Rozmiar czcionki:

Kwietniowy numer "Pomeranii"

2. Od redaktora

Z inicjatywy Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego w kilkunastu wsiach na Pomorzu zbadano poziom kapitału społecznego. Wyniki są zaskakujące. Socjolodzy obalają wiele stereotypów – okazuje się m.in., że nie ma związku między owym kapitałem a subregionami ukształtowanymi geograficznie czy kulturowo. Społeczności głęboko zakorzenione na Kaszubach czy Kociewiu nie wypadły w badaniach lepiej niż np. popegeerowskie Angowice. Wszędzie widoczny jest przede wszystkim brak zaufania do instytucji państwa i do organizacji pozarządowych.

 

3. O kapitale, zaufaniu i huśtawce bez atestu. Piotr Dziekanowski

Przekonanie o niemożności wydobycia się z popegeerowskiej czarnej dziury z jednej strony, a z drugiej to o twórczym raju społeczności zakorzenionych na Kaszubach i Kociewiu – oba sądy trzeba odłożyć do lamusa, wsłuchując się w wyniki ubiegłorocznych badań socjologicznych poświęconych kapitałowi społecznemu pomorskiej wsi.

Wiosną i latem ubiegłego roku ankieterzy, głównie studenci klubu Pomorania, pojechali do kilkunastu pomorskich wsi. Poza Angowicami w powiecie chojnickim, pozostałe liczą co najmniej 1000 mieszkańców, większość to stolice gmin. W każdej ankieterzy odwiedzili po kilkadziesiąt rodzin, pytając m.in. o więzi społeczne, relacje z ludnością napływową, stosunek do władz różnych szczebli, uczestnictwo w życiu społeczności.

 

7. Serakòjce z rekòrdã. DM

Dzéń Jednotë Kaszëbów, jaczi òd 2004 rokù je òbchòdzony 19 strëmiannika na wdôr pierszi znóny nama pisemny zmiónczi ò Kaszëbach, latos jesmë swiãtowelë w rozmajitëch môlach i dniach. Jak kòżdégò rokù 19 strëmiannika ùroczësti przemarsz i kòncert òdbëłë sã we Gduńskù, a czôrno-żôłté fanë wisałë we wiele jinëch placach. Nôwiãcy lëdzy przëjachało równak swiãcëc DJK czile dni pózni do Serakòjc.

 

9. Atom bliżej Pomorza. Sławomir Lewandowski 

30 stycznia wójtowie Choczewa, Gniewina i Krokowej oraz wicemarszałek województwa pomorskiego podpisali porozumienie ze spółką PGE Energia Jądrowa dotyczące rozwoju terenów pod inwestycje związane z budową elektrowni atomowej.

Podpisane porozumienie ma ścisły związek z podjętą 28 stycznia przez Radę Ministrów uchwałą w sprawie Programu Polskiej Energetyki Jądrowej (PPEJ) przygotowanego przez ministra gospodarki. W Programie zapisano zakres działań, jakie należy podjąć, aby bezpiecznie korzystać z energetyki jądrowej w Polsce.

10. Czy Trójmiasto potrzebuje drugiego lotniska? Sławomir Lewandowski

Port Lotniczy Gdynia-Kosakowo miał przynieść obu tym miejscowościom nową szansę rozwoju. Decyzja unijnych urzędników nakazująca zwrot pomocy publicznej, jaką otrzymał ten port – ponad 90 mln zł – oznacza jednak, że przynajmniej na razie jedynym cywilnym lotniskiem w Trójmieście pozostanie to w Gdańsku, .

Cała sprawa zaczęła się od listu intencyjnego podpisanego 29 kwietnia 2005 roku m.in. przez prezydenta Gdyni Wojciecha Szczurka, prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego oraz ówczesnego marszałka województwa pomorskiego Jana Kozłowskiego. Jak dzisiaj przypominają ci ostatni, intencją było zabezpieczenie istniejącej infrastruktury wojskowej, by w przyszłości móc wykorzystać bazę Lotnictwa Marynarki Wojennej w Gdyni na potrzeby działalności lotnictwa cywilnego.

 

12. Nié leno dlô szkólnëch. Dariusz Majkòwsczi

Ùczba kaszëbsczégò jãzëka w internece mòże miec wiôldżi cësk na jegò przetrwanié i rozwij. Dlôte e-learningòwô platfòrma stôwô sã wôżnym zadanim dlô wszëtczich, chtërnym zanôlégô na kaszëbiznie – pòdczorchiwô wiceprzédnik Akademie Warkòwégò Sztôłceniô (Akademia Kształcenia Zawodowego) we Gduńskù Jack Fópka.

Donëchczôs Akademiô parłãczëła sã przédno z kùrsama kaszëbsczégò jãzëka dlô dozdrzeniałëch. Òrganizowała je w rozmajitëch placach w całim regionie. Slédno m.jin. we Gduńskù i na zôpadnëch Kaszëbach (chòcle w Miastkù czë Damnicë). Kùrsë to le pierszi krok do pòznaniô kaszëbiznë. Wiele ùczãstników, òsoblëwie szkólny, zgłosziwało nama chãc rozwijaniô dali swòjich jãzëkòwëch spòsobnosców. Òdpòwiescą na te głosë mòże prawie sã stac ùczba w internece – kôrbi J. Fópka.

 

14. Jak to biwało... krótkò pò II wòjnie. Słôwk Fòrmella

Wiédzô ò kaszëbsczi regionalny rësznoce mòżemë nalezc we wielnëch historicznëch zdrzódłach. Wiadomòscë, co tikają sã naji historie, są téż zamkłé w aktach zebrónëch w archiwùm Institutu Nôrodny Pamiãcë. Jeden z robòtników INP ju trzecy rôz przezérô je dlô najich Czëtińców.

Stalinowsczi cząd najich dzejów, to je kùńc lat szterdzestëch ë pierszô pòłowa piãcdzesątëch ùszłégò stalata, béł òsoblëwie drãdżi dlô kaszëbsczi spòlëznë. Ale pierszé lata pò wòjnie mògłë jesz bëc sparłãczoné z jakąs nôdzeją, że mòże ta pòwòjnowô Pòlskô bãdze dlô swòjich kaszëbsczich òbëwatelów lepszô jak przedwòjnowô. W 1946 rokù òdbéł sã doch w Wejrowie Kaszëbsczi Kòngres, a w latach 1945–1947 wëchôda w nym samim gardze òdrodzonô „Zrzësz Kaszëbskô”.

 

16. 17 pieśni Discantusa. Przemysław Stanisławski

„Knôpi za mną, póczi jesz jem panną. Pieśni z Kaszub” – to tytuł nowej płyty chóru kameralnego Discantus prowadzonego, od początku działalności, przez Sławomira Bronka. Ten młody zespół (powstał w 2006 r.) ma na swym koncie sporo osiągnięć – koncerty w kraju i poza granicami (Belgia, Czechy, Francja, Holandia, Ukraina, Włochy). Jest również laureatem wielu międzynarodowych i ogólnopolskich konkursów.

Płyta zawiera 17 pieśni kaszubskich. Z jej okładki wynika, że autorem wszystkich utworów jest Marek Raczyński. Natomiast, gdy otworzymy książeczkę umieszczoną wewnątrz, dowiemy się, że jego autorstwa są opracowania, a to zasadnicza różnica! Dowiemy się również, iż inspiracją do stworzenia aranżacji był zbiór Pieśni z Kaszub Władysława Kirsteina i Leona Roppla wydany w roku 1958.

 

16. Działo się w kwietniu

 

17. Gdyńskie tropy Lecha Bądkowskiego. Andrzej Busler

Lech Bądkowski – pisarz, żołnierz, obywatel, postać barwna i zasłużona dla Pomorza, jeden z głównych ideologów ruchu kaszubsko-pomorskiego drugiej połowy XX wieku. Urodzony w Toruniu, większość życia spędził w Gdańsku. Rzadko bywa kojarzony z Gdynią.

A to właśnie Gdynię jako pierwszą ujrzał po powrocie do Polski z frontów II wojny światowej w czerwcu 1946 roku. Nie wrócił do rodzinnego Torunia, lecz zamieszkał w Gdyni, początkowo przy ul. 10 Lutego, a potem przy Kopernika. W latach 1946–1951 pracował w „Dzienniku Bałtyckim”, którego redakcja mieściła się przy ul. Mściwoja 9, obok drukarni, która istnieje do dziś. W 1951 roku Lech Bądkowski przeniósł się do Gdańska, jednak jego losy niejednokrotnie łączyły się z Gdynią – głównie poprzez działalność w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim oraz aktywność zawodową. Z ważniejszych dat warto przypomnieć 2 grudnia 1956 roku – datę zebrania założycielskiego Zrzeszenia Kaszubskiego, oraz wiele początków i końców morskich podróży Lecha Bądkowskiego, z których relacje odnajdziemy w jego książkach. Wspierał nowo powstałe Wydawnictwo Morskie w Gdyni (później z siedzibą w Gdańsku), które dwukrotnie wydawało jego przekład na polski powieści Aleksandra Majkowskiego Żëcé i przigòdë Remùsa (1964, 1966). Gdyńskie tropy odnajdziemy także w tekstach publicystycznych i literackich Lecha Bądkowskiego. Z Gdyni pochodziło i tu zamieszkiwało wielu przyjaciół naszego bohatera – Róża Ostrowska, Izabella Trojanowska, Franciszek Fenikowski, Wojciech Kiedrowski. Do dziś mieszka tutaj Zbigniew Szymański.

 

19. Państwo za wszystko zapłaci? Stanisław Salmonowicz

Dzisiejszy felieton, może nieco zgorzkniały, ale o sprawach współczesności i chyba potrzebny. Jesteśmy bowiem społeczeństwem wybitnym na pokaz, w chwilach uroczystych czy tragicznych, ale na co dzień interes wielkiej wspólnoty, a więc państwa własnego narodowego, bo nie ma większej realnej wspólnoty niż własne państwo, jest często, zbyt często, niejasny. To dziedzictwo wielu spraw, a zwłaszcza epoki zaborów, obcej władzy, okupacji, rządów komunistycznych. Mamy teraz III Rzeczypospolitą, państwo demokratyczne, praworządne, choć oczywiście niewolne od wielu problemów czy trudności. Cieszymy się jednak (czy wszyscy to potrafimy?) szeroką gamą wolności przysługujących każdemu obywatelowi. Młode pokolenia już nie wiedzą, że w PRL-u strajki były nielegalne, demonstracje uliczne przeciw rządowi brutalnie rozpędzane, paszporty na wyjazdy zagraniczne otrzymywało się „wedle uważania władzy”, a wiele innych rzeczy, jeżeli władzy się nie podobały, to raczej było niewskazane.

 

21. Czy będzie wodewil po kaszubsku? Z Celiną Muzą, wybitną piosenkarką, aktorką i producentką muzyczną, rozmawia Stanisław Janke.

Był marzec 1995 roku. Rozmawialiśmy wtedy w atelier Teatru Muzycznego w Gdyni. Była pani w tym czasie już po debiucie w roli Marii Magdaleny w musicalu „Jesus Christ Superstar” w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Publiczność dobrze przyjęła pani rolę Ochmistrzyni w „Panu Tadeuszu” oraz Rosy w „Lilii Wenedzie”, spektaklach reżyserowanych przez Adama Hanuszkiewicza. Sukcesem była także prezentacja własnego programu „Samotny anioł” z piosenkami Marleny Dietrich. Co się od tego czasu u pani zmieniło?

Wszystko i nic jednocześnie. Postarzałam się, zmądrzałam, zrozumiałam, że sukcesy zawodowe nijak się mają do szczęścia osobistego... i niestety okazało się, że jednak „zdrowie jest najważniejsze!” Nie przypuszczałam, że kiedyś rzeczywiście będę tak prozaicznie myśleć. W międzyczasie wydałam kilka płyt kompaktowych z napisanymi dla mnie piosenkami i zrealizowałam kilkanaście autorskich programów scenicznych, ale ... program z piosenkami Marleny śpiewam do dzisiaj.

23. Kaszubski kamień dla Maksymiliana (część 1). Halina Słojewska-Kołodziej

Jak dziwnie plotą się losy kamieni. Kiedyś, w epoce polodowcowej, narzuty morenowe zasypały Kaszuby rozmaitymi kształtami głazów, otoczaków i pięknej drobnicy kamiennej. Potem latami, epokami śnieg, deszcz i wiatr pracowały nad nadaniem kształtów nowych, niepowtarzalnych, kamieniom rozsypanym w kaszubskim pejzażu. Czasem wyłaniały się niespodziewanie spod ziemi, czasem zapełniały wykroty leśne lub znajdowały się na dnie jezior, nierzadko zasypując drogi i dróżki. Zawsze były oryginalne, z własną osobowością znaczoną kształtem i barwą – wydawały się obojętne na sprawy człowiecze. Potem przyszedł czas, że Kaszubi zaczęli zwracać uwagę na ich urok. Często kamienie znajdowały swoje miejsce w zagrodach, na miedzach polnych lub wokół kapliczek i Bożych Mąk.

Kamienie kaszubskie umiłował sobie Marian Kołodziej – gdański artysta zakochany w kaszubskim pejzażu. Przylgnął do tej krainy w zachwycie po latach włóczęg i pomieszkiwania w sercu Kaszub, w Łączyńskiej Hucie. I tam znalazł „swój kamień” – głaz przydrożny, który wychynął ku niemu podczas codziennych przechadzek.

 

26. Zelintowy kamień. Jerzy Samp

Między Gnieżdżewem a Puckiem, tuż nad wodami zatoki ciągnie się piaszczysta i usiana kamieniami plaża. Niegdyś graniczyła ona z trawiastymi łąkami, na których miejscowi gospodarze wypasali bydło. Jan już od najmłodszych lat pasł tam krowy. W wolnych chwilach, podobnie jak jego rówieśnicy, penetrował pobliskie wzniesienie zwane Młyńską Górką albo Prochownią. Dzieciaki wierzyły starym opowieściom o znajdującym się niegdyś na szczycie wiatraku. Inni jednak powtarzali za swymi przodkami, że w czasach wojen ze Szwedami składowano tu proch i amunicję. Jedni i drudzy próbowali w tym miejscu odnaleźć zachowane pod warstwą ziemi ślady przeszłości. Bez skutku.

 

28. Kwestia kaszubska w 1922 roku. Bogusław Breza      

W dwustronicowym artykuliku nie sposób, oczywiście, wyczerpać tematu zawartego w tytule, jednak okazowy, pierwszy numer „Gazety Kaszubskiej” z września 1922 roku, który trzymam w ręku, zawiera tyle związanych z nim informacji, że chciałbym choćby ich częścią podzielić się z czytelnikami „Pomeranii”.

Zacznijmy od zacytowania początku odredakcyjnego artykułu wstępnego pt. „Nasze cele”: „W dniu dzisiejszym puszczamy w świat pierwszy numer Gazety Kaszubskiej powołanej do życia w Wejherowie przez grono patryotycznych Polaków – Kaszubów przy współudziale rodaków także z innych części naszej Ojczyzny. Akcje Gazety Kaszubskiej znajdują się w znacznej części w posiadaniu Kaszubów, wobec czego nasza gazeta jest pismem prawdziwie kaszubskim – wydawanym przez Kaszubów dla Kaszubów.

 

30. Wyprowadzka. Kazimierz Ostrowski

Wielkie miasta Azji, Afryki i Ameryki Południowej pęcznieją gwałtownie i w sposób niekontrolowany, u nas tymczasem ludzie odpływają z miasta na wieś. Proces ten trwa nieustająco mniej więcej od początku obecnego tysiąclecia, a wyprowadzka z miasta (lub miasteczka) do niezbyt odległej wioski jest swego rodzaju nobilitacją. W związku z tym przewartościowaniu uległo miano „wieśniak”, które z nieprzyjemnego epitetu zmieniło się w miły dla ucha komplement.

Kto przeżył w Polsce pierwsze dziesięciolecia powojenne, ten pamięta, jaki był wówczas kierunek wewnętrznych ruchów ludności – ludzie masowo przenosili się ze wsi do miasta. Bardzo wielu, zwłaszcza młodych, opuszczało rodzinne domy, jedni szli się uczyć, drudzy szukać roboty, mieszkania, sposobu na utrzymanie rodziny. Zrujnowane i głodne miasta niewiele miały do zaoferowania, lecz powoli podnosiły się na nogi, zresztą przy walnej pomocy nowych mieszkańców.

 

30. Wëcygnienié. Tłóm. Marika Jelińskô

Wiôldżé gardë Azje, Africzi i Pôłniowi Americzi pãcznieją na gwôłt i w spòsób niekòntrolowóny, a kòl nas timczasã lëdze wëcygają z gardów na wies. Proces ten dérëje bez ùstankù mni wiãcy òd zôczątkù terôczasnégò tësąclecégò, a przecyganié z miasta (abò miasteczka) do ni za baro òdległi wsë je na swój ôrt nobilitacją, achtnienim. Z ti leżnoscë zmieniła sã wôrtnota pòzwë gbùr, jakô z nieprzijemnégò epitetu sta sã miłim dlô ùcha kómplemeńtã.

Chto przeżił w Pòlsce pierszé pòwòjnowé dzesãcleca, ten pamiãtô, jaczi béł wtenczas czerënk bënowëch ruchów ludnoscë – lëdze masowò przenoszëlë sã ze wsë do gardu. Baro wiele, òsoblëwie młodëch, òpùszczało rodzynną chëcz, jedny szlë sã ùczëc, drëdżi szukac robòtë, mieszkaniégò, spòsobù na ùtrzimanié rodzënë. Zniszczoné, głodné gardë ni miałë wiele do zabédowaniégò, leno pòmalinkù stôwałë na nodżi, zresztą przë òglowi wspòmóżce nowëch mieszkańców.

 

32. Kaszëbsczi dlô wszëtczich. Ùczba 32. Stolëca Bëlôków. Róman Drzéżdżón, Danuta Pioch

Pùck to pò pòlskù Puck. Môłé Mòrze to Małe Morze, to je Pùcczi WikZatoka Pucka. Rëbôcë pòzéwają jã téż Pùcką Plëtą, co pò pòlskù znaczi Kałuża Pucka. Norda to północ (strona świata), północny wiatr i téż Kaszuby Północne.

 

34. Gdańsk i jego Osiek. Marta Szagżdowicz

Osiek to teren Śródmieścia Gdańska położony pomiędzy Podwalem Staromiejskim, ulicą Stolarską a Kanałem Raduni. Niemal w całości odbudowany, kryje jednak ślady przeszłości. Niegdyś osiekami zwano położone nad wodą umocnione obszary. Stąd Osieków znajdziemy w Polsce wiele. Niemieckie określenie Osieka „Hakelwerk” oznacza teren otoczony palisadą. Ten w Gdańsku pierwszy raz wzmiankowany był w roku 1312. Mieszkali tu rybacy i ludność służebna. Mieszkańcy mieli swój ratusz, zwany polskim. Znajdował się przy ulicy Panieńskiej, która stanowiła główny trakt osady. Dziś ulicę przecina blok mieszkalny, tak więc zatraciła dawną funkcję. W XV wieku Osiek przyłączony został do Głównego Miasta. Sprawiło to, że Ratusz Polski przestał pracować, a w 1597 budynek został sprzedany.

 

35. Z drugiej ręki

 

36. Listy

 

37. Gwynedd – ziemia Wenedów (część 17). Jacek Borkowicz

Walia zaczyna się tam, gdzie zaczynają się wzgórza. Miasteczko Llangollen mieści się u ich stóp, wciśnięte w wąską dolinę rzeki Dee, która w tym miejscu zatacza malownicze serpentyny, jak Dunajec. Llan po walijsku znaczy „miejsce ogrodzone”, coś w rodzaju staropomorskiego gardu. To słowo jest w nazwie połowy miasteczek Walii.

Grodowe nazewnictwo sugeruje obronność miejsca. Tuż za miasteczkiem, na wyniosłym wzgórzu po drugiej stronie rzeki, wznoszą się kamienne ruiny pogranicznego zamczyska. Nieco dalej piętrzą się potężne baszty zamku Chirk. Ten obiekt przetrwał w całości, stanowiąc do niedawna własność prywatną. Zbudował go przed wiekami sir Roger Mortimer, protoplasta rodu znanego z Kronik królewskich Szekspira.

 

38. Kaszëbsczé dobiwczi. Maya Gielniak

XXII Midzënôrodné Mésterstwa Szachòwé Pòlsczi Lesników òdbiwałë sã w dniach 23–26 gromicznika lr. w Kistowie kòle Sëlëczëna. Przédnym òrganizatorã rozegrów bëła Zrzesz Pòlsczich Lesników w RP, wespółòrganizatorã Òbeńdnô Direkcjô Lasów Państwòwëch w Gduńskù. Patronat nad mésterstwama òbjął Przédny Direktór Lasów Państwòwëch Adóm Wasôk.

To, że tak wësoczi wôdżi impreza trafiła na Kaszëbë, je zôwdzãką mieszkającégò w Bëtowie lesnika Adama Bednarka.

 

40. Ùtwórca wirtualnëch swiatów

Ju czile tësący lëdzy testëje w internece nową kòmpùtrową grã, chtërny wiôldżi dzél pòwstôwô na Kaszëbach. Gloria Victis – bò taką mô przezwã – to nowòczasny projekt, co przeniese grającëch w swiat parłãczący historiã ze sztëczkama fantasticznyma, a wszëtkò inspirowóné je m.jin. lëdowima wierzeniama.

Ò projekce, jegò dejach ë ò tim, czë Kaszëbë mògą dac materiôł do dokazu, jaczim je kòmpùtrowô gra, z Karola Wicherã ze Starzëna – chłopã òdpòwiadającym m.jin. za wëzdrzatk swiata w Gloria Victis – kôrbił Matéùsz Bùllmann.

 

42. Nie tylko listów żal... Maria Pająkowska-Kensik

Kończą się długie wieczory, wiosenna nadzieja za progiem, a stos książek do przeczytania jest coraz bardziej obiecujący. Ukazuje się ostatnio dużo ciekawych tytułów. Jeśli ktoś czyta niepospiesznie, to stos rośnie. Czytanie w pośpiechu, bez refleksji jest pewną formą gwałtu. Oczywiście i tu dopada nas przymus wyboru, bo życia nie starczy. Kiedyś swoich uczniów próbowałam przekonać mądrym zdaniem „Kto czyta, żyje wielokrotnie”. Żeby jeszcze zapamiętać te różne dobre myśli. Od pewnego czasu staram się szczególnie ważne (w chwili czytania) zanotować, np. to, że „minimalnym kryterium inteligencji jest nawyk czytania”. Sama potrzeba czytania już też się liczy. Często jeżdżę pociągiem, widok „książka w czytaniu” staje się rzadkością. Moda (plaga? epidemia?) na komunikację językową w postaci równoważników, zdawkowych ubogich tekstów, ikonek zastępujących bogactwo kultury słowa. Wystarczy kliknąć. Kto jeszcze z Czytelników „Pomeranii” wyśle na Wielkanoc kartki z życzeniami z oryginalnym tekstem?

 

43. Wiérztë. Jaromira Labùdda

 

44. Òsoblëwi kòncert. Lucyna Reiter-Szczigeł

Taczégò artisticznégò wëdarzeniô w Przedkòwie gwësno jesz nie bëło. 6 strëmiannika w aùle Zespòłu Szkòłów Pònadgimnazjalnëch òdbëło sã zéńdzenié z kòmpòzytorã, pòétą, szkólnym i direktorem szkòłë Jerzim Stachùrsczim, a tak pò prôwdze – z jegò ùtwórstwã.

Do samégò zaczątkù kòncertu blós òrganizatorzë znelë jegò scenarnik. Dlô Jubilata fòrma i zamkłosc negò wëdarzeniô bëłë niespòdzajnoscą.

Ò zédzenim jô wiedzôł tëli, co bëło napisóné na rôczbie – gôdô J. Stachùrsczi. Czej jô wlôzł z mòją białką Zofią na zalã, jô doznôł pierszégò zdzëwòwaniô. Bëło tam kòl 100 ùczãstników: pòwiatowé i gminné władze, radny, probòszczowie z Przedkòwa i Czeczewa, direktorzë szkòłów, szkólny, ùczniowie, ògniarze i mieszkańcë gminë. Zadzëwòwôł mie téż przëszëkòwóny sprzãt aùdiowizualny i nagłosnienié. Pòmëslôł jem, że jak to wszëtkò rëszi, tej mdze tu òsoblëwé widzawiszcze.

 

45. Jałmużna w kartuskich konwentach. Jerzy Nacel

Nie wszyscy wiemy, że klasztor kartuzów znajdował się też pod Legnicą. Sprowadzony tu przez księcia Ludwika II zakon w latach 1423–1434 utworzył nową kartuzję. Zgromadzenie przetrwało do czasów reformacji. Wtedy to po roku 1548, przy usilnej agitacji tzw. kacerzy, klasztor zlikwidowano, a zabudowania zakonne rozebrano. Po konwencie została jednak pamiątka. Dzielnica, gdzie znajdował się klasztor, nosi dziś nazwę „Kartuzy”.

 

45. Pôłniczi do pôłniô. rd

 

46. Wiérzta dlô drëcha. Roman Robaczewski

Ò òddzëkòwanim jednégò z robòtników Kreditowégò Bankù Donimirsczi-Kalkstein-Łëskòwsczi i Spółka w Toruniu, Féliksa Czôrlińsczégò, chtëren òdchôdôł z robòtë w rokù 1884, na gwës nicht bë dzysdnia nie pamiãtôł, czejbë nié pióro Hieronima Derdowsczégò, chtëren szpecjalno na tã ùroczëznã napisôł wiérztã. Féliks Czôrlińsczi, pòchôdający ze znóny kaszëbsczi rodzëznë, w bankù prowadzył rechùnkòwé ksãdżi. Robił òn na stanowiszczu rechméstra, gôdającë prosto: kalkùlatora. Dlô Derdowsczégò Féliks béł bliską personą, a to z ti przëczënë, że òbadwaji òni òdwiedzywelë pitlówczi i winowé krómë, w jaczich systematno rôczëlë sã winã, prowôdzącë pòliticzné kôrbiónczi i òbgôdiwającë codniowé wëdarzenia. Bëlë òni gwësno atrakcją dlô rãkòdzejarzów, wisłowëch rëbôków, malarzów, mùrowników i jich pòmòcników, tej-sej òpòwiôdającë jima historijczi, colemało wëmëszloné.

 

48. Białczi w piesni. Tómk Fópka

Malinkò je białk w kaszëbsczich spiéwnëch dokazach, jich mionów. Janków a Józków je dzél wiãcy. Colemało miona białogłowsczégò ôrtu wëstãpiwają tam, dze je òpisónô jakô miłosnô historiô, kąsk rzôdzy w dzecnëch piesniczkach, a wcale – w spiéwach ò Òjczëznie. Czësto òsóbno mùszi pòdéńc do piesniów marijnëch, jaczé są z gruńtu „mionowé”. Chcemë tej pòznac czile historiów pòsobnëch bòhaterków kaszëbsczich swiecczich piesni.

 

50. Cuda i smaki regionu. Jost Jarwardt

Z Beatą Waśniewską, autorką książki Nowoczesna kuchnia kaszubska rozmawiamy o kaszubskich tradycjach kulinarnych i perspektywach stojących przed naszymi regionalnymi przysmakami.

Pani Beato, ile w tej nowoczesnej kuchni jest tradycji a ile współczesnych pomysłów?

 

Większość zasadza się jakoś w tradycji… W przepisach wszystko zresztą się przeplata – sięgam do sprawdzonych receptur i do tego, co dziś króluje w europejskich kuchniach. Paradoksalnie wprowadzanie nowinek pomaga odkryć na nowo regionalne smaki. Moja tradycja wiąże się z południem Kaszub – okolicami Dziemian, Lipusza i Kościerzyny. W Dziemianach mieszkała moja babcia, u której nauczyłam się gotować. I tamte strony są jakoś obecne w moim gotowaniu.

 

53. Lektury

 

58. Strzébrznô mscëszewiónka

Z latosą strzébrzną medalistką Halowëch Mésterstwów Swiata w Sopòce w biegù na 800 métrów gôdô ji szkòłowô drëszka Tatiana Slowi (òd Kùsmiersczich).

 

Dlô lëdzy, chtërny jesz nigdë nie widzelë, jak òna biegô, to bëło czësto bùten szëkù. Wëzdrzało to tak: w grëpie nëkô wnetka trzëdzescë dzéwczãtów stôrëch òd jednôsce do trzënôsce lat. A przed nima, tak 2–3 métre przed peletóna, je jesz jedna. Biegùlkô so spòkójno, jakbë ni mia strachù, że chtos bãdze chcôł jã wëprzedzac. Czë brutczi, jaczé są za nią, ji nie widzą, skòrno jidą na miónczi leno ze sobą!? Skądka to jich zniechãcenié? Në jo, kò tak pò prôwdze nie jidze ò dwa – trzë métrë, ale ò cziledzesąt, bò Angelika robi ju trzecé òkrążenié i prawie w tim sztóce wbiegiwô na metã. A òne zrobiłë dopiérze dwa...

 

Jak të sã tedë czëła? Òbczas tëch Gminnëch Samòstójnoscowëch Biegów w Pòdjazach?

To bëło dlô mie prôwdzëwé swiãto – nôwôżniészô biegòwô rozegracjô w gminie. Na niżódną jiną më ze szkòłą nie jezdzëlë. Òb pierszé dwa – trzë lata jô sã tim nie nerwòwa, le redotno nëka i wëgriwa. Pòtemù – czej mie ju traktowelë jak fawòritkã, jô ju czëła cësk i przërëchtowiwa sã – tidzéń chùdzy! Tërô jô wiém, że taczé „trenindżi” na òstatny sztót mie mògłë leno zaszkòdzëc, ale tedë jô bëła gwësnô, że jak bez czile dniów bãdã biega dwa kilométrë na dzéń, to mdã bëlno przërëchtowónô. Jù òb czas nëch miónków w bieganim na swiéżim lëfce jô czëła òd jinëch dzéwczãtów, że szëkòwałë sã co nômni òd miesądza, tej jô nick ò swòjich „treningach” jima nie gôda.

62. Klëka

 

66. Działo się w Gdańsku

 

67. Je to fëjno radnym bëc! Tómk Fópka

Czasã, nie wiedzec czemù, narôz całô gmina je zastawionô maszinoma a rozkòpónô. To je znak, że wnetk bãdą wëbòrë…

Co pôrã lat pòrządny Kaszëba mùszi jic do ùrnë. Nié jakno proch spôlonégò człowieka, ale jakno ten, co rządzy w demòkracje. Tuwò rządzy lud. Welownicë. Ale wnetk wszëtcë! Ksądz wikari. Szkólnô. Brifka. Czerowcka aùtobùsa. Wòjskòwi z nerwicą. Krómòwô. Chłopiszcze òd szamba wëwòzywaniô. Doktorka z pòradnie dlô zdrów dzôtków. Kùchôrz. Białka z kwiacarnie, co nie pòtrafi bez błãdu szerpë wëpisac… Gbùr dopłatowi i niédopłatowi. Matka i òjc. Chłopi i białczi. Zdrów a chòri. Biédny rëbôk, co òd niegò je zelińt wôżniészi. Miéwca i pòdjimca. Ti, dlô jaczich rusczi zabór Krimù òznôczô reklamã nowégò krémù. Stipendiscë ZUS-u a KRUS-u. Pùdze Fópka i Fòrmela. Biéseczka i Rózka òd Bachów. Téż zagłosëją. Lëdzëska pò szkòłach i przed szkòłama. I w samëch szkòłach, bò tam colemało są tzw. wëbiérné môle. Ach, czemùż, czemùż wszëtcë, a nié leno ti, co sã na pòlitice znają?

 

68. Pëlckòwskô kómka. Rómk Drzéżdżónk

Sedzôł jem prawie przed chëczą a chwatôł lëbawé parmiénia zymkòwégò słunuszka, czedë na pòdwòrzé wjachôł brifka.

– Pòj, pòj, drëchù, sadnijże do mie – cziwnął jem na niegò, ceszącë sã na nowé klapë a pludrë, chtërnëch mój brifka miôł wiedno fùl taszã.

Nen wezdrzôł nó miã, skrzëwił mùniã, machnął rãką, a rzekł:

– Kò tu ni ma na czim sadnąc.

– Jakùż nié? A na czim jô sedzã – ùdôł jem òbrażonégò, ale tak pò prôwdze jô na jegò gôdanié miôł namknioné.

– Të sedzysz jak torta a nick ò wiôldżim swiece nie wiész. Zdrzi na ną swòjã kómkã. Cëż to je?

 

 

Joomla Templates - by Joomlage.com