Rozmiar czcionki:

Ukazał się czerwcowy numer "Pomeranii" z dodatkiem "Stegna"

2. Òd redaktora

To było jak sen. Wciąż miałem wrażenie, że nagle się obudzę, a za oknem szara, socrealistyczna rzeczywistość – tak rozpoczyna swoją rozmowę z „Pomeranią” o wyborach z czerwca 1989 r. wicemarszałek Senatu RP Jan Wyrowiński. Dzisiaj wielu uczestników tych wydarzeń nie pamięta już o tym, co oznaczało dla Polski i dla nich bezdyskusyjne zwycięstwo „Solidarności”, która zdobyła 160 na 161 możliwych miejsc w Sejmie. Nie mówiąc o tym, że całe pokolenie dorosłych już ludzi urodziło się później, i PRL oraz jego upadek zna tylko z opowiadań. Wszystkim zapewne przyda się przypomnienie atmosfery tego czasu, dlatego proponujemy w tym numerze naszego miesięcznika reportaż Stanisława Jankego – związanego z „Pomeranią” wówczas i obecnie – opublikowany dokładnie 25 lat temu.

 

3. Ćwierćwiecze ZKP w wolnej Polsce. Michał Kargul

Mija właśnie 25 lat od jednego z najważniejszych wydarzeń współczesnej historii Polski. W 1989 roku w Polsce upadł komunizm. Niezależnie od rozbieżności w ocenie tamtych zdarzeń, nie ulega wątpliwości, że 4 czerwca 1989 roku Polacy w zdecydowany sposób dali wyraz swojemu brakowi akceptacji dla dalszych rządów PZPR. Jest też pewne, że choć wówczas jednoczyła ich chęć zakończenia komunistycznej dyktatury, to dla większości dość mgławicowo rysowała się demokratyczna przyszłość. Tym bardziej należy docenić to, że środowisko Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego już wiosną 1989 roku jasno precyzowało swoje cele i działania oraz że apelowało o udział w wyborach i oddanie głosu na najlepszych kandydatów.

 

4. Wolność przyszła jak sen

Z Janem Wyrowińskim, wicemarszałkiem Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, prezesem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w latach 1994–1998, rozmawia Stanisław Janke.

 

W pierwszej połowie 1989 roku odbyły się obrady Okrągłego Stołu, a 4 czerwca tego samego roku zwycięskie wybory Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” do Sejmu kontraktowego. „Solidarność” pod patronatem Lecha Wałęsy zdobyła w pierwszej turze 160 miejsc na 161 możliwych mandatów poselskich, a także 92 mandaty na 100 miejsc w Senacie. Jakie refleksje towarzyszyły panu w tym zrywie wolności?

 

To było jak sen. Wciąż miałem wrażenie, że nagle się obudzę, a za oknem szara, socrealistyczna rzeczywistość. Przecież po krótkim karnawale „Solidarności” zakończonym traumą stanu wojennego wszystko miało wrócić w stare, dobrze znane koleiny. Nigdy nie przypuszczałem, że doczekam niepodległości Polski, ba, że będę czynnie zaangażowany w proces jej przywracania. Jeszcze siedząc w ławie poselskiej, szczypałem się, aby sprawdzić, czy to jawa czy sen!

7. Na każde pytanie. Stanisław Janke

W „Tygodniku Powszechnym” wydrukowano dużymi literami: ,,»Solidarność« znów legalna”. W Wejherowie natomiast rozwieszono ogłoszenia, że 3 maja w Miejskim Domu Kultury odbędzie się spotkanie z kandydatem do Sejmu Antonim Furtakiem oraz kandydatami do Senatu Lechem Kaczyńskim i Bogdanem Lisem z ramienia Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”.

Przy budynku MDK-u stoi kilka samochodów. Młody człowiek rozdaje ulotki z apelem Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” w sprawie kampanii wyborczej. W szatni rozbrzmiewają głosy podenerwowanych ludzi. Sala klubowa już całkowicie zapełniona, nie można wejść.

– Dlaczego to spotkanie zrobiono w tej małej sali, a nie w dużej?! Co to ma znaczyć?! – słychać.

 

10. Za nama pierszi krok

Z bùrméstrã Bëtowa Riszardã Sylką gôdómë ò ùczbie kaszëbsczégò, wespółdzejanim, kòłowëch stegnach i sztrëce.

 

Òb czas łżëkwiatowégò zéńdzeniô Òglowi Radzëznë Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô w Lãbòrgù pòmòrsczi samòrządôrze kôrbilë ò swòjich dobëcach i stracënkach w robòce dlô kaszëbiznë. Wajô lësta zwënégów zrobiła wiôldżé wrażenié na słëchińcach. Ùczba kaszëbsczégò, dëbeltné tôfle, rozmajité wëdôwiznë…

 

Mëszlã, że to nie bãdze z mòji stronë jakôs falszëwô skromnosc, bò jem dalek òd te, ale tak pò prôwdze to, co sã dzeje, to nie je wiele. Dëbeltné tôfle – dobrze, że stoją, zadanie je zrobioné, ale to mało. Żebë te tôblëce òbezdrzec, lëdze mùszą przejachac przez Bëtowò, tej nôprzódka mùszimë jich zachãcëc, żebë nas òdwiedzëlë. To, że dzecë chòdzą na kaszëbsczi, to fëjn, ale téż ni ma sã jesz czim chwôlëc. To nie bëło jaż taczé cãżczé zadanié. Terô mùszimë zrobic cos, żebë ten kaszëbsczi stôwôł sã jak nôlepszi, żebë to nie béł blós dodôwkòwi przedmiot na swiôdectwie. Mómë za sobą dopiérze pierszi krok. Mùszimë bùdowac dali.

 

13. Stara, krzywa i kruszeje. WR

Czy najstarszej budowli w Bytowie grozi zawalenie? Dziś ta trochę zapomniana starsza siostra kwitnącego bytowskiego zamku podupada. Jest jednak szansa, że to się zmieni. Wojewódzki konserwator zabytków ma wskazać samorządowi, jak ratować liczącą ponad 700 lat wieżę kościoła św. Katarzyny w Bytowie.

O fatalnym stanie ceglanej wieży wypalonego w 1945 r. kościoła św. Katarzyny mówi się od co najmniej kilkunastu lat. Nawet przypadkowych obserwatorów niepokoją liczne spękania ścian i kamiennych fundamentów przypór starych ceglanych murów. Co bystrzejsze oko dostrzeże nawet niewielki przechył 20-metrowej wieży.

Jej budowę datuje się na pierwszą połowę XIV w. Prawdopodobnie dwunawowa świątynia powstała blisko 100 lat przed bytowskim zamkiem, który większość mieszkańców miasta niesłusznie uważa za starszy. Pierwszy zapis o bytowskiej parafii pochodzi z 1329 r. Najpierw patronką ceglano-kamiennego gotyckiego kościoła była św. Małgorzata. Prawdopodobnie po lokacji miasta w 1346 r. patronką została św. Katarzyna. Na przełomie XIV i XV w. świątynię rozbudowano o nawę południową. Po pożarach w 1629 i 1656 r. doczekała się kolejnej modernizacji. Zmierzch przyniosło jej zakończenie II wojny światowej. Pożar w marcu 1945 r. strawił całe wnętrze. Większość murów rozebrano na początku lat 60. XX w. Wydawało się, że to koniec wielowiekowego górowania wieży kościoła nad śródmieściem.

 

14. Malowóné òpòwiôstczi. P.D.

Nawielony robòtą bierze łãk, strzałë a jidze w las, co rosce za ùlëcą. Ten łãk szlachùje za tima dôwnyma ze strzédnëch stalatów. Z taczim pierszi rôz miôł do ùczinkù kòle malowaniô kòmiksu Szczeniã Swiãców. Zazérómë do plastika Rómana Kùcharsczégò.

Ùrodzył sã w Słëpskù. Kò òd 6 lat mieszkô w Bëtowie. Piérwi równak, pò sztudiach na mòdłowanim na Kòszalënsczi Pòlitechnice, wëjachôł za robòtą do Anglie. Krojenié cëbùlë dosc chùtkò mu sã nabledło. Temù pò półtora rokù na kòle bez Szkòcjã, Hòlandiã a Niemcë wrócył dodóm. Pózni wiãcy jak rok malowôł mòrsczé òbrazë. Bôłt doch miôł krótkò, a lëdze wiedno rôd kùpiwają malënczi z jegò szarima wałama, biôłim sztrądowim piôskã a chòjnama na dunach. Jem jich zradzył wnet 200. To bëła dlô mie dobrô ùczba, co je pãzlã kłasc òlejowé farbë – wdarziwô nen cząd. Kò jedną razą drëch ze sztudérsczich czasów, Przemek Fòrnal, dôł wiadło, że chãtno dô mù biórkò a kòmpùtr w swòji bëtowsczi dizajnersczi firmie Todesign.

 

16. Reaktywacja kolei bytowskiej. Sławomir Lewandowski

Budowa Pomorskiej Kolei Metropolitalnej oraz rewitalizacja kościerskiego i helskiego korytarza kolejowego (linia 201 i 213) powodują, że transport kolejowy staje się realną opcją alternatywną dla transportu drogowego. Szybkie i wygodne połączenie kolejowe z Trójmiastem od dawna planują władze Bytowa. Pierwszy krok już zrobiły, teraz szykują się do kolejnego. Czas ku temu jest dobry, gdyż Unia Europejska chętnie finansuje projekty związane z koleją. Poparcie płynie także ze strony władz województwa.       

Ostatni planowy pociąg pasażerski odjechał z Bytowa 23 maja 1993 roku. Od tego czasu kursowanie składów osobowych na linii nr 212 Lipusz – Bytów, którą można było dojechać również do Kościerzyny i dalej do Gdyni, jest zawieszone. W tym czasie z torów korzystały jedynie sporadycznie składy towarowe, choć ze względu na stan torowiska ich prędkości były minimalne. Co roku do Bytowa przyjeżdża także specjalny pociąg wożący Kaszubów na coroczne zjazdy. I to tyle, jeśli chodzi o połączenia kolejowe z Bytowa, który przed II wojną światową był węzłem kolejowym doskonale skomunikowanym nie tylko z Lipuszem, ale również z Miastkiem, Lęborkiem i Słupskiem. Po wojnie tory w kierunku Miastka i te w kierunku Lęborka rozebrała Armia Czerwona, a w 1991 roku zlikwidowano kursy pasażerskie do Korzybia, umożliwiające dojazd do Słupska. Z kolei linię do Lipusza PKP Polskie Linie Kolejowe wzorem czerwonoarmistów także planowały rozebrać, na szczęście wolę przejęcia zarządu nad nią wyraził bytowski samorząd.

 

17. MOF, czyli w jedności siła. Sławomir Lewandowski

Przestajemy traktować miasto jako obszar zamknięty granicami administracyjnymi. Planując rozwój, bierzemy pod uwagę także jego obszar funkcjonalny – mówi wicepremier Elżbieta Bieńkowska. Zdaniem wicepremier odpowiedzialnej za unijne fundusze polskie miasta mają być przyjaznym miejscem do życia, z dostępem do wysokiej jakości usług publicznych. Jednak nie można tego zrobić, zamykając się na swoich sąsiadów.

Podróżując choćby po naszym województwie, trudno nie przyznać racji wicepremier Bieńkowskiej. Najlepszym tego dowodem są drogi, których modernizacje bądź remonty zazwyczaj prowadzi się do granic administracyjnych miasta, gminy bądź powiatu. Mijając tablicę wskazującą koniec danego obszaru administracyjnego, nierzadko kończymy jazdę równą i bezpieczną drogą, dalej jadąc niewyremontowaną przez lata trasą. Taki stan rzeczy wynika zazwyczaj zarówno z różnych priorytetów ich zarządców, jak i z zasobności lokalnego skarbca.

 

18. O Kaszubach na odległość. Stanisław Janke

Zawsze mnie to frapowało. Jeszcze w erze przedinternetowej w spisie miejscowości Polski znalazłem informację, że istnieje wieś Kaszuby na Zamojszczyźnie. Kupiłem sobie wojskową mapę tamtych okolic, ale jako młody dziennikarz nie miałem śmiałości spytać ówczesnego redaktora naczelnego „Pomeranii” Wojciecha Kiedrowskiego, czy da mi delegację do tych południowo-wschodnich Kaszub.

Przez wiele lat o tym nie myślałem, ale ostatnio, surfując w internecie, z głupia frant wpisałem w wyszukiwarce Google: „Kaszuby lubelskie”. Jako pierwsza „wyskoczyła” Wikipedia, a w niej następująca informacja: „Kaszuby – wieś w Polsce położona w województwie lubelskim, w powiecie krasnostawskim, w gminie Rudnik. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa zamojskiego”.

 

20. W stulecie urodzin Józefa Milewskiego (cz. 2). Józef Borzyszkowski

Od 1959 r. Józef Milewski był mieszkańcem Starogardu, aktywnym w wielu organizacjach społecznych. Współpracował z licznymi gazetami i czasopismami. Jako działacz Zrzeszenia Kociewskiego współtworzył Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, w jakie przekształciło się Zrzeszenie Kaszubskie w 1964 r., i przez wiele lat był członkiem jego władz. Wówczas to, w roku akademickim 1964/65, jako student WSP w Gdańsku, zostawszy członkiem Klubu Młodej Inteligencji „Pomorania” i ZKP, poznałem Józefa Milewskiego (najstarszego brata mojego karsińskiego nauczyciela Ksawerego, ale tego w tym czasie nie wiedziałem).

Mogę powiedzieć, że wtedy przed półwieczem byłem dość blisko bohatera tego tekstu. Wówczas to narodziła się jego może najważniejsza publikacja pt. Dzieje wsi powiatu starogardzkiego, wydana w 1968 r. przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie w Gdańsku.

 

22. Kartki z życiorysu nauczyciela (część 3). Kazimierz Ostrowski

Kołodziej po wyjściu z więzienia zmuszony był opuścić teren Prus Wschodnich i Rzeszy. Powrócił do Wielkopolski i w latach 1936–1939 ponownie pracował jako nauczyciel w miejscowości Drzewce, niedaleko granicy polsko-niemieckiej. Przykładał się do pracy najsumienniej jak potrafił, toteż w pamięci tamtejszych mieszkańców zapisał się dobrze. W 1945 r., kiedy po wyjściu z obozu koncentracyjnego na nowo podejmował pracę nauczycielską, od Gminnej Rady Narodowej w Międzychodzie otrzymał Świadectwo moralności, gdzie napisano, że w latach 1926 do 1929 oraz 1936–1939 „prowadził się beznagannie i był gorliwym Polakiem”. Dodano jeszcze, że podczas okupacji był przez władze hitlerowskie poszukiwany; tymczasem był już wówczas w rękach gestapo.

 

25. Burza wokół Komitetu Obrony Kaszubów. Bogusław Breza

W 1922 r. Prezes Rady Ministrów polecił ministrowi spraw wewnętrznych, żeby „zwrócił (…) szczególną uwagę” na pewną międzywojenną kaszubską organizację. Tą organizacją, która wzbudziła zainteresowanie wszystkich szczebli władzy ówczesnej Rzeczpospolitej, był wejherowski Komitet Obrony Kaszubów. W konsekwencji w rozpoznanie jego działalności zaangażowano co najmniej kilkunastu policjantów i ich nieoficjalnych informatorów. Co najciekawsze, Komitet Obrony Kaszubów najprawdopodobniej w Wejherowie nigdy nie powstał, a powód do jego administracyjnego zaistnienia dało kilka prozaicznych, z pozoru błahych, wydarzeń.

W przejrzanych przeze mnie źródłach w tym kontekście na pierwszy plan wysuwa się rozmowa o Kaszubach z lata 1921 r. Prowadziła ją w pociągu z kilkoma niezidentyfikowanymi przeze mnie paniami podróżująca do Gdyni Maria Paschul, żona wejherowskiego kupca. Przerwał ją siedzący z nimi pasażer, jak się później okazało, wejherowski sędzia niedawno przybyły na Kaszuby z Małopolski, który autorytarnie i bezdyskusyjnie stwierdził, że „Kaszubi to chamy” i postępują po „chamsku”. Wywołało to oburzenie wejherowskiej kupcowej, która po powrocie do domu ustaliła z mężem nazwisko współpasażera. Wkrótce po Wejherowie zaczęła krążyć informacja o kolejnym urzędniku przybyłym z zewnątrz, nie tylko odbierającym miejscowym pracę, ale zachowującym się wobec nich arogancko i lekceważąco. Trzeba pamiętać, że miesiąc wcześniej doszło w Wejherowie do burzliwych demonstracji przeciwko napływowym urzędnikom, grożono im nawet, że jeżeli nie opuszczą miasta dobrowolnie, to „zostaną usunięci siłą”.

 

28. Mój Bieszk. Kazimierz Ostrowski

Nie miałem szczęścia być uczniem Stefana Bieszka jak moi starsi o jedno pokolenie przyjaciele, absolwenci chojnickiego gimnazjum klasycznego, a jednak chcę się uważać za człowieka z Bieszkowego kręgu. To niespotykane i zadziwiające zjawisko, że miasto, które opuścił był (po 14-letnim pobycie) 80 lat temu, wciąż kultywuje i na różny sposób ożywia pamięć o profesorze. Bo, zaiste, postacią był nietuzinkową.

W styczniu 1957 r., na założycielskim zebraniu Zrzeszenia Kaszubskiego w Chojnicach, czterej byli wychowankowie wręczyli Stefanowi Bieszkowi adres dziękczynny. Niespodziewane wydarzenie, wzruszający gest! Mam w pamięci ten moment – wzruszeni byli wszyscy, a najbardziej zapewne sam Bieszk, obdarowany tak szczególnymi wyrazami hołdu. Następnego dnia, po powrocie do Chełmna, pisał do Józefa Osowickiego o „zadowoleniu ze zjazdu chojnickiego”, wróżył oddziałowi ZK pomyślną przyszłość, a na końcu dodawał „Bóg zapłać za gościnne przyjęcie i całą serdeczność”.

 

28. Mój Bieszk. Tłóm. Hana Makùrôt

Jem ni miôł szczescô bëc ùczniã Sztefana Bieszka jak mòji starszi ò jedno pòkòlenié drëchòwie, absolwencë chònicczégò klasycznégò gimnazjum, a równak chcã bëc trzimóny za człowieka z Bieszkòwégò krãgù. To niepòtikóné i zadzëwiającé zjawiszcze, że gard, chtëren òn béł òpùscył (pò 14-latnym pòbëcym) 80 lat temù, wcyg dozérô i na rozmajiti ôrt pòdskôcô pamiãc ò profesorze. Bò, pò prôwdze, béł òn pòstacą niezwëkòwą.

W stëcznikù 1957 r., na założeniowim zéńdzenim Kaszëbsczégò Zrzeszeniô w Chònicach, sztërzeji bëti wëchòwańcowie delë Sztefanowi Bieszkòwi dzãkòwny adres. Niespòdzajné wëdarzenié, skrëszający gest! Wdarzã sobie nen sztót – zmitczony bëlë wszëtcë, a nôbarżi gwësno sóm Bieszk, òbdarowóny tak òsoblëwima przejawama ùczestnieniô. Pòstãpnégò dnia, pò przëjachanim nazôd do Chełmna, pisôł òn do Józefa Òsowicczégò ò „zadowòlenim z chònicczégò zjazdu”, wróżił òn partowi KZ ùdałą przińdnotã, a na kùńc dodôwôł „Bóg zapłac za gòscynné przëjimniãcé i całą serdecznosc”.

 

30. Pomorze ich uchroniło... Stanisław Salmonowicz

Działo się to w XVII wieku. W krajach niemieckich, także na Dolnym Śląsku, ówcześnie generalnie pod władzą Habsburgów, szalała z przerwami od 1618 do 1648 roku wojna quasi-religijna, którą potomni nazwali wojną trzydziestoletnią, najdłuższą wojną w dziejach Niemiec. Protestanckie kraje niemieckie uzyskiwały wsparcie Danii, Szwecji i Francji przeciw katolickim Habsburgom wspomaganym potęgą hiszpańską. Grabieże i zbrodnie wojsk obu stron były na porządku dziennym, a ofiarą ich padali nie tylko zwolennicy danego obozu, ale i cała nieraz ludność regionu, który był widownią zmiennych kolei wojny.

Na Dolnym Śląsku okresami dochodziło do prześladowań protestantów licznych w wielu śląskich miastach. Rzeczpospolita polsko-litewska, która nie brała udziału w wojnie, stała się ostoją dla licznych uciekinierów, głównie właśnie ze Śląska. Protestanci schronienia szukali zwłaszcza na Pomorzu Gdańskim (ówczesne tak zwane Prusy Królewskie), w dużych miastach rządziły bowiem elity protestanckie w dużej mierze pochodzenia niemieckiego. Stąd określono Pomorze terminem „refugium Germaniae”, schronieniem dla uciekinierów z krajów niemieckich W dwóch miastach – w Gdańsku i w Toruniu – znaleźli możliwości nauki, kariery i sukcesów poeci i pisarze ze Śląska, którzy dokonali w XVII wieku swego rodzaju przewrotu w literaturze niemieckiej; można go porównać z przełomem w literaturze polskiej wcześniejszym, zapoczątkowanym w połowie XVI wieku przez Jana Kochanowskiego.

 

32. Ùczba 34. Krowi Ògón. Róman Drzéżdżón, Danuta Pioch

Półwësep abò półòstrów to pò pòlskù półwysep. Hôwinga to port. Bôt to łódź. Rëbôk to rybak, a rëbaczenié to rybołówstwo.

 

34. Świętego Ducha. Marta Szagżdowicz

Zesłanie Ducha Świętego wypada w tym roku w czerwcu. Z tej okazji zapraszamy na gdańską ulicę, której patronuje tak wyjątkowa – bo przecież Boska – Osoba.

Ulica Świętego Ducha po raz pierwszy wzmiankowana była w 1336 roku. Biegnie od Targu Drzewnego w kierunku Długiego Pobrzeża, i my dzisiaj również obieramy taki kierunek. W średniowieczu znajdował się tutaj szpital św. Ducha i choć został przeniesiony – nazwa pozostała. Niegdyś przy ulicy znajdował się Targ Poziomkowy, Targ Chlebowy, a także Ławy Mięsne. Te ostatnie mieściły się na wysokości kościoła Mariackiego. Ławy, zwane też jatkami, były specjalnie wydzielonym miejscem do handlu mięsem. Znajdowało się tu 80 kramów, gdzie gdańszczanie, co dowodzą odkrycia archeologiczne, najczęściej kupowali wołowinę.

 

35. Płomiennowłosi. Jacek Borkowicz

Z Walii skokiem przez morze docieramy do Irlandii. To wyspa prastarej kultury, której przejawy niejeden raz przedziwnie wiążą się z wątkami naszej historii. Ale dziś nie będziemy robić wykładu. Opowiemy za to o rudzielcach.

Irlandia słynie z mnogości rudowłosych, choć oczywiście nie jest to jedyny kraj, gdzie rodzi się ich nadprzeciętna ilość. Jednak w Europie rude włosy i takiegoż koloru piegi na nosie stały się obowiązkowym elementem stereotypu „prawdziwego Irlandczyka” i „prawdziwej Irlandki”. Rzeczywiście, osoby z czerwoną burzą falujących włosów nietrudno spotkać na ulicach Dublina czy Cork. Podobnie wielu rudych znaleźć można u Szkotów.

 

36. Stôri wanożnik. rd

Zdrzącë na niegò, człowiek rozmëszliwô, dzeż òn ze swòjim miéwcą w swiece biwôł, a cëż w se tacył. Widzec je, że je dosc stôri – gwës pamiãtô midzëwòjnowi cząd. Mòże służił jaczémù żôłniérzowi, co szedł na wòjnã? Bënë jakô mëma czë białka mia mù włożoné drëdżé bùksë, kòszlã, pewno téż co do zjedzeniô, pôleniô a zażëcô.

Kùfer, bò ò nim gôdka, je całi drzewiany, czedës mógł jegò zasztëkac kluczã. Nen je ju dôwno zgùbiony, jistno jak pamiãc ò jegò pierszim gwôscëcelu.

 

37. Z drugiej ręki

 

38. Roczëzna sëna kaszëbsczi Nordë. rd

Latos mijô 140. roczëzna ùrodzeniô Alojzégò Bùdzysza – jednégò z nôbëlniészich kaszëbsczich pisarzów. Rodã béł ze Swiecëna w pùcczim pòwiôce. Ùrodzył sã 10 czerwińca 1874 r. w familie szkólnëch. Òn sóm, czej skùńcził Seminarium Szkólnëch w Grëdządzu, zaczął robòtã w nym fachù. Ùcził w Dolmiérzu, Szëmôłdze, Wiczlińsczich Pùstkach ë Mrzezënie. Temù że chòrzôł na cëkrową chòrosc, dosc chùtkò, bò ju w 1912 r., òstôł emeritã. Czile lat mieszkôł przë familie w Kôrlëkòwie, dze pò zakùńczenim I swiatowi wòjnë krótkò béł szôłtësã. W 1923 r. przëcygnął do Pùcka ë zamieszkôł w klôsztorze sostrów elżbiétanków.

W 1928 r. zaczął Bùdzysz pùblikòwac kaszëbsczé dokazë w pismionie „Przyjaciel Ludu Kaszubskiego” (I seriô 1928–1929) redagòwónym przez niemiecczégò slawistã Friedricha Lorentza. Jegò tekstë ùkazywałë sã téż w miesãcznikù „Bënë ë bùten” (1930), „Gryf Kaszubski” (1931–1932) ë ju pò jegò smiercë w drëdżi serie pismiona „Przyjaciel Ludu Kaszubskiego” (1936–1938).

 

40. „Zapomniany diabeł” we Wielu. Jón Wôłdoch

Pòpôłnia w sobòtã 3 maja w wielewsczim Dodomie Kùlturë nijak nie bëło mòżno pòzwac „spòkójnym”. Na binie, w biórze a jizbach przë nich dało sã czëc gòrączkòwą a zdebło nerwés atmòsferã. To môlowé amatorsczé téatrowé karno pòd przédnictwã Małgòrzatë Stobbe kùńcziło prawie slédné przërëchtowania do pòkôzaniô wieczór swòjégò nônôwszégò, pò taczich dokazach, jak „Posażna jedynaczka” ë „Stryj przyjechał”, binowégò ùsôdzka – adaptacje znóny kòmedie Jana Drdë „Zapomniany diabeł”. Na widzawni ju na pół gòdzënë wprzódk przed premierą zjawilë sã pierszi òbzérôcze. Pò nich zaczãlë napłëwac drëdżi, a za nima, ju wnetk na sztôłt dobróny rzéczi, pòsobny. Dwadzesce minut do sódmi zala wielewsczégò Dodomù Kùlturë bëła ju w pòłowie zafùlowónô lëdzama, a na dzesãc minut do „gòdzënë zero” direktór ti institucje Zbigórz Czôpiewsczi wskòknął do pòżëczonégò òd jednégò z aktorów bùsa a pònëkôł pò wiãcy stółków. Wnetk równak te téż nie sygłë, a chãtnëch do òbezdrzeniô téatru „Zapomniany diabeł” bëło dërch jesz wiele. Rechùje sã, że tegò wieczoru na wielewsczi widzawni bëło wiãcy jak 400 sztëk lëdzy.

 

42. „Zrzesz Kaszëbskô” wedle pòzdrzatkù cenzurë. Słôwk Fòrmella

W jednym z ùszłëch numrów nadczidł jem, że wedle ùbecczégò zôpisu z kùńca 1956 rokù pòwòjnowô „Zrzesz Kaszëbskô” nie bëła w cządze ji wëchôdaniégò w pierszi rédze zainteresowaniów bezpieczi. W nôwiãkszim dzélu przëzéra sã tej ji dzejaniémù wejrowskô cenzura i tameczny Krézowi Kòmitet Pòlsczi Robòtniczi Partie. W archiwùm gduńsczégò partu Institutu Nôrodny Pamiãcë nalezc mòże prawie cenzorsczé papiorë, chtërnëch zamkłosc pòswiãconô je „Zrzeszë”.

Zajima sã tą sprawą cenzorka Irena Dubòwicz. Zrëchtowa òna w 1946 r. dokùmeńtë, co miałë scharakterizowac „Zrzesz Kaszëbską”, ë z jaczich mòżemë sã terô wëdowiedzec, co pò prôwdze nie widzało sã wëszëznóm „lëdowi” Pòlsczi w zamkłoscë gazétë i w dzejanim ji redakcjowégò karna.

 

44. Mòja Mëma. Tómk Fópka

Mòja Mëma – nôwôżniészô dëszë strëna.

Mòja Mëma – mdã Jã wiedno w sercu trzëmac!

Mëma, mama, matka, matinka, nënka – tëli pòzwów a òsoba jedna. Ta zemskô, co nosa pòd sercã, ùrodza, wëchòwa. Co z nią sã rzeszi wiele wspòminków… Nick dzywnégò, że i w kaszëbsczi piesni je przëtomnô. Nôwiãcy je spiéwóné ò Matce Bòsczi. Równak dzys chcemë sã zając swiecczima spiéwoma. Szukóm w zdrzódłach piesniów dedikòwónëch mëmóm, ò mëmach abò chòc z matką bënë.

 

46. Karowa baszta. Jerzy Samp

Jeśli w ogóle zachowały się po niej ślady, to trzeba by ich szukać gdzieś głęboko pod asfaltem jednego z najbardziej ruchliwych obecnie gdańskich skrzyżowań: Podwala Staromiejskiego i ulicy Okopowej. Podobnie jak inne fortyfikacje średniowieczne, tak i Baszta Karowa wzniesiona została z czerwonej cegły, a w ukrytej pod ziemią części biegły rozmaite odgałęzienia, były piwnice czy też kazamaty.

Zabytkowa baszta podzieliła pod koniec XIX stulecia los wielu innych budowli obronnych oddzielających głównomiejskie centrum nadmotławskiego grodu od Starego Przedmieścia. Przetrwały na szczęście nieliczne XIX-wieczne fotografie ukazujące ogrom prac rozbiórkowych. Zanim do tego jednak doszło, stanowiła ona bardzo istotne ogniwo zachodnich fortyfikacji dawnego Gdańska.

 

48. Majówka kòl Tuszkòwsczi Matczi. Maya Gielniak

Czej 3 maja, w swiãto NMP Królewi Pòlsczi, probòszcz lëpùsczi parafie ksądz Jan Òstrowsczi rôcził parafianów na majówkòwą szpacérã do Tuszkòwsczi Matczi, wiele nielëpùszanów mëslało, że jidze ò nawiedzenié jaczégòs tuwòtészégò môla kùltu. Placu, w chtërnym mòże stoji kapelka ze sztaturką Matczi Bòsczi, zwóny na skùtk cëdownégò wëdarzeniô Matką Tuszkòwską. Tim barżi, że òstało zôpòwiedzóné òdprawienié tam majewégò nôbòżeństwa. Timczasã célã parafialno-gminowi szpacérë béł pòmnik rodë, wnetka 300-latnô chòjna, jak to sã gôdô „òczkò w głowie” gminë.

Mô przez 30 m wësokòscë i òbjim 3,2 m. Czile lat temù w òglowòpòlsczim kònkùrsu pismiona „Przegląd Leśniczy” na nôgrëbszé pòmnikòwé drzewò zajimnãła 28. plac na 264 zgłoszoné drzewa. Niedôwné badérowania wiekù tegò pòmnika nôtërë pòkôzałë, że mô kòl 280 lat.

 

49. Listy

 

50. Ùcecha i bùsznota. Matéùsz Bùllmann

Westrzédnokaszëbsczi kùczrowie zaczãlë sezón. Za nama pierszô kòniarskô impreza „Wiśta Wio” w Òstrzëcach.

Nôgłosni òb czas miónków bëło ò bracynach Kùpprach z Kòlana. We wszëtczich kònkùrencjach dobëlë razã dzesãc czelëchów. Szło nama jaż za dobrze – gôdô ze smiéchã Pioter Kùpper. Bëło bëlno, chòc jesmë sã nie rëchtowelë do ti rozegracji – pòdczorchiwô młodszi z bracy Arkadiusz. Jezdzymë na kòniach i jesmë kùczrama ju òd môłégò, a naje kònie znają tã trasã – dodôwô.

 

50. O Bożym Ptaszniku. Zyta Wejer           

Mówjó, że to było wew dolinie Tybru chdzieś wew krajinie łumbrijski, jinsze gadajó, że wew drodze zez Counaio do Bewagno. Śłanti Franciszek szet ji słuchał głosóf ptasziskóf, ji sia srodze dziwował, że na kożdim zez drzewóf było jych o wjele za wjele. Tedi łón sia dó niych ozwał: „Pozdrawjóm Was, ptaszki, moje braciszki!”. Ji na tan głos pszifrujnyło jych eszcze wjanci. Franciszek polas na polana, a ptasziska obsiedli wszitke gałanzie – ji te dicht wisok, ji te nisko, a najwjanci łusiedło prosto na ziamni wew śroćku trawiastych kampóf.

 

51. Sztefón Bieszk. Wiérztë

 

53. Lektury

 

56. Chcemë sã dzelëc tim, co dobré. Adrian Watkowski

Żëcé a robòta Aleksandra Majkòwsczégò pò dzys dzéń miałëbë rôczëc młodëch Kaszëbów do ùsôdzaniô i rozkòscérzaniô swòji juwernotë. Dlôte jem rôd, że jô mógł brac ùdzél w latosëch warkòwniach Remùsowi Karë – pòdsztrichiwô Jarosłôw Wenta z Gòwidlëna.

Òd ósmégò do jedenastégò maja bëła pòsobnô edicjô „Remùsowi Karë”. Dzãka dëtkóm z Minysterstwa Administracji a Cyfrizacji ùdało sã Karnu Sztudérów Pòmòraniô i Kaszëbskò-Pòmòrsczémù Zrzeszeniu ùsadzëc te znóné a ùwôżóné warkòwnie. Ju sódmi rôz młodi lëdze sã pòtkalë, żebë dowiedzec sã wiãcy ò lëteracczim, kùlturowim a historicznym spòsobie regionu. Dzãka warkòwnióm młodzëzna pòznôwô włôsné ùzymczi i dlôte mòże bëc bùsznô z bëcô Kaszëbą.

 

58. Hitë na Gôchach. Red.

Do Lëpińc ju piąti rôz przëjachelë młodi lubòtnicë mùzyczi, chtërny szlë na miónczi w przezérkù pòlsczich i swiatowëch hitów pò kaszëbskù. Do kònkùrsu zgłosëło sã 48 ùczãstników. „Pùpùszkã z zaksczi pòrcelanë”, „Farwné jôrmarczi” i jiné szlagrë prezentowelë na binie młodi lëdze przédno z pôłniowëch i zôpadnëch Kaszub. Jich wëstãpë òceniwało karno znajôrzów abò lubòtników mùzyczi i kaszëbsczégò jãzëka: Tomôsz Fópka, Ùrszula Studzyńskô i dwòje przedstôwców najégò pismiona: Bògùmiła Cërockô a Dariusz Majkòwsczi. Jurorzë rozsądzëlë, że pierszé place w swòjich kategóriach dostóną: Agata Wantoch-Rekòwskô z Karna Szkòłów w Lëpińcach, Zuzana Gliszczëńskô z ti sami szkòłë, Julita Bùkòwskô z Karna Szkòłów w Stëdzéńcach i Malwina Laska z I Òglowòsztôłcącégò Liceùm w Kòscérznie.

 

59. Co Kaszëbi w Słëpskù wëstwôrzelë. kk

Bùdink Spòdleczny Szkòłë nr 2 w Słëpskù 29 łżëkwiata przemienił sã w kaszëbską chëcz – sedzbã rodny kùlturë w miesce. To prawie tam słëpsczanie swiãtowele pò swojémù. Wiesczi òbstrój, wëstawë, widzawiszcza, pòkôzczi, warkòwnie, bëlné pòczestowanié i widzałi kòncert karna Fucus z Wejrowa sprawiłë, że ùczãstnicë Kaszëbsczégò Dnia zaszmakòwelë kaszëbsczi kùlturë w rozmajitëch wëmiarach.

Kaszëbsczi Dzéń przëcygnął wiele òbzérników i widzałëch gòscy: czile parlamentarzistów, przedstôwców słëpsczégò rôtësza i môlowi Pòmòrsczi Akademii, przédnika KPZ i nôleżników słëpsczégò partu Zrzeszeniô, prezesów firmów Jantar i Rolmasz, direktorów szkòłów, prôcowników i ùczniów Spòdleczny Szkòłë nr 2 w Słëpskù i jich starszich.

 

61. Klëka

 

67. Bez brodë spiéwanié. Tómk Fópka

Spiewac kòżdi mòże, jeden lepi, drëdżi kąsk gòrzi. Tak bédowôł jeden znóny pòlsczi aktór, a swiãti Aùgùst stalata slôdë zachãcywôł do nieseniô spiéwë Bògù, cobë sã dëbelt mòdlëc. I spiéwiemë skòpicą. Téż pò kaszëbskù. Dlôte gãsto a czãsto brëkòwny je òbsądzëcél, co to òn sã na spiéwanim pò kaszëbskù znaje.

A robòta w taczi wësoczi kòmisëji letkô nie je. (Kòżdô je wësokô, nawetkã czej sedzy). Bò to sã mùszi òblec jak człowiek. Wëpic a zjesc, co pòstawią. Czasã jaczé kwitë pòdpisac, co sã zaczinają na „ù” a kùńczą na „a”. Trzeba tam dojachac na czas, nôlepi tegò samégò dnia. Sedzy sã w rozmajitëch żuri, temù dobrze, jak człowiek je do zgòdë. Trzeba téż mòcno òpasowac, żebë cã nie wëbrelë na przédnika.

 

68. Pëlckòwsczé eùrowelónczi, to je rozmëslënczi nad mùchą. Rómk Drzéżdżónk

– Kùńc swiata, kùńc swiata – rikôł na całą gôrdzel brifka, wjeżdżającë jak òbarchniałi na mòje pòdwòrzé, zataconé na zbërkù Pëlckòwa.

– Zôs?

– Cëż zôs? Ną razą pò prôwdze! – drëszk wnet spôdł z kòła, czedë parkòwôł kòle łôwczi, na chtërny jem sedzôł, chwôtającë parmiénie majewégò słunuszka.

– Tej jaczi to znôwù kùńc swiata të môsz wëmëszloné? – spitôł jem zgniło.

– Nie zdrzisz w zdrzélnik, w internece nie sznëkrëjesz, gazétów nie czëtôsz?

– Czëtóm, ale slédnym czasã jô ni miôł w niżódny gazéce widzóné, żebë jaczi Nostradamùs czë Jackòwsczi kùńc swiata zapòwiôdelë.

 

 

Joomla Templates - by Joomlage.com