojcem Januszem Jędryszkiem, kociewiakiem, który czuje się Kaszubą.

 

Zacznijmy od kaszubskiego odpustu na Górze Polanowskiej. Skąd wziął się ten pomysł?

Bezpośrednio pomysł z ustanowieniem tego odpustu powstał w maju ubiegłego roku podczas poświęcenia tablicy ku czci bpa Ignacego Jeża. Na tę uroczystość przybyli Kaszubi ze Słupska i Miastka. Zrodziła się wówczas myśl, żeby przywrócić Świętą Górę Polanowską świadomości kaszubskiej. Chodziło też o to, żeby Kaszubi; którzy po wojnie przyszli w te strony, tu się osiedlili, czuli się dowartościowani, żeby kaszubszczyzna odżyła na tej górze po tylu latach. Odpust kaszubski chcemy organizować co roku w sobotę po 12 czerwca, czyli po każdej rocznicy konsekracji pustelni na Górze Polanowskiej. W tym roku homilię po kaszubsku wygłosi ks. Marian Miotk, wystąpi chór Pięciolinia z Lini. Liczę na obecność wielu Kaszubów w strojach, kapel i zespołów. Pokażmy, że to nasze historyczne ziemie. W XV w. podczas wizytacji przeprowadzanej przez biskupa kamieńskiego Henninga śpiewano w koszalińskim kościele Mariackim: „Tu felix Cassubia salutis indubia”. W kronikach niedalekiego Żydowa znajduje się wzmianka, że w XIX w. mówiono tam po kaszubsku. Ten czerwcowy odpust ma to przypominać.

61. Klëka

66. Działo się w maju

67. Nôłożnoscë a dołożnoscë. Tómk Fópka

Zacznã òd sebie. Słodczé. Jak jô lubiã słodczé! Sóm wëzdrzã òd te jak jaczi ptôszi mléczk. Ale jém. I jém. Bò lubiã. Bò chcã. Bò mògã.

Nônãtë. Nôłożnoscë. Nëczi. Chto z nas jich ni mô…? Mòżna sã ùzanôleżnic òd kògòs abò czegòs. Zle je tej, czej ni mòżemë sã òd tegò òdnãcëc. Chòcô chcemë.

Tak jem sã mało patrioticzno òdnãcył òd zażiwaniô tobaczi. A zażiwôł wiele. Gôrzcama. Na dwie dzurë. Jaż gardłã szło. Smierdzała skóra, òbleczenié. Jedno wiôldżé chrochtanié. I wëcéranié. Nosa. Gãbë. Aùtoła, bò jem chãtno tam zażiwôł. Doma pralka ni mògła kòszlów doprac. I òdstawił. Nie kùpił na benzynowi stacje posobnégò czôrnégò szechtla. Jaż sã zdzëwilë. I mòżna bez tobaczi. Leno czim jinym mùszi rãce zajic…

68. Dzyńdzylińdzy. Rómk Drzéżdżónk

W łżëkwiace dostelë më z brifką òd najich bracynów Kòcewiôków z Pelplëna rôczbã na kònferencjã. Jak wiedno mie sã nie chcało jachac, ale brifka mie gniótł, gniótł, trzë niedzele gniótł, jaż kùreszce jô sã zgòdzył jemù towarzëc.

Wa bëlno wiéta, że më z brifką, jak ju dze jedzemë, to na jednym kòle. Kò chcemë na krôjòbrôzë pòwzerac, swiéżégò lëftu w płëca halac a òb drogã jaką przigòdã przeżëc. Ną razą bëło jinaczi. Wzął naju ze sobą sóm przédny redaktora najégò pëlckòwsczégò pismiona! Jo, jo! Tak tej më so jachalë jak grafòwie pierszą aùtową klasą. Mùszi chłop dobrze zarabiac, kò mô aùto klimatizowóné. Prôwdac klima dzejô, jak sã rutë, taką wrãgą, co kòl dwiérzi je zamòńtowónô, pòkrący, ale wiedno.

III. Mòje serakòjsczé miesące. Môj. Jarosłôw Kroplewsczi

 

 



 

 

Joomla Templates - by Joomlage.com