Rozmiar czcionki:

W styczniowym numerze "Pomeranii":

 

II Òstatné òddzãkòwanié…

III Polska Filharmonia Bałtycka im. Fryderyka Chopina w Gdańsku - reklama

IV Energa - reklama

 

2. Od redaktora

Ostatnie tygodnie 2013 roku obfitowały w ważne dla Pomorza wydarzenia. Niestety, również smutne. 18 grudnia zmarł prof. Brunon Synak, prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, naukowiec, samorządowiec. Wielu mieszkańców naszego regionu weszło na „swo­ją kaszubską stegnę” właśnie dzięki niemu. Czujemy smutek i pustkę. Śp. profesor Synak zostawił po sobie wiele ważnych słów i dokonań, a przede wszystkim przykład pięknego życia, oddanego „tatczëznie” i lu­dziom. Łatwiej głosić hasła, trudniej świadczyć – mó­wił krótko przed śmiercią do ks. abpa Tadeusza Gocłowskiego, ale Brunon Synak na głoszeniu haseł nie poprzestawał. Tym większy żal, że nie ma go już z nami.

A przecież jeszcze 30 listopada przemawiał do zebranych na XIX Zjeździe Delegatów ZK-P. Wtedy nikt nie myślał, że będzie to swoiste ostatnie pożegnanie Profesora z działaczami kaszubsko-pomorskimi.

Na owym Zjeździe wybrano na nową kadencję prezesa Zrzeszenia. Kolejne 3 lata będzie rządził tą organizacją Łukasz Grzędzicki. Jakie są jego plany i jakie zadania stawia przed sobą i całym ZK-P, pisze w tym numerze „Po­meranii”.

I jeszcze o radosnym wydarzeniu, które miało miejsce w Fiharmonii Ka­szubskiej w Wejherowie. Koncert pieśni kaszubskich oraz prawykonanie „Pieśni fonemicznych” wysłuchane przez kilkaset osób nie tyko z Pomorza, to przykład tego, że kaszubszczyzna w „pałacach” ma się coraz lepiej. Żeby tylko teraz chciała wrócić do zwykłych kaszubskich domów…

Dariusz Majkowski


3. Tómk Fópka. A z projektã kòncertu „Kaszëbsczé farwë”
bëło tak...

Zazwòniła do mie, jakno wiceprzédnika Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô, Ana Dunst – direk­torka zrzeszeniowi wëdôwiznë – i gôdô, że minyster kùlturë ògłosył kònkùrs na kómpòzytorsczé zamówienia.

Òd ùdbë...

Karól Nepelsczi, pòchòdzący z Redë, ùczéń Krësztofa Penderecczégò, òd razu mie przëszedł do głowë. Ju doswiadczo­ny na kaszëbsczim pòlu – zrobił kòl 20 instrumentalnëch aranżacjów dzecnëch piesniczków i pôrã òrkestrowëch, co bëłë wëkònóné w Bôłtëcczi Filharmónii na 50-lecé Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzesze­niô. Òd tegò wëdarzeniô z 2006 rokù nick pòdobnégò na taką skalã sã nie przëtra­fiło Kaszëbóm. I tak jak tej, zaprosył jem do radë a wespółdzejaniô Witosławã Frankòwską, chtërna jak wiedno, chãtno pòdzelëła sã swòjim wielelatnym doswiôdczenim w òrganizacji i warkòwima ùmiejãtnoscama mùzycznyma. Dzãka temù, pózni, całi kòncert miôł „rãce a nodżi”, żlë jidze ò jegò bùdowã i wëkònôwców. Minysterialné zamówienié pòdskôcëło bò wej Zrzeszenié do zrëchtowaniô wiãkszégò kòncertu.


4. Sławomir Bronk. Nowe barwy „kaszubskiej muzyki”

Wejherowo jest ważnym ośrodkiem promocji muzyki pomorskiej, kaszubskiej. W Muzeum Piś-miennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej od lat odbywają się cykliczne „Spotkania z muzyką Kaszub”. Poczesne miejsce w promocji chóralnej pieśni o tematyce marynistycznej lub kaszub­skiej zajmuje Ogólnopolski Festiwal Pieśni o Morzu, organizowany w tym mieście od 1972 roku. Oprócz nich w Wejherowie mają miejsce także inne wydarzenia, podczas których występuje „kaszubska muzyka”.

Ostatnim takim wydarzeniem był kon­cert, który odbył się w drugą niedzielę grudnia w Filharmonii Kaszubskiej. Tytuł wydarzenia – Kaszëbsczé farwë / Barwy Kaszub – doskonale korespondo­wał z koncertowym programem, który z głęboką znajomością tematu „muzyki naszej małej Ojczyzny” skonstruowała etnomuzykolog dr Witosława Frankow­ska. Muzyka Kaszub mieniła się podczas wieczoru paletą barw. Ta wielobarwność uwydatniała się między innymi w roz­ciągłości czasowej pochodzenia poszcze­gólnych utworów, od pieśni z tekstem XVI-wiecznego bytowskiego pastora Szymona Krofeya, po prawykonanie po­wstałych w 2013 roku „Pieśni fonemicz­nych” Karola Nepelskiego.

Trzyczęściowy koncert zainauguro­wały pieśni o tematyce świeckiej (wy­jątek stanowił Psalm 128) opracowane przez Witosławę Frankowską na głosy solowe z towarzyszeniem orkiestry. Dobór utworów nie był przypadkowy, zestawione z sobą zostały pieśni ludo­we z krańców Kaszub (Wdzydz Tuchol­skich i Mierzei Helskiej) oraz napisane przez naszych rodzimych kompozyto­rów.


6. O Filharmonii Kaszubskiej. Z Jolantą Rożyńską rozmawia Tomasz Fopke

Od kilku miesięcy Wejherowskie Cen­trum Kultury działa w nowym, wielo­funkcyjnym obiekcie, który nosi dum­ną nazwę Filharmonii Kaszubskiej. Czy słowo „kaszubska”, to sztandar czy brzemię dla współczesnej instytu­cji kultury?

Słowo „kaszubska” w nazwie naszego budynku z pewnością identyfikuje naszą instytucję na mapie Polski. Użycie tego akcentu w nazwie miało wskazywać nasz region, odróżniać nasz obiekt od innych instytucji, np. z pobliskiego Trój­miasta. Oczywiście propagowanie kul­tury kaszubskiej stanowi jedno pośród wielu zadań Wejherowskiego Centrum Kultury, ale nie jest to misja wiodąca.

Jakie potrzeby sygnalizują odbiorcy? Co jest modne a którą gałąź sztuki wciąż uważa się za „obciach”?

Centrum oferuje przede wszystkim dzia­łalność sceniczną i edukacyjną. W ramach tej pierwszej prezentujemy wszystkie główne nurty: od koncertowej – symfo­nicznej, przez teatr, koncerty jazzowe, folkowe, poezję śpiewaną aż po film, sze­roko rozumiany (nie tylko aktualne pre­mierowe propozycje, lecz również kino niszowe, dyskusyjne, pofestiwalowe).


8. XIX Zjôzd Delegatów K-PZ w òbiektiwie

30 lëstopadnika 2013 r. we Gduńskù delegatowie Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô wëbrelë nowé wëszëznë, kôrbilë ò stojiznie stowôrë i mëslelë, co pòzmienic w przińdnoce w K-PZ. Hewò pôrã òdjimków z tegò wëdarzeniô.


9. Łukasz Grzędzicki. Kierunek przyszłość

Każdy, kto obserwował w ostatnich latach działania ZK-P, może stwierdzić, że nasza wspólna aktywność, często wypływająca z twórczego entuzjazmu, wzmocniła w wielu obszarach Zrze­szenie. Efekty naszej pracy mogą być źródłem satysfakcji, ale też pozostaje ciągły niedosyt. Bycie członkiem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, to przecież zawsze będzie zobowiązanie pełne wyzwań.

Jesteśmy już po XIX Zjeździe Delegatów Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Było to ważne wydarzenie dla wszystkich za­angażowanych w rozwój ruchu kaszub­sko-pomorskiego. Za nami ciekawa trzy­letnia kadencja, z której przedstawiliśmy sprawozdania, udzielono nam absoluto­rium. Zjazd był okazją do spotkań, dys­kusji, zgłaszania najróżniejszych spraw do załatwienia i wysuwania postulatów, także pod adresem władz lokalnych, re­gionalnych czy centralnych. Na progu nowej kadencji pragnąłbym przedstawić kilka zadań, które są istotne i na które będę chciał w najbliższym okresie zwró­cić szczególną uwagę.

Uczmy się

Od początku istnienia ZK-P jego liderzy przywiązywali dużą wagę do proprzy­szłościowego ukierunkowania jego ak­tywności. Niedostatek dobrze wykwa­lifikowanych kadr wywodzących się z rodzimej ludności Pomorza i czujących jego realia był w XX w. ciągle obecnym problemem naszego regionu, ograni­czającym rozwój kulturalny, społeczny i gospodarczy.


11. Łukasz Grzędzicki. Prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Profesorze, Bóg zapłac!

18 gòdnika 2013 rokù ùmarł Bruno Synak, profesor socjologie, prorektor Gduńsczégò Ùniwersytetu, wielelatny przédnik Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô i Sejmikù Pòmòrsczégò Wòjewództwa, kawalér Òrderu Òdrodzeniô Pòlsczi i wiele jinëch wëprzédnieniów. Aùtor nôùkòwëch pùblikacjów i snôżi aùtobiografie Moja kaszubska stegna. Miôł 70 lat.

Profesor B. Synak ùrodzył sã 23 ruja­na 1943 rokù w Pòdjazach w gminie Sëlëczëno. Skùńcził kòscersczé Pedagògiczné Liceùm i w rokù 1963 za­czął ùczbã w Studium dlô Szkólnëch Fizycznégò Wëchòwaniô we Gduńskù. Pózni sztudérowôł pedagògikã w Wëższi Pedagògiczny Szkòle. Méstersczi dokôz òbronił w 1969 rokù. Doktorat na War­szawsczim Ùniwersytece skùńcził w 1973 rokù i wrócył na Pòmòrzé. Zaczął robòtã w Zakładze Socjologie GÙ. W 1983 rokù dostôł habilitacjã, òd 1989 béł czerownikã Zakładu Òglowi Socjologie, a w 1993 òstôł profesorã. Trzë razë béł prorektorã. W 80. latach òdeszedł z ti fónkcji na znak soli­darnoscë z rektorã Karolã Taylorã, jaczi òstôł wërzucony ze stanowiszcza za ùdzél w pògrzebie sztudérë Môrcëna Antonowi­cza, chtëren mést béł zabiti przez ZOMO.

W 1998 rokù òstôł wiceprzédnikã Sejmikù Pòmòrsczégò Wòjewództwa, a w latach 2002–2010 nim czerowôł.


14. Krzysztof Korda. Odrobiona lekcja?

Były obawy, czy Pasierb będzie dobrym patronem roku 2013. Czy zostanie zrozumiany i przyjęty na Kaszubach? Czy wzbudzi zainteresowanie Pomorzan? Po roku widzę, że obawy okazały się przedwczesne, ale czy mamy poczucie sukcesu?

Rok ks. Janusza Stanisława Pasierba uro­czyście zainaugurowaliśmy 7 stycznia w Tczewie w Zespole Szkół Ekonomicz­nych, których jest patronem. W uroczysto­ści uczestniczyli duchowni z prymasem seniorem abp. Henrykiem Muszyńskim, biskupem pelplińskim Ryszardem Kasy­ną i biskupem włocławskim Wiesławem Meringiem oraz przyjaciele ks. Pasierba, członkowie Zrzeszenia Kaszubsko-Pomor­skiego a także młodzież z tczewskiego ekonomika. Rok rozpoczął się w szkole i również w szkole się zakończył – w pel­plińskim Liceum Ogólnokształcącym także noszącym imię Pasierba.

Co udało się zrealizować? Czy cele zostały osiągnięte? Jak Rok ks. Janusza St. Pasierba oceniają jego inicjatorzy, działacze ZKP z Kociewia, osoby zaanga­żowane w popularyzację dorobku tego wielkiego Pomorzanina?


16. Stanisław Salmanowicz. Córka niezwykłych ludzi

Ojciec i matka Stanisławy Przybyszew­skiej byli rzeczywiście ludźmi niezwy­kłymi. Stanisław Przybyszewski, choć jako pisarz mało już czytany, pozostał wielką postacią polskiej kultury prze­łomu XIX i XX w. O jej matce, Anieli Pająkównie, znakomitej malarce, mało kto dziś pamięta poza historykami malarstwa. A przecież i jej życie, i życie jej córki to niemal gotowy scenariusz filmu, tragicznego.

Życiorys Anieli Pająkówny, jednej z pierwszych polskich wybitnych mala­rek, przypomina po troszę karierę Kop­ciuszka, pozbawioną przecież radosne­go zakończenia. Urodziła się w Medyce (1864 r.) w majątku Pawlikowskich, jako córka Jana, zaufanego sługi Mieczysła­wa Pawlikowskiego, i jego żony, Heleny z Dzieduszyckich. Pałac w Medyce żył muzyką, literaturą i sztuką. Był także swego rodzaju muzeum, a obok wspa­niałej biblioteki szczycił się zbiorem ry­cin, jednym z najznakomitszych w Pol­sce.


18. Tómk Fópka. Piesniô – zdënk słowa i mùzyczi

Mùzyka zaczinô sã tam, dze sã kùńczą słowa – pisôł sto lat temù Claude Debussy, francësczi ùsôdca mùzyczi, co rozmiôł jak nicht jiny malowac zwãkã. Równak czë sygnie samò malo­wanié zwãkã? A co je wôżniészé: słowò czë mùzyka? Czë jedno z drëdżim mòże jic w pôrze? A czë mùzyka barżi pòmôgô, czë przeszkôdzô słowù?

Pëtaniów je wiele i òdpòwiesców dosc tëli. Słowò je dokładné. Jãzëk nazywô. Òpisywô. Mùzyka za to je wseczëcym. Dopòwiôdô. Je przedłużenim słowa.

Pòwiéta, że w sami mòwie je mùzyka. Kò mòże z melodie wëdowiedzec sã znaczeniô gôdaniô. Chcemë wząc prosté słowò: „jo”. Żelë pòwiémë „jo, jo” z me­lodią òpôdającą – wińdze na to, że nie wierzimë w to, co mówimë. Rzeknie­më, a barżi krzikniemë „jo!” – z melodie wëchòdzy pewnosc. Zacygniemë „joo?” do górë – i wiémë, że… nie wiémë.


20. Sławomir Lewandowski. Pociąg do Helu opóźniony o kilka miesięcy

Najważniejsze regionalne połączenie kolejowe w powiecie puckim i jedno z najważniejszych na Pomorzu przechodzi właśnie modernizację. Infrastruktura kolejowa na tej trasie była przesta­rzała i między innymi właśnie z tego powodu od 2012 roku jest gruntownie przebudowywana.

Trochę historii

Drogę do realizacji przedsięwzięcia pn. „Rewitalizacja i modernizacja tzw. Hel­skiego korytarza kolejowego – linii kole­jowej nr 213 Reda – Hel” otworzyło pozy­skanie dofinansowania z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

Kolejowy szlak przez Mierzeję Hel­ską to jedna z najpiękniejszych tras, jakie może zaproponować swoim pasażerom polska kolej. Jazda pociągiem po torach ułożonych pomiędzy Bałtykiem a Zatoką Pucką to atrakcja sama w sobie, dla wie­lu – niezapomniane przeżycie; można obserwować helskie lasy, stare rybackie chaty, a przede wszystkim nadmorskie krajobrazy.

Linia kolejowa nr 213 Reda – Hel li­czy niemal 62 km i powstawała etapami w latach 1879–1928. Właściwie jest ona połączeniem kilku linii. Pierwsza z nich to linia Reda – Puck oddana do użytku 15 grudnia 1898 roku.


22. Marek Adamkowicz. Chłopiec z Lisiej Grobli

Los związał Franza Kocha z Pomorzem. Jego dzieciństwo przypadło na lata wojny, a spędził je w Gdańsku i na Żuławach.

To była zima. Jedna z najsroższych od lat. Franz Koch miał wówczas ledwie pięć lat i akurat wyruszył w podróż na Syberię. Na szczęście nie była to ta prawdziwa Syberia, ale jej wyobrażenie, jakie mógł mieć mały berlińczyk, widząc zaśnieżone Pomorze i Prusy Zachodnie. Pod koniec 1939 r. jego ojciec, Max, został skierowany do Gdańska. Miał pracować dla Reichsnährstand – orga­nizacji zajmującej się żywnością i regulacją produkcji rolnej. Wkrótce sprowadził żonę Gertrudę i dzieci: Franza i młodszą od nie­go Christę.

Moment przeprowadzki był szcze­gólny – zbliżało się Boże Narodzenie, ale zanim nadeszło, wrażenie na chłopcu ro­bił widok portowego miasta, tak inny od tego, co pamiętał z rodzinnego Berlina.


24. Leszek Kolendowski. Ks. Jan Müller CR

Urodził się i wychował na Kaszubach. Pracował m.in. w Skole na Podkarpaciu, Lwowie i Gniewie. Serce oddał jednak przede wszystkim mieszkańcom Kościerzyny, z którą związał się w 1947 roku i pozostał w niej aż do śmierci w roku 1973.

Lata młodości i II wojna światowa

Jan Müller urodził się 3 stycznia 1905 roku w Chwaszczynie (k. Gdańska) w ro­dzinie kaszubskiej. W jego domu mówiło się głównie po kaszubsku i po niemiec­ku. Uczęszczał do niemieckiej szkoły ele­mentarnej w rodzinnej wsi, a później do gimnazjum klasycznego w Wejherowie (niem. Neustadt). Naukę kontynuował w Małym Seminarium Duchownym Zmartwychwstańców we Włocławku. Następnie wstąpił do nowicjatu u księży zmartwychwstańców w Krakowie.

Święcenia kapłańskie przyjął 30 czerwca 1935 roku we Lwowie, a już od 1 września 1936 roku pracował jako katecheta w Skole, małym miasteczku podkarpackim. Uczył tam religii w trzech szkołach podstawowych. Praca ta nie była łatwa, ponieważ trzeba było dojeż­dżać do filii parafialnych w promieniu 40 km. Obowiązki duszpasterza i kateche­ty pełnił do 1939 roku. W latach 1939–1941 nadal świadczył posługi religijne w swo­jej parafii.


27. Tadeusz Linkner. Profesor z Krakowa na Kaszubach (część 1)

Na przełomie wieków XIX i XX uwagę Polaków na ten region zwrócił Bernard Chrzanow­ski. Poza nim i młodopolskimi artystami odwiedzającymi Kaszuby, do tej części naszego kraju przyjeżdżali i obejmowali swoimi badaniami Kaszubów językoznawcy, którzy tak naprawdę byli pierwszymi badaczami tego regionu.

Często tak bywa, że zanim się dociera do sedna sprawy, trzeba najpierw obszerniej­szego omówienia zda się zupełnie innej kwestii, aby zaistnienie tej najważniej­szej zostało tym lepiej zrozumiane. Tak właśnie jest z podanym w tytule profeso­rem z Krakowa – Kazimierzem Nitschem, twórcą polskiej dialektologii, który całe Kaszuby, Kociewie i borowiacki region obszedł i objechał rowerem już w pierw­szych latach dwudziestego wieku.

Jak już wspomniano, to badacze języ­ka byli też pierwszymi badaczami Kaszub. Nie wystarczy tu wymienić rosyjskie­go uczonego, P.I. Prejsa, który podczas swego pobytu w Gdańsku w 1840 roku porównywał kaszubskie słownictwo z rosyjskim, nie wystarczy pamiętać o A. Hilferdingu, który z Florianem Ceynową zwiedzał w pierwszych dniach sierpnia 1856 roku Kaszuby, aby potem opisać swoje spostrzeżenia w pracy Остатки славян на южном берегу Балтийского Моря (1862; Resztki Słowian na południo­wym wybrzeżu Morza Bałtyckiego, 1989), ale także trzeba wiedzieć o J. Bernoullim, który niemal sto lat wcześniej (1777–1778), podróżując po pruskich, rosyjskich i pol­skich okolicach, trafił do wsi Słowińców Szczepkowice i opisał mowę jej mieszkań­ców, o czym dowiadujemy się ze wstępu Jerzego Tredera do Floriana Ceynowy Uwag o kaszubszczyźnie (2001).


30. Rajmund Knitter. Kolekcja Amrogowicza (cz. 2)

Pomorski patriota, działacz narodowy i społecznik, a przede wszystkim kolekcjoner – Walery Cyryl Amrogowicz. W ubiegłym roku minęło 150 lat od dnia jego narodzin.

Czepce, tabakiery, grafiki, znaczki...

Pasja Amrogowicza nie ograniczyła się do kolekcjonowania numizmatów (pod koniec życia jego zbiór liczył ok. 500 monet rzymskich, ponad 400 starogreckich, 250 średniowiecznych, 400 różnych starszych i młodszych monet i medali polskich oraz przeszło 1000 monet z nowszych czasów), które dziś stanowią wielką rzadkość i wielokrotnie są jedynymi egzemplarzami w polskich zbiorach. Z czasem zaczął gromadzić ma­terialne zabytki sztuki kaszubskiej, takie jak tabakiery, czepce i hafty kaszubskie. U lokalnego artysty Alfonsa Wysockie­go z Kościerzyny zamówił 40 akwarel i rysunków wykonanych piórkiem, przedstawiających zabytki kaszubskie­go budownictwa ludowego, ozdób or­namentacyjnych i hafciarskich. Ponadto posiadał zbiór grafik takich mistrzów, jak Rembrandt, Dürer, Jacques Callot, Jeremiasz Falck (w pojedynczych egzem­plarzach) oraz 127 sztychów Daniela Chodowieckiego.


32. Z Wilna na Kaszuby. Ze Zbigniewem Szymańskim rozmawiają Miłosława i Sławina Kosmulskie

Gościmy u Zbigniewa Szymańskiego w jego mieszkaniu w Gdyni. Rozmawiamy o dawnych cza­sach, wspominamy ludzi, którzy odeszli. Dla nas jest głównie poetą (do tej pory napisał ponad półtora tysiąca wierszy), ale wiemy, że jego życie było pełne ciekawych, często zaskakujących wydarzeń. Dzielimy się rolami: Sławina pyta, a Miłosława nagrywa, notuje i dopytuje.

Spotkanie z naszym gospodarzem jest jak zetknięcie się z żywą legendą. Z uczestnikiem i świad­kiem wielkich wydarzeń XX wieku, żołnierzem, architektem i poetą, którego los z ziemi wileń­skiej przeniósł na ziemię pomorską. Zbigniew Szymański jest członkiem Zrzeszenia Kaszubsko­-Pomorskiego oraz Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Niegdyś był blisko związany z gdańskim gronem literackim: Różą Ostrowską, Lechem Bądkowskim, Franciszkiem Fenikowskim.

Proszę powiedz, jak toczyły się Twoje losy podczas drugiej wojny światowej?

Kiedy miałem 17 lat, byłem w oddzia­łach partyzanckich AK i po powstaniu wileńskim sowieci wywieźli mnie do Kaługi. Tam trafiłem do Armii Czerwonej. Witali nas z orkiestrą, a potem rozbroili i kapitan rosyjski mówi: „To tylko tymczasowo, bo wy dostaniecie nową broń rosyjską i pójdziecie do pol­skiej armii”.


35. Jerzi Hoppe. Òficér (dzél 3)

1939–1945 – w niemiecczi niewòli

Czej Niemcë pò spisënkù i òddzélenim òficérów prowadzëlë jich spòd Żeraniô na banowiszcze, Róbert miôł w se wiele gòrzu i smùtkù. Górz miôł na Szkòpów, ale téż na rëchlészé cëgaństwa pòlsczi propagańdë. I na niechtërne rozkazë pòd Mławą. A béł smùtny, bò ùbëło mù wiele żôłniérzi i kamrôtów. Do tegò mùszôł głowã spùscëc, czej Niemcë terô przez miasto prowadzëlë długą kolonã pòjmańców, bò na nich zdrzelë stôri lëdze, białczi, dzecë z Pradżi. Takô sromòta! Niechtërny tam płakelë, ale trôfiało sã, że plwelë, czej widzelë òficérów pòd nie­miecką starżą. Òni téż rëchli wierzëlë, że Pòlskô je jak na plakatach „Silna! Zwarta! Gotowa!” i że nie òddómë Niemcóm na­wetka knąpë.

Òficérów Niemcë zaladowelë do nor­malnëch òsobòwëch wagónów. Dopiérkù ò cemnicë cuch rësził na zôpôd. Jachôł pòmału, czãsto przëstôwôł, bò pewno pierszéństwò miałë jiné cudżi wòjskòwé. Czej sã rozwidniło, bëlë gdzes ju na Szląskù. Niechtërne nazwë banowëch bùdinków bëłë słowiańsczé, le pisóné z niemiecka. Minãło jesz pôrã gòdzënów, za òknama krôj sã zmieniwôł, jaż doja­chelë do wiôldżégò miasta z wieżama. To Dresden, Drezno. Na bòcznicë sto­jelë z gòdzënã i znów jachelë, tą razą w starnã jesz wësoczégò słuńca. Za òknã całi czas towarzësza jima rzéka.


39. Róman Drzéżdżón, Danuta Pioch. Ùczba 29. Bògùsłôw X Wiôldżi
Bògùsłôw to pò pòlskù Bogusław. Wiôldżi znaczi wielki. Réza to je podróż, wędrówka, wycieczka. Szlach to szlak, ślad.

Cwiczënk 1

Przeczëtôj gôdkã i przełożë jã na pòlsczi jãzëk. Wëzwëskôj do te słowôrz kaszëbskò-pòlsczi. (Prze­czytaj rozmowę i przetłumacz ją na język polski. Wykorzystaj do tego słownik kaszubsko-polski).

– Wiész të, co jô móm wëmëszloné?

– Të mie sã nie pitôj, le gadôj, jô ù ce w głowie nie sedzã. Ò ósmi reno nie je letkò sã domiszlac, ò co bë kòmù mògło jic.


41. Marta Szagżdowicz. Cuda, cuda w stajeneczce

Pozostając w świątecznym klimacie, wyruszamy dziś do kościoła franciszkanów pod wezwa­niem św. Trójcy na gdańskim Starym Przedmieściu. Zobaczymy tu najsłynniejszą – bo ruchomą – gdańską szopkę.

Ach ubogi żłobie,

cóż ja widzę w tobie?

Szopka u franciszkanów bynajmniej ubo­ga nie jest. Zobaczymy tutaj aż 80 posta­ci. Maryję z Józefem i Dzieciątkiem Jezus wita między innymi święty Wojciech, ale i dominikanin Jacek Odrowąż. Korowód świętych i błogosławionych zamyka po­stać Jana Pawła II. Oprócz wyniesionych na ołtarze spotkamy tu także wybitnych gdańszczan, jak choćby Jana Heweliu­sza czy Daniela Gabriela Fahrenheita. Scenerię tworzą charakterystyczne dla Gdańska obiekty. Figury, ukazując się wi­dzom, wjeżdżają przez bramę ozdobioną gdańskim herbem. Ujrzymy też starego Neptuna, średniowieczny Żuraw i wieżę Ratusza Głównomiejskiego. Są tu nawet współczesne pomniki – Obrońców We­sterplatte oraz Poległych Stoczniowców. Ponieważ szopkę odnawiano w latach 2009–2011, ku uciesze fanów piłki noż­nej znalazło się w niej miejsce dla stadio­nu na Letnicy.


42. Jacek Borkowicz. Avalon (cz. 15)

Wypiętrzona nad morskim brzegiem skała Tyntagielu znajoma jest wszystkim, którzy czytali Dzieje Tristana i Izoldy w tłumaczeniu Boya. Na szczycie klifu wznoszą się ruiny zamczyska legendarnego Króla Marka, zdradzonego przez tytułową parę bohaterów.

Stąd też właśnie, z owego kamienistego, dzikiego na pozór zakątka Kornwalii, romans, za pośrednictwem bretońskich bardów, rozniósł się po całej średnio­wiecznej Europie.

Imię Tyntagielu związane jest także z inną, jeszcze głośniejszą celtycką opo­wieścią: to tutaj miał zostać spłodzony Król Artur, władca rycerzy Okrągłego Stołu. Tutaj zaczyna się arturiańska le­genda, najbardziej znany mit krajów Zachodu. Ale jego dalszego ciągu należy szukać gdzie indziej.

Nad brzegiem Zachodniego Morza

Zagraniczni turyści, przybywający tu, by podziwiać surowe piękno nadmorskiej krainy, biorą często Tyntagiel za sam baśniowy Kamelot. Są jednak w błędzie. Aby trafić do rezydencji Artura i jego rycerskiej gwardii, trzeba nam udać się 150 kilometrów na wschód, w kierunku nasady Półwyspu Kornwalijskiego.


43. rd. Sësznik tińtu

Chòc kòżdé dzeckò jesz w szkòle mãczi sã pisadłã, niechtërny prorokùją, że kùńsztu rãcznégò pisaniô mdze ju wnetka kùńc. Królëją doch kòmpùtrë a drëkarczi. Jak mdze – ùzdrzimë za piãc, dzesãc, dwadzesce lat. Jesz dopiérze rãczné pismò je w ùżëtkù, a trzimie sã mòckò.


44. Andrzéj Kraùze, Tomôsz Lidzbarsczi. 100 lat parafie w Bòrowim Młinie

Wësoczi, ceglany kòscół, chtërny stoji na ùrzmie krótkò szaséji we westrzódkù wsë, je widzec dalek. Na szpëcu wieżë miast krziża dozdrzimë blaszanégò kùrona. Jesmë w Bòrowim Młinie. Leżnosc, żebë napisac ò ti swiãtnicë, je bëlnô – 100-lecé parafie.

Jedna zemia – dwa wëznania

W tim rokù minãło ju sztërnôsce lat, jak tu jem. Pò Mikòrowie, w chtërnym jô robił dwa lata, to mòja pòstãpnô parafiô na zôpad­nëch Kaszëbach – taczima słowama witô naju ks. Jack Halman, jaczi pòchòdzy z Gdini i je probòszczã w Bòrowim Młi­nie òd 25 séwnika 1999 rokù.

Wiele stalatów katolëcë z ti wsë słëchelë parafie w Bòrzëszkach. Bëło tak jaż do zaczątkù XX wiekù. W rokù 1913 Aùgùstin Rosentreter – biskùp diece­zje chełmińsczi w latach 1898–1918 – erigòwôł parafiã Bòrowi Młin. Ale Kòmitet Bùdowë Kòscoła pòwstôł tuwò ju w 1908 rokù.


46. Bogusław Breza. Pomieszane z poplątanym, czyli polityczneciekawostki

W ocenie politycznych podziałów, także programów i działań poszczególnych partii, szczególnie tych historycznych, często stosujemy ostre, wyraziste kryteria, niekiedy odpowiadające naszym osobistym poglądom. W rzeczywistości jednak występuje w nich mnóstwo różnych odcieni, niejednokrotnie trudnych do jednoznacznej weryfikacji i opisu.

Wezwanie do poparcia „prawych chrześcijan”

Trzymam w ręku jedną z międzywojen­nych ulotek wyborczych, wzywających do głosowania w wyborach parlamen­tarnych na dwóch kandydatów z Kaszub, Józefa Kamińskiego z Kościerzyny i Mieczysława Michalskiego z Gdyni. Zaznaczmy od razu, że byli oni zwolen­nikami sanacji i członkami Bezpartyjne­go Bloku Współpracy z Rządem i przez to ugrupowanie zostali zaproponowani jako kandydaci do ówczesnego Sejmu.


48. ELSKI. Nadzwëkòwi kaszëbsczi chùr

Towarzëstwò Spiéwôków miona Jana Trepczika we Wejrowie w gromicznikù swiãtëje swòje jubileùm. Dzejô ju 10 lat.

Pòczątczi chùru sygają drëdżi pòłowë dwadzestégò wiekù, czej szkólny Jón Trepczik prowadzył nié leno szkòłowi chùr dzecy, ale téż przë Związkù Warkòwim Banowëch (Związek Zawodo­wy Kolejarzy – ZZK) Chùr Kaszëbsczi Mło­dzëznë. To slédné spiéwné karno liczëło strzédno 30–40 lëdzy. Rozkòscérziwelë òni kaszëbską chòrankã na rozmajitëch rozegracjach, jak w Dniach Mòrzégò w Gdini, na òżniwinach, a téż na wińdze­niowi réze 26 cërpińca (smùtana) 1955 rokù do Krakòwa ë Wieliczczi. 24 czerwiń­ca 1956 spiéwalë na Jubileùszu Spiéwnégò Karna ZZK ,,Lutnia” w Malbòrgù i wiele ùroczëznach Kaszëbsczégò Zrzeszeniô. 22 lëpińca 1959 rokù spiéwalë téż na Zlo­ce Młodzëznë Kaszëbsczi w Kòscérznie, òbczas wanodżi pò Kaszëbach.

Pò bezdokôzowëch rewizjach 14 gòdnika 1960 rokù ù dzejôrzów kaszëb­sczich, J. Rompsczégò, S. Bieszka ë A. Labùdë, nastało zamercé dzejaniô tak w Zrzeszenim, jak i w Trepczikòwim Chùrze Kaszëbsczi Młodzëznë.


50. Kazimierz Ostrowski. Rok spokojnego słońca

Minął rok. Zwyczajny, niewyróżniający się niczym, jak kolejne mijane drzewo przydrożne. A jednak gdy jeden rok się koń­czy, a drugi zaczyna, jesteśmy skłonni obejrzeć się za siebie i podsumować wydarzenia: co przeżyliśmy? czego byliśmy świadkami? I co z tego zapa­miętamy?

Był to rok pogłębionej re­fleksji nad dziełem ks. Janusza Pasierba, artysty i filozofa, nauczyciela o niespotykanej mądrości i wrażliwości.


50. Rok pòkójnégò słuńca. Tłom. Hana Makùrôt


52. Maria Pająkowska-Kensik. Gdzie zaczyna się niebo…

Ile już Wigilii za mną… Odpowiedź jest prosta, niby. Chodzi jednak o te szczegól­ne, zapamiętane. I tu stają przed oczami skromne, ale szczęśliwe wieczory wigilij­ne w rodzinnym domu, gdzie prawdziwe świeczki na choince nie były kaprysem, ale koniecznością, bo na wybudowaniu wsi Sulnówko, gdzie mieszkałam, nie było prądu elektrycznego. Do matury uczyłam się przy naftowej lampie, choć niedaleko, w Gródku i Żurze, dawno funkcjonowały znane pomorskie elektrownie. Trudne warunki hartują, można potem żyć bez narzekania, a nawet bardziej się wszyst­kim cieszyć. Na przykład wystarczyło, że właśnie w Wigilię – jakby na zamówienie – zaczął padać śnieg, stając się odświęt­nym upiększeniem krajobrazu. To też po­czątek nieba. Potem czekanie na Gwiaz­dora. Nie przynosił bogatych prezentów, odpytywał z pacierza, groził pydą…


54. Listy


56. Z drugiej ręki

Nalézë môlowi darënk!

Radio Gdańsk, Na bôtach i w bòrach, 10.11.2013

[RG, Magda òd Kropidłowsczich] gdansk. findlocalgift.com to pòzwa nowégò internetowégò krómù, w chtërnym môlowi artiscë z Kaszub i Pòmòrzô bãdą mòglë sprzedawac swòje wërobë.

Chcemë, cobë turiscë i pòdjimcë òdwiedzający nasz region swiadomò wëbiéralë pamiątczi a darënczi dlô blis­czich a téż dlô biznesowëch partnerów, tak cobë nie kùpiwelë chińszczëznë, ale prôwdzëwé lokalné produktë – gôdô Ma­céj Czucha z pòrtalu findlocalgifts.

 

Kłopòt z pòmòrską ksążką

Radio Gdańsk, Na bôtach i w bòrach, 17.11.2013

[RG, Magda òd Kropidłowsczich] Ksąż­kóm z Pòmòrzô i ò Pòmòrzim felëje przede wszëtczim dobri promòcje, temù wëdôwiznë z jinëch dzélów Pòlsczi rozmieją trafic do wszësczich, a na Pòmòrzim cãżkò je wëprzińc pòza swój region. Do te wnioskù doszlë ùczãst­nicë IV Pòmòrsczi Debatë ò Kùlturze. Z pòmòrską ksążką mają kłopòt téż wëdôwcë – gôdô Krësztof Grynder z Wëdôwiznë Oskar.

 

Kaszëbsczé jadło w Chinach

Radio Gdańsk, Na bôtach i w bòrach, 8.12.2013

[RG, Magda òd Kropidłowsczich] Stało sã. W Szanghaju stoji kaszëbskô restaùracjô. Jesz òb lato më gôdelë, że taczi bùdink, całi z drzewa, w stôrim stilu, pòwstôwô na pòdwòrzim w Łebie. Òstôł tam zbù­dowóny, a pòtemù rozebróny, balka pò balce pònumrowóné i włożoné do kon­tenerów. Nié tak dôwno kòntenerë przë­płënãłë do Chinów i naszi lëdze jachalë składac restaùracjã na placu. W restaùracji serwòwóné mdze kaszëbsczé jedzenié. (...)


57. Rehabilitacjô i Szlachcónczi...

W 2012 rokù w Kaszëbsczim Instituce we Gduńskù òsta ùstanowionô Nôùkòwô Nôdgroda m. Gerata Labùdë. Łoni kapituła pòd przédnictwã prof. Józefa Bòrzëszkòwsczégò wëbrała pierszich dobiwców. Òstelë nima: Sylwiô Bikòwskô i Agnészka Chlebòwskô.

Nôdgroda je przëznôwónô dzãka donacji profesora Gerata Labùdë i jegò familie. Pòdług regùlaminu mô bëc wrãcziwónô młodim badéróm za nôùkòwi dokôz wëdóny òb czas slédnëch trzech lat, za cykl ksążkòwëch pùblikacjów abò za jesz niedrëkòwóny dokôz. Prôce mają rozkòscerzac wiédzã ò Kaszëbach i Pòmòrzim, a téż bëc na wësoczi hùmanisticzny rówiznie. Westrzód regùlaminowëch warënków dobëcô na­lôzł sã téż „piãkny jãzëk” i zrozmiałosc dlô czëtińców, chtërny nie są ùczałima.

Kapituła (prof. J. Bòrzëszkòwsczi, prof. Witóld Mòlik, prof. Cezari Òbracht-Prondzyńsczi, prof. Jerzi Strzelczik i prof. Je­rzi Tréder) żdała na nôlepszé dokazë do 30 maja łońsczégò rokù. Do kònkùrsu òstało dopùszczonëch 10 dokazów.


58. Magdalena Izabella Sacha. Milczący głos samotnych pruskich szlachcianek

Czarno-białe fotografie na okładce książki nie pochodzą z albumów rodzinnych, nie dokumentują hucznych wesel ani chrzcin, ani familii zebranej wokół ojca – głowy rodziny. Pierwsza z nich przedstawia puste wnętrze mieszkania, tak można sądzić na pierwszy rzut oka, dopiero po chwili widz dostrzega samotną kobiecą postać siedzącą na parapecie okna, wpatrzoną w świat za szybą. Na drugiej fotografii widzimy kilkanaście kobiet w dojrzałym wieku. Nie są to jednak mniszki, o czym świadczy ich strój – skromne bluzki, długie spódnice, tu i ówdzie koronkowy kołnierzyk lub kamea pod szyją. Nie są one zapewne rodziną, jak więc znalazły się razem na wyblakłym zdjęciu?

Zdjęcia z epoki, która dawno temu ode­szła w przeszłość, są zaproszeniem do pracy habilitacyjnej autorstwa Agnieszki Chlebowskiej, adiunkt w Instytucie Hi­storii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Szczecińskiego i laure­atki nagrody im. prof. Gerarda Labudy. Opracowanie szczecińskiej historyczki przybliża polskiemu czytelnikowi świat daleki od głównego nurtu historii Prus, w którym główną rolę odgrywały suk­cesy bitewne pruskiej armii i zręczne po­ciągnięcia polityczne królów i kanclerzy. W potocznym pojęciu, zaczerpniętym czy to z podręczników szkolnych, czy to z fundamentalnych opracowań Stanisła­wa Salmonowicza, Prusy to państwo bez kobiet.


60. Daniel Kalinowski. Dramaturgiô Annë Łajming. Dzél 1: Tematë i kònwencje

Tłom. Bòżena Ùgòwskô

Anna Łajming dała sã pòznac przédno ze swòji prozë, tak ti aùtobiograficzny, jak i fikcjonalny. A timczasã napisa jesz sztërë dramaturgiczné dokazë, leno jak dotąd nie bëłë òne szerzi analizo­wóné w tradicji nôùkòwi. Gwësno dô sã nalezc cekawé ùwôdżi ò apartnoce pòkôzaniô na binie ji dramatów, przë czim bëłë to barżi dosc òglowé merczi òdnôszającé sã do téatralnégò żëcégò Ka­szëb, nigle przedstawienié spòsobù jich rozmieniô na spòdlim dramatologicznëch badérowaniów.

Zacznã òd samégò spòdlégò, to je zestôwkù dokazów Łajming pisónëch z ùdbą pòkôzaniô jich na binie. Ji drama­turgicznô droga zaczãła sã òd szołobùłczi „Parzyn”, przësłóny na kòszalińsczi kònkùrs lëteracczi w 1958 rokù, chtër­na jesz nie bëła wëdónô w drëkù. Pòstãpnym dokazã je „Szczescé” – bi­nowi òbrôzk w dwùch zdrzadniach, pierszi rôz òpùblikòwóny w 1959 rokù. Pòtemù napisała widzawiszcze „Pustko­wie”, chtërnégò wëjimk béł drëkòwóny w cządnikù „Kaszëbë”.


62. Lektury


68. KS. Nie żëje Daniél Czapiewsczi

W nocë z 3 na 4 gòdnika 2013 r. w bòlëcë w Starogardze Gduńsczim ùmarł ùsôdzca Centrum Edukacji i Promòcji Regionu w Szimbarkù. Miôł leno 45 lat.

Daniél Czapiewsczi to załóżca firmë Danmar w Szimbarkù, chtërna zajimô sã wërôbianim drzewianëch chëczów, taczich, jaczé znóné są w bùdownictwie na Kaszëbach.


69. Wojciech Szramowski. Całe życie dla Torunia

31 października 2013 r. zmarł dr Kazimierz Przybyszewski, wybitny toruński i pomorski biograf, kustosz i długoletni kierownik Sekcji Rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej w Toruniu, działacz społeczny, współ­założyciel Instytutu Kaszubskiego i oddziału toruńskiego ZKP.

Kazimierz Przybyszewski urodził się 31 października 1937 r. w Gronowie w po­wiecie toruńskim. Dzieciństwo spędził w Toruniu. Po 1945 r. jego rodzina prze­niosła się najpierw do Barlinka w wo­jewództwie szczecińskim, a potem do Zielonej Góry. W 1958 r. uzyskał maturę w Gimnazjum i Liceum dla Pracujących w Zielonej Górze, a następnie rozpoczął studia historyczne na UMK w Toruniu.


70. Działo się w styczniu


71. Bògati wieczór

18 gòdnika 2013 r. w Pùbliczny Biblotece Gminë Wejrowò m. Aleksandra Labùdë w Bólszewie òdbéł sã wieczór na wdôr ks. Janusza Paserba i Jana Drzéżdżona. Westrzód gòscy nalezlë sã przedstôwco­wie parlamentu, môlowëch wëszëznów, białka i syn Jana Drzéżdżona, zna­jôrze lëteraturë i piszący pò kaszëbskù. Òrganizatorama wëdarzeniô bëlë Wójt i Radzëzna Gminë Wejrowò wespół z Pòmòrską Akademią w Słëpskù, Institutã Ksążczi i Kòłã Ùtwórczich Pasjów. Wie­czór, jaczi zaczął sã minutą cëszë na tczã sp. prof. Bruna Synaka, òtemkła direktor­ka bibloteczi Janina Bòrchmann, chtërna pòdrechòwała téż dzejanié bólszewsczégò môla w 2013 r. Gôdała m.jin.ò bùdowie Gminowégò Centrum Wiédzë, Kùlturë i Czëtnictwa w Bólszewie.


71. Zyta Wejer. Hej kolanda, kolanda!

to mi mnielim fejn, bo kele śłantóf cho­dzili po wsi take rarogi – kolandniki. Ty kolandniki chodzili łot chałupi do chału­pi. Robjyłi taki warwas, że dało jych czuć, choc eszcze byli dalek!


72. Ana Glëszczińskô. Kùrón w akcje

To doch ni może bëc jaż tak drãdżé! – mëslôł òn, czej zamikôł dwiérze za swòją białką. Òne wiedno tëli trzôskùją i trzôskùją, a to sã na gwës dô zrobic bez tegò całégò czawrotaniô. A przë tim wie­le chùdzy. Wejle, òstawiła mie nawetka lëstã, co móm dzysô òb całi dzéń do cza­su, jak òna mdze nazôd, do zrobieniô. To bë sã dało i bez taczich wëmëslnëch kôrt­ków. Tec głupi nie jem i widzã, co nót je doma zrobic. Në ale jak ju je, tej niech je. Chcemë w to zazdrzec.


73. AJ. Knégòbùs Radia Kaszëbë

Stowôra Pùckô Zemia, w wespółrobòce ze stowôrą Kaszëbskô Jednota, Kaszëbsczim Institutã Rozwiju i regionalnyma wëdôwiznama, régnãła z Knégòbùsã Radia Kaszëbë. Ta bibloteka, czët­nica i ksążnica na kòłach òb całi 2014 rok òbjedze Kaszëbë zdłuż i w szérz.

Projekt òbjimie młodëch lëdzy, co ùczą sã kaszëbsczégò jãzëka na trzech wiża­wach edukacji – w spòdleczny szkòle, gimnazjum i w szkòle wëżigimnazjowi. Wespół pôrã tësący ùczniów, ale téż jich starszich, chtërny mają wiôldżi znaczënk w pòdjimanim przez dzecë żëcowëch rozsądzeniów ò kaszëbsczi edukacje.

Przédną témą pòtkaniów zaplano­wónëch òb czas wizytów Knégòbùsa bãdze kaszëbskô lëteratura: ji bòkadnosc, ùróbk, a przede wszëtczim znaczënk kaszëbskòjãzëkòwégò czëtaniégò dlô kaszëbsczi edukacji na ùniwersytecczi rówiznie czë wezmë na to w pózniészi warkòwi karierze.


74. Klëka


78. Działo się w Gdańsku


79. Tómk Fópka. Ksawér, to je ò wiatrach

– Przeturzoné tam je, bò Rhóda przeturowôł, ale czë të prze­jedzesz, to jô nie wiém. – Tak rzekła bez mòbilkã, czësto pò kaszëbskù, białka, czej jem kebaba zamôwiôł przë wejrowsczim deptôkù.

Jo. Ksawér je ju précz a razã z nim sztrómù ni ma, piszą w in­ternece. Dwa dnie dowsladë, czedë jem sã pòmału zbiérôł, cobë rëgnąc dodóm z robòtë, do gabinétu weszła…

– Proszã strzédny kebab...

…wastnô Bògùsza i rzekła, że direktor pekaesu…

– a dlô mie strzédny zestôwk i…

…zrobił jã w kònia. Reno wëpùscył aùtobùsë z bazë, lëdze wëjachelë do robòtë, a tej…

– fritczi.

...lëdze ni mielë jak wrócëc dodóm… Donąd pekaes szedł a nazôd nié? Në cëż terô?!

Në tej jedzemë. A z nama plastikòwô szópa do sniegù na tilnym sedzenim.


80. Rómk Drzéżdżónk. Chòc rôz…

Nowi rok – nowé ùdbë – hewò nowé zéwiszcze brifczi, jaczi wczas reno w Nowi Rok (a wa wiéta, że w nen dzéń, to je tak kòle 12 gòdzënë) klepôł mie na dwiérze, wrzeszczącë:

– Wszëtczégò bëlnégò, drëchù, w nym Nowim 2014 Rokù.

Wëlôzł jem zaspóny z wërów, pòdeszedł do òczenka a rik­nął do niegò:

– Biôj mie stąd, pita jeden, të! Zylwestrowé fifë to sã w Zyl­westra robi! Spij a dôj spac jinëma!

Nie dôł sã nen kùńda wënëkac, mie nic, tobie nic, dali kle­pôł i prosył:

– Wpùscë mie bënë, cos cë pòkôżã. Lëstã móm przëniosłé.

– Lëst? W Nowi Rok, je na waju pòczta czësto…!

 

 

Edukacyjny dodôwk „Najô Ùczba”

I Janusz Mamelsczi. Zéńdzenié ósmé: z ks. Bernatã Sëchtą

III Lucyna Reiter-Szczigeł. Swiat farwów

V sł. Lucyna Reiter-Szczigeł, mùz. Jerzi Stachùrsczi. Farwnô bana

VI Nowi Rok w przësłowiach

VII Ludmiła Gòłąbk. Przigòdë skrzata Akrobatë

VIII Hana Makùrôt. Słowòbùdowizna jistników. Jistniczi òdczasnikòwé. Dzél 6

 

 

 

Joomla Templates - by Joomlage.com