Rozmiar czcionki:

Ukazał się wrześniowy numer "Pomeranii" z dodatkiem "Stegna"

 

II Reklama – Radio Gdańsk, prenumerata Pomeranii, Telewizja TTM

III Polska Filharmonia Bałtycka im. Fryderyka Chopina w Gdańsku - reklama

IV Hotel „Sukiennice” w Chojnicach- reklama

 

2. Od redaktora

nie ma się gdzie schować

po otrzymaniu takiej wiadomości

w naszych mieszkaniach nie ma prywatnych kaplic

można tylko na chwilę zamknąć się w łazience

                                                           usiąść na brzegu wanny i powtarzać

                                                           Jezusie Nazareński Jezusie

                                                           to przecież nie może być prawda

Tak pisał ks. Janusz St. Pasierb w wierszu „prywatnie”. Przypomniałem sobie te sło­wa, gdy podczas Zjazdu Kaszubów we Władysławowie dowiedziałem się, że zmarł Józef Chełmowski. Jego śmierć to wielka strata dla tych, którzy go znali, kochali, spę­dzali na rozmowie z nim długie godziny. Ale zapewne jeszcze więcej stracili ci, którzy nigdy go nie poznali. Zostały, co prawda, dzieła śp. pana Józefa: piękne rzeźby, obra­zy, słynna 55-metrowa Apokalipsa, wymyślone przez niego instrumenty, ale żadna wizyta w muzeum nie zastąpi osobistego kontaktu z takim artystą. Niestety… Jego opowiadania, przemyślenia o życiu, o aniołach potrafiły zachwycić nie mniej niż dzieła. Brusy i całe południowe Kaszuby są od 6 lipca 2013 r. znacznie uboższe.

Kiedy w czerwcu organizowaliśmy w Chojnicach warsztaty dla piszących po kaszub­sku, zaplanowaliśmy odwiedziny u Józefa Chełmowskiego w przyszłym roku. Już nie zdążymy. To oczywiste, że nie da się w dwa dni warsztatów zrobić wszystkiego, ale trudno nie czuć do siebie żalu, bo dla młodych miłośników języka kaszubskiego to niepowetowana strata.

Dariusz Majkowski


3. Łukasz Grzędzicki. Żołnierze z gryfem na kołnierzu

„66 pułk piechoty kaszubskiej, prowadzony wytrawną ręką podpułkownika Jarnuszkiewicza, wycinając pułk Lenina pod Bobrujkami, nauczył bolszewików, co warte są pułki polskie, chociażby były w chwilowym odwrocie” – tak pisał w swoim rozkazie pochwalnym 11 lipca 1920 r. dowódca grupy poleskiej na froncie wojny polsko-bolszewickiej Władysław Sikorski, któ­ry zmagał się wówczas z ofensywą Tuchaczewskiego.

Początki w Wielkopolsce

Kilka tygodni później, 9 sierpnia, wyda­jąc rozkazy do przegrupowania przygo­towującego bitwę warszawską, zmu­szony odesłać część oddziałów do grupy uderzeniowej nad Wieprz pod bezpo­średnie dowództwo Józefa Piłsudskiego, Sikorski tak pisał o kaszubskiej jednost­ce: „spokojny i ofiarny pułk kaszubski (...) może służyć za wzór dla innych”. Jak doszło do tego, że w 1920 r. na pierwszej linii wojny z bolszewikami znalazł się pułk złożony z Kaszubów i czym zasłużył sobie na taką reputację wśród polskich dowódców?

Początki kaszubskiego pułku sięgają powstania wielkopolskiego. 11 listopada 1918 r. Niemcy zostały zmuszone do za­warcia rozejmu z Ententą na zachodzie Europy. Problemy gospodarcze i zmęcze­nie przedłużającą się wojną spowodowa­ły eskalację wystąpień rewolucyjnych w Rzeszy. Kaizer Wilhelm II abdykował 26 listopada 1918 r. Niemcy, których armie na zachodzie stały głęboko na terytorium Francji, a na wschodzie od czasów pokoju brzeskiego zajmowały olbrzymi teren od Tallina po Ukrainę, ogarniał chaos. W tym zamieszaniu swoje aspiracje narodowe i chęć przyłą­czenia się do państwa polskiego zdecy­dowanie zaczęła zgłaszać ludność polska wschodnich pruskich prowincji: Poznań­skiej,Prus Zachodnich, Śląska i Prus Wschodnich. W pierwszej z nich w koń­cu grudnia 1918 r. wybuchło powstanie antyniemieckie, a po sukcesach polskich powstańców, którzy zajęli i utrzymali większość obszaru prowincji, 16 lutego 1919 r. strony konfliktu nakłonione zo­stały przez Ententę do zawarcia rozejmu.

 

6. Jest za co Kaszubów chwalić

W tym roku, po raz pierwszy w historii, w Zjeździe Kaszubów wziął udział Pre­zydent Rzeczypospolitej Polskiej. Pre­zydent Bronisław Komorowski udzie­lił z tej okazji dwóch ekskluzywnych wywiadów. Jednego dla „Pomeranii” (opublikowaliśmy go w specjalnym zjazdowym dodatku), a drugiego dla Radia Gdańsk. Poniżej publikujemy ob­szerne fragmenty tej drugiej rozmowy.

Agnieszka Michajłow: Pan jest pierw­szym prezydentem, który przyjechał na Zjazd Kaszubów. To wyróżnienie. Co by Pan chciał powiedzieć Kaszubom?

Bronisław Komorowski: Ma Pani rację. Czuje się bardzo wyróżniony i jest mi sza­lenie miło. Myślę, że to też w jakiejś mie­rze jest dowód na to, że Kaszubi i sprawa kaszubska ma się coraz lepiej w wolnej Polsce, skoro prezydent przyjeżdża na XV Zjazd Kaszubów tutaj do Władysławowa. Chcę powiedzieć, że Kaszubi w sposób umiejętny za każdym razem zagospoda­rowują polską wolność. Tak było w 1920 roku, kiedy bardzo umiejętnie, z korzyścią dla siebie, dla Kaszub, dla całej Polski, także tej Polski nad Bałtykiem, zagospodarowali polską wolność. I umiejętnie wykorzystu­ją to wszystko, co wynika z wolności dzi­siaj po ponownym jej odzyskaniu. Chcę powiedzieć, że są dobrym przykładem łączenia w sposób umiejętny tego ogólno­polskiego patriotyzmu, dumy z bycia Ka­szubem i jednocześnie umiejętności dzia­łania w ramach trwającej i poszerzającej się integracji europejskiej, która jest naszą szansą. Jest za co Kaszubów chwalić, jest co przypominać, jest do czego się odwoły­wać i jest dobra okazja do powiedzenia, że są też dobre perspektywy dla Kaszubów w ramach niepodległej, demokratycznej Polski.

Powiedzieć o tym, że ma Pan kaszubskie korzenie, to za dużo?

Pewnie by to było lekkie nadużycie, acz­kolwiek niewiele brakowało. Mój stryj, który był oficerem Marynarki Wojennej, mieszkał w Rozewiu, moi dziadkowie tak­że. Tu spędzałem wszystkie wakacje i mię­dzy innymi z moim stryjem jeździłem na rowerze w charakterze przyzwoitki na spotkanie z narzeczoną Kaszubką, z którą wszystko się miało ku dobremu, lecz do­brze się nie skończyło.

 

8.Red.Pòznac krôjnã

Kaszëbsczi gazétnicë tim razã pòtkelë sã na pôłnim Kaszub, cobë szlifòwac swój kùńszt pisaniô.

Łoni, dzãka dëtkòwi pòmòcë Minyster­stwa Administracji i Cyfrizacji, Kaszëbskò- -Pòmòrsczé Zrzeszenié wespół z redakcją cządnika „Pomerania”, zòrganizowało dwie warkòwnie dlô lëdzy, chtërny chcą lepi pisac pò kaszëbskù. Zéńdzenia òdbëłë sã w Starbieninie i we Gduńskù. Dwadze­sce latosëch warkòwników pòtkało sã na pôłnim Kaszub – w gòscyńcu Sukiennice w Chònicach.


9.Matéùsz Bùllmann, Aneta Krefta. Recepta na dobiwk

Czëstô roda, dobri robòtnicë, pësznô ùdba ë chãc… czë to mòże sygnąc, żebë stwòrzëc firmã, chtërna strzimie i próbã czasu, i zmianã ùstroju, chtërna dô sã radã na rënkù?

Prioritetowi „pegeer”

To pitanié przëszło nama do głowë, czedë jesmë pòznôwelë dzeje zakładu chòwù pstrąga w Mëlofie kòl Ritla, w chònicczim pòwiace. Pòwstôł òn wnet 40 lat temù, bò w 1975 rokù. Bùdowa rëbnëch stôwów zaczãła sã ju rok chùdzy, a całô firma we­szła w skłôd Państwòwégò Rëbacczégò Gòspòdarstwa w Bëdgòszczë. Zakłôd dzejôł jak kòżdi tenczasny „pegeer” (tj. Państwowe Gospodarstwo Rolne, pòlsczi sowchoz), z tą blós mòże apartnoscą, że czej pòwstôwôł, chów pstrągów béł dlô centralnëch wëszëznów wôżną, cobë nie rzec: prioritetową sprawą. Jakno pier­szé òstałë zbùdowóné ne nôwôżniészé òbiektë: stôw narëbkòwi, tarlakòwi, selek­cyjny ë pòdchòwalniczi i jesz òdpijalniczi.


11.Pomorska debata o kulturze


12. Cezary Obracht-Prondzyński. Wielojęzyczne Pomorze (część 2)

Zapis wystąpienia, które zostało wygłoszone podczas konferencji „Dwujęzyczność i wielojęzyczność boga­ctwem regionu” zorganizowanej przez Centrum Edukacji Nauczycieli w Gdańsku 24 maja br.

Wielojęzyczność w warunkach ujawnionej wielokulturowości

Niewątpliwie zasadniczą zmianę w sytuacji nie tyle etnolingwistycznej na Pomorzu, bo wszak mniejszości nam nie przybyło (poza napływającymi pomału grupami imigrantów), ile raczej właśnie w położeniu tych grup mniejszościowych przyniósł przełom demokratyczny w 1989 roku. Pomorze nie było tu oczywiście wy­jątkiem – proces ten objął swoim zasię­giem cały kraj i był skutkiem jeszcze szer­szych zjawisk, które przyjęło się określać mianem „ujawnionej wielokulturowości”. Otóż po owym przełomie społeczności mniejszościowe mocniej zaczęły artyku­łować swoje potrzeby, jednocześnie ma­nifestując odrębność (także językową). Podjęły zróżnicowane działania anima­cyjne, mające chronić i popularyzować ich dziedzictwo kulturowe, w tym szcze­gólnie język. Ale też zaczęły się domagać społecznego uznania i wsparcia ze strony państwa. Działania te objęły różne sfery życia społecznego: oświatę, kulturę, me­dia, także politykę. I właśnie to ożywie­nie mniejszości, ich swoiste wkroczenie na scenę publiczną wywołało wrażenie ujawnionej wielokulturowości.


14. Karolëna Serkòwskô. Wiele òd sebie dac

Béł kòòrdinatorã bùdowë jądrowi elektrowni w Żarnówcu, stwòrził niezanôleżné pismiono „Gryf Łęczycki”, zajimô sã bùtenrządowima òrganizacjama… Równak serce òddôł kaszëbiznie i ji pòswiãcywô kòżdi swój wòlny i „niéwòlny” czas.

Wëtrzëmałi w jidzenim do célu

Zbigórz Bëczkòwsczi, Òrmùzdowô Skra 2012, wëchòwiwôł sã w kaszëbsczi fami­lii w Głodnicë (kòl Strzépcza). Gôdało sã ù niegò doma leno pò kaszëbskù, tej z tim jãzëkã nigdë ni miôł niżódnëch jiwrów, nawetka, jak sóm scwierdzył, lepi gôdô mù sã prawie rodną mòwą. Równak gòrzi bëło z pòlsczim. Za jegò nieùżiwanié Bëczkòwsczi dostôwôł w szkòle bòlesné karë. Tam kòżdi, òkróm szkólnégò, gôdôł pò kaszëbskù – wspòminô. Më nie bëlë jesz przënãcony do pòlsczégò. Bilë nas za to. Tej béł mùsz sã naùczëc.


16. Stegnë smiercë kòl Brazylii

Cecyliô Król, rocznik 1927, pòchòdzy z rodzëznë Dawidowsczich z Brazylii. Wnet pò wòjnie zamieszka w wiôlgòpòlsczim Kaliszu ze swòjim chłopã Władisławã Królã ze Strëszi Bùdë kòl Swiónowa. Tam mieszkô do dzys. Chłop ji wnuczczi, Wòjcech Zjawiony, robi w Mùzeùm w Ka­liszu. Zaczekawił sã Kaszëbama z Kanadë. Stąd nalôzł stegnã do mie. Na mòje pitanié, dlôcze tak mòcno sã zaczekawił kanadijsczima Kaszëbama, òdrzekł, że białczi starka je Kaszëbką, co pòchòdzy z Brazylii. Jakùż to sã stało, że wróca z daleczi Brazylii? – pitôł jem zarô. Kò pò żeńbie w Wiôlgòpòlsce delë robòtã ji chłopù, co robił przë lese, a Brazyliô doch nie je tak dalek. Leżi na Kaszëbach w Pòlsce! – òdrzekł młodi mùzealnik.

Zaskòczenié bëło tim milszé, że Bra­zyliô kòle Bãdargòwa (gmina Szemùd, parafiô w Pòmieczënie) je mie dobrze znónô òd dzecnëch lat. Kò z knôpama Dawidowsczich chòdzył jem do jedny szkòłë w Łebińsczi Hëce. Kùreszce jed­no z dzéwczãt, chtërnégò òjc tam sã wëchòwôł, je dzys białką wiceminystra gbùrzëznë dra Kazmierza Plocke.

Wspòmnienia Cecylii Król z Dawidowsczich

spisôł Eùgeniusz Prëczkòwsczi


18. Rd. Kóń, jaczi je… nié kòżden widzy

Czasã mùszôł jemù zazdrzec w papióra. Òd 1928 r. w II RP kòżden kóń mùszôł miec dowód, w jaczim zapisywóné bëłë ò nim wszëtczé wôżné wiadła: dze béł rodzony, czë to je „òn” czë „òna”, chto béł jegò pierszim a pòstãpnyma miéwcama, jak béł wësoczi, czë mógł jic służëc òjczëznie kòl wòjska…


19. Uswiadomić ludziomkaszubskie korzenie

Z Kazimierzem Ostrowskim, dziennikarzem, publicystą i działaczem regionalnym rozmawiamy o początkach  „Pomeranii”, poczuciu kaszubskości (i jego braku) w Chojnicach oraz kaszubskich barwach Zrzeszenia.

Pamięta Pan początki „Pomeranii”?

Oczywiście. Zamknięcie dwutygodnika „Kaszëbë” było wielkim rozczarowa­niem i wszyscy domagaliśmy się wtedy, w różny sposób, jego reaktywowania. Pojawiła się wówczas myśl, by stworzyć jakieś medium jako środek komunikacji między oddziałami ZKP. Izabella Tro­janowska zredagowała trzy pierwsze numery Biuletynu Zrzeszenia Kaszub­skiego, potem jednak zrezygnowała z tego i przekazała sprawę Wojciechowi Kiedrowskiemu. W czwartym numerze ukazała się moja dość obszerna recenzja Walczącego Gryfa Wańkowicza. Był to rok 1965. To była dość butna recenzja, ale sporo błędów Wańkowiczowi tam pokazałem. Myślę, że to też była iskra ze strony Izy. Choć dzisiaj już inaczej bym ten tekst napisał.

Rozmawiali Kazimierz Jaruszewski i Maciej Stanke


22. Stanisław Salmonowicz. Z wędrówek inteligenta w XX wieku

Zacznę od pytania: Czy wiekiem utru­dzony historyk powinien pisać felietony? Niewątpliwie jest to decyzja odważna. Na początek wyjaśnię, w jaki sposób autor, rodem z Wilna, a właściwie z pogranicza inflancko-wileńskiego, po latach znalazł przystań w Toruniu i na Pomorzu. Znane jest złowróżbne życzenie „Obyś żył w cie­kawych czasach!”. Jako historyk nie mogę narzekać na spełnienie się tego życzenia: obserwowałem z pozycji dziecka sowie­cką i litewską okupację Wilna, mieszka­łem krótko w Warszawie, gdzie zastało mnie powstanie warszawskie, a po woj­nie, po krótkim pobycie w Zielonej Gó­rze, na długie lata osiadłem w Krakowie, głównie w cieniu Uniwersytetu Jagielloń­skiego i jego biblioteki. Dopiero w latach sześćdziesiątych z różnych skomplikowa­nych przyczyn zamieszkałem w Toruniu. Moi krewni przecież, zarówno w dobie Wolnego Miasta Gdańska, jak i po wojnie, nieraz bywali na wybrzeżu. Od 1950 r. aż do swej śmierci mój brat Jerzy działał w Trójmieście, nie bez zainteresowania jego osobą w kręgu służb specjalnych PRL, które także i mnie nieraz mocno osaczały. W młodości jednakże nigdy na Pomorze nie dotarłem.


24. Bogusław Breza. Wokół drogi życiowej ks. Leona Heykego

Od razu uprzedzę Czytelników, że w tym tekście nie będę nawiązywał do wszystkich ważnych wydarzeń z biografii ujętego w tytule wielkiego kaszubskiego pisarza. Niniejsza wypowiedź jest bowiem głównie wynikiem moich osobistych refleksji o losach i postawie autora „Dobrogosta i Miłosławy”, które nasunęły mi się w ostatnim czasie, kiedy to, nie­co przypadkowo, trafiły w moje ręce dwie – jak myślę interesujące – pamiątki związane z bohaterem artykułu.

Leo i Leon,

czyli dwie wersje obrazka

Za pierwszą z nich winien jestem wdzię-czność Pani Sołtys Góry w powiecie wej-herowskim, Genowefie Dampc, która z życzliwością odniosła się do moich hi-storycznych poszukiwań, co najwyżej pośrednio dotyczących ks. L. Heykego. To właśnie wśród jej rodzinnych pamiątek natrafiłem na święty obrazek, który zo­stał wydany z okazji odprawienia przez niego pierwszej mszy świętej w 1910 r. w Pelplinie. Jego rewers widziałem już wcześniej, bo opublikował go Stanisław Janke w monografii Poeta z kaszubskiej nocy. Zawierał on napis w języku pol­skim: „Pamiątka mojej Pierwszej Mszy Świętej.


26. Krzysztof Kowalkowski. Od najdawniejszego osadnictwa do roku 1650 (część 2)

Przemarsze wojsk, zniszczenia i długi

Działania Związku Pruskiego (utworzo­nego w 1440 r.) i wypowiedzenie prze­zeń posłuszeństwa Krzyżakom dopro­wadziły do tego, że 6 marca 1454 r. król Kazimierz Jagiellończyk dokonał aktu inkorporacji ziem pruskich (późniejszych Prus Królewskich) do Korony. Stało się to przyczyną wojny pomiędzy Polską a Za­konem Krzyżackim, od czasu jej trwania zwanej wojną trzynastoletnią. Toczyła się ona na Pomorzu w latach 1454–1466, a jej zmienne losy powodowały, że zie­mia pomorska była świadkiem licznych bitew i przemarszów wojsk, pozosta­wiły one po sobie wiele zniszczeń oraz ogołociły wsie i osady z trzody i bydła. Wsie parafii goręczyńskiej należące do kartuzów znalazły się w szczególnie trudnej sytuacji, gdyż kartuzi pozostali, jako nieliczni, zwolennikami Krzyżaków i w związku z tym ich ziemie często były najeżdżane przez polskie wojska.


28. Jerzy Hoppe. Kaszuba z Rumi

Ks. prof. dr hab. Henryk Skorowski (ur. 1950) jest rodowitym rumianinem i jednym z siedmiu rumskich Honorowych Obywateli Miasta. W roku 2009 został również uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Chociaż od wielu lat na stałe mieszka w domu zakon­nym w Łomiankach pod Warszawą, jednak chętnie i często przyjeżdża do rodzinnej Rumi, by uczestniczyć w tutejszych uroczystościach religijnych i świeckich, głosić rekolekcje, odwiedzić rodzeństwo lub spotkać się z byłymi kolegami z liceum. Zapraszał także na kilkudniowy pobyt w Warszawie i okolicach, a potem gościł duże grupy owych kolegów oraz słuchaczy Rumskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

Rektor UKSW i prezes warszawskiego ZKP

Osobą publiczną stał się zwłaszcza w 2010 roku, po tragicznej katastrofie smoleńskiej, w której zginął m.in. rektor warszawskiego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, ks. prof. Ryszard Rumianek. Zaszczytną godność rektora tej uczelni powierzono wtedy prorekto­rowi (od 2005 r.), czyli właśnie ks. prof. Henrykowi Skorowskiemu. Pełnił ją do sierpnia 2012 roku. Obecnie jest koordy­natorem Międzynarodowego Centrum Dialogu Międzykulturowego i Międzyre­ligijnego UKSW. Społecznie zaś – preze­sem warszawskiego oddziału Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.


30. Michał T.W. V. Grabowski. Wiktor Dega – wielki lekarz i patriota

Należy do najwybitniejszych polskich lekarzy XX wieku. Profesor ortopedii Wiktor Dega (1896–1995) w trakcie swojego długiego i pracowitego życia zrobił niezmier­nie dużo dla rozwoju ortopedii, a przede wszystkim rehabilitacji w Polsce i na świe­cie. Co ciekawe, dwie najważniejsze kobiety w życiu prof. Degi, jego matka i żona, pochodziły z pomorskich rodzin.

Laureat „nobla”

w dziedzinie rehabilitacji

Zacznijmy od dokonań samego profeso­ra. Po prawie 3-letniej służbie wojskowej (gł. sanitarnej) w pruskiej armii podczas I wojny światowej uzyskał w 1918 roku niemiecką, „wojenną” maturę w Koblen­cji i rozpoczął w Berlinie studia medycz­ne, które kontynuował w Warszawie i Poznaniu. Doktoryzował się w roku 1924 i habilitował w 1933. Od 1946 roku prof. nadzwyczajny, od 1950 prof. zwy­czajny, od 1969 członek rzeczywisty PAN. Jako uczeń „ojca ortopedii polskiej” prof. Ireneusza Wierzejewskiego (1881–1930) i primariusz (1930–1937) w założonym w roku 1913 Zakładzie Ortopedycznym im. B.S. Gąsiorowskich w Poznaniu, kon­tynuował dzieło swego przedwcześnie zmarłego mistrza. Był organizatorem i ordynatorem nowego Oddziału Orto­pedii w szpitalu im. Marii Curie-Skło­dowskiej w Bydgoszczy (1937–1939) oraz ordynatorem Oddziału Chirurgii Dziecięcej w Szpitalu im. Karola i Marii w Warszawie (1940–1945). W tym czasie prof. Dega i jego żona Maria z naraże­niem życia udzielali pomocy lekarskiej niezliczonym polskim i żydowskim pa­cjentom oraz rannym w powstaniu war­szawskim.


32. Jacek Borkowicz. „Nasi ludzie” z Półwyspu Iberyjskiego (część 13)

Kontynuując naszą pomorską drogę, zapuszczamy się w głąb Zatoki Biskajskiej i docieramy do Kraju Basków. Wielokrotnie mówiliśmy już o warunkach geograficznych sprzyjających przecho­waniu starej kultury, więc teraz powiem tylko: Baskonia nadaje się do tego idealnie. Z jednej stro­ny morze, z drugiej góry. W środku – niewielki liczebnie lud, mówiący dziwnym, niepodobnym do żadnego innego językiem.

O obecności Basków w tym miejscu wspominają najstarsze źródła. Byli tu od zawsze. Ale właściwie od kiedy? Od­powiedzi udziela nam genetyka, a ściślej mówiąc: prowadzone w ostatnich latach badania łańcucha DNA. Ich wyniki wska­zują na bezpośredni związek dzisiejszych mieszkańców Baskonii z tzw. człowie­kiem z Cro-Magnon. To nazwa stano­wiska archeologicznego w południowej Francji, gdzie w połowie XIX w. odkryto najstarsze ślady Homo sapiens sapiens w Europie.

 

33. Zrzeszony z regionã

Nôlepszi klub katalońsczi z nôlepszim na dzysô klubã na Kaszëbach zagrałë w balã 29 lëpińca na PGE Arena. Skùńczëło sã niespòdzajno remisã 2:2. Jeżlë jidze ò zainteresowanié swòjim regionã, to FC Barcelona je wiele lepszô òd Lechii Gdańsk. Pò prôwdze niżódné kaszëbsczé karno ni mô taczi starë ò ùchòwanié swòji kùlturë, jãzëka i tradicji, jak to je w przëtrôfkù Katalonii i „Barcë”.

W FC Barcelona ò spôdkòwiznã klubù i re­gionu mô starã strategiczny direktór Jor­di Moix. Wëzwëskùjącë jegò bëtnosc we Gduńskù, pôrã gòdzyn przed zôczãcym meczu jesmë pògôdelë ò tim, jak prawie wëzdrzi zaangażowanié „Bùchë Katalo­nii” w sprawë swòjégò regionu.

W FC Barcelona ò spôdkòwiznã klubù i re­gionu mô starã strategiczny direktór Jor­di Moix. Wëzwëskùjącë jegò bëtnosc we Gduńskù, pôrã gòdzyn przed zôczãcym meczu jesmë pògôdelë ò tim, jak prawie wëzdrzi zaangażowanié „Bùchë Katalo­nii” w sprawë swòjégò regionu.

Gôdała Martina Zienkiewicz

Tłóm. DM


34. Marta Szagżdowicz. Katarzyna kusi atrakcjami

Siedem lat po pożarze kościoła pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej znowu można zwiedzać jego wieżę. Warto się do niej wybrać, bo serce Starego Miasta Gdańska bije właśnie tutaj.

Leniwy zegar

Kościół Świętej Katarzyny to najstarsza świątynia w Gdańsku. Określana jest mianem Matrona Loci, czyli matka koś­ciołów – patronka miasta. Wyróżnia się 76-metrową wieżą, którą zdobi baroko­wy hełm z 1634 roku. Jego twórcą był Jakub van den Block, syn Wilhelma, au­tora choćby Bramy Wyżynnej, oraz brat Izaaka – malarza zapamiętanego dzięki plafonowi w Ratuszu Głównomiejskim – i Abrahama, któremu Gdańsk zawdzię­cza przede wszystkim Fontannę Neptu­na. Na wieży zobaczyć można nietypową tarczę zegara. Choć dopiero co odnowio­ny, jednak nie odczytamy z niego dokład­nej godziny.


35. Róman Drzéżdżón, Danuta Pioch. Ùczba 25. Wieczny sztudéra

Sztudia to pò pòlskù studia. Ùczbòwniô to uczelnia. Sztudérowac znaczi studiować. Sztudérów – studentów i sztudérczi – studentki ùczą akademicczi szkólny, to je nauczyciele akademiccy.

Cwiczënk 1

Przeczëtôj gôdkã i przełożë jã na pòlsczi jãzëk. Wëzwëskôj do te słowôrz kaszëbskò-pòlsczi (Prze­czytaj rozmowę i przetłumacz ją na język polski. Wykorzystaj do tego słownik kaszubsko-polski).Cwiczënk 1

Przeczëtôj gôdkã i przełożë jã na pòlsczi jãzëk. Wëzwëskôj do te słowôrz kaszëbskò-pòlsczi (Prze­czytaj rozmowę i przetłumacz ją na język polski. Wykorzystaj do tego słownik kaszubsko-polski).


37. Listy

 

40. Jowita Kęcińska-Kaczmarek, Konrad Kaczmarek. Pod opiekę Matki Boskiej Leśnej (część 1)

„Gdzie Stołunia falą błękitną lśni, / Pośród łąk i borów, i drzew,

Gdzie Łobżonka aż do Noteci mknie, / Leży Buczek, prastara wieś...”

Twórcza kontynuacja

dzieła Księdza Patrona

Podczas Buczkowskich Konferencji Na­ukowych organizowanych już od 14 lat w Wielkim Buczku przez Zespół Folklory­styczny Krajniacy, oddział ZKP w Wielkim Buczku oraz Instytut Kaszubski w Gdań­sku odbywa się podsumowanie kolejnego konkursu „Moja Matka Boska Radosna”. W ubiegłym roku wpłynęło nań, jak zwy­kle, ponad dwieście prac w kilku katego­riach.

Ten konkurs to kontynuacja tradycji patriotycznych spod znaku Rodła, tradycji nawiązujących do pięknych dziejów Kraj­ny Złotowskiej z okresu międzywojnia. To wtedy Ksiądz Patron Bolesław Domański oddał pod opiekę Matki Boskiej Radosnej Polaków Złotowszczyzny, mieszkających wtedy w państwie niemieckim, a bronią­cych swej tożsamości narodowej.


41. Z drugiej ręki

Ùczëté

Licencjacczi dokôz pò kaszëbskù. Radio Kaszëbë, Klëka, 12.07.2013

[Kalina Janczewska] Pierwsza w historii wejherowskich uczelni praca licencjacka w języku kaszubskim poświęcona jest sto­warzyszeniu Kaszëbskô Jednota. Obronił ją Mateusz Schmidt, absolwent socjologii, który znalazł się wczoraj wśród wyróż­nionych podczas uroczystego dyplomato­rium Kaszubsko-Pomorskiej Szkoły Wyż­szej w Wejherowie. (...)

 

Pierszi kaszëbiscë. Radio Gdańsk, Na bôtach i w bòrach, 10.08.2013

– [Magdaléna òd Kropidłowsczich] Pierszi w historii kaszëbiscë mają ju skùńczoné studia (...). Më chcelë sã dzysô dowiedzec, jaczé perspektiwë mają absol-wencë pòlonisticzi z kaszëbską specjaliza­cją. Ò tim gôdómë z dr Haną Makùrôt, lek­torką kaszëbsczégò jãzëka na Gduńsczim Ùniwersytece, ë Aną Jankòwską, latosą absolwentką, jakô rôd bë òsta szkólną òd rodny mòwë (...).

 

Saga ò pòmòrsczich pradzejach

– [Magdaléna òd Kropidłowsczich] Pòwstaje nowi film ò Gdinie. Òpòwiesc mô wząc naji w swiat pòmòrsczich pradzejów.

 

42. Lucyna Kurpiewska. Józef Magnus – kaszëbsczi król miodnoscë

Mało chto wié, że w 20. i 30. latach ùszłégò stalata w Wejrowie dzejała „Magna. Pierwsza ka­szubska parowa fabryka cukierków, czekolady, konfitur, drażetek, wafli i marmelady”. Ji zakłôdcą a miéwcą béł kùpc Józef Magnus.

Na zôczątk 60 tës. marków

Pòczątk fabriczi sygô 1922 rokù, czej 2 maja kòl notariusza Jana Neùmanna zeszlë sã: Józef Magnus z Wejrowa, kùpc Sztefón Knoll z Grodzëska ë cëczernik Mieczësłôw Jankewicz z Warszawë. Ti trzeji ùmëslëlë so zarzeszëc towarzëstwò z ògrańczoną zôrãką.

Nowò pòwstałô firma dosta pòzwã „Polonia. Pierwsza kaszubska fabryka skondensowanego mleka i mleka w prosz­ku z cukrem i fabryka cukierków, czekola­dy i wafli” z sedzbą w Wejrowie. Mia òna produkòwac a sprzedawac rozmajité miod­noscë: szokòlôdë, keksë, wafle, marmeladë, kòmpòtë z brzadu ë kòndensowóné mlékò. Wëspółùdzélowcowie na zôczątk mielë 60 tës. marków kapitału. Kòżden z nich dôł pò jedny trzecy. Zwësczi a stratë mielë dzelëc pò równo. Czerownikã spółczi òstôł Mag­nus.

Tłómaczenié Róman Drzéżdżón


44. Tómk Fópka. Gdze pòwstôwają nôlepszé sztëczczi?

Na internetowi starnie Glamrap.pl nalôzł jem taką nowiznã: „Rapbot to nônowszi dokôz pro­gramistë Dariusa Kazemi, dzãka chtërnémù mòżemë jednym klikniãcym napisac nowi rapòwi sztëczk”. Jeden klik i tekst je parôt. Prôwdac hip-hopòwi, ale wiedno tekst. Czë kaszëbsczi ùtwórcë tekstów piesni mdą chcelë z ti kòmpùtrowi pòmòcë skòrzëstac? Wierã nié.

W pòlu i nad mòrzim

Kazmiérz Jastrzãbsczi z Chwaszczëna, jaczégò pierszi zbiér tekstów piesni, wiérztów i skeczów prawie wëchòdzy sta-rą chwaszczińsczégò Zrzeszeniô i gdiń-sczégò Regionu, téż mô „na sëmeniu” rapòwą „Remùsową nôdzejã”.

Pitóny, dze chwôtô ùdbë, òdpòwiôdô: Przez całi dzéń człowiek robi, pò pòlu chòdzy, zbiérô mëslë. Mô w taszi jakąs kôrtkã, zapi­sze, a wieczorã abò przë wòlniészim dniu sã të mëslë do grëpë skłôdô.


46. Maya Gielniak.Gôdka ò kaszëbsczich kòwbòjach (dzél 1)

Czë na Kaszëbach jidze nalezc ridowników w kòwbòjsczich kapeluszach i bùtach z òstrogama, ja­czi na westernowëch sodłach z lassem z bòkù jadą galop bez las na snôżich i mòcnëch kòniach? Ale że jo! Le nót je sã nalezc w òkòlim Kalisza kòl Dzemianów. Ju rok mô tam swòjã sedzbã Baltic Ranch, w jaczim trzimie sã kònie rasë American Quarter Horse, w skrócënkù quarterë abò AQH.

Zôczątk

Aldona i Krësztof Karpińscë, miéwcë Baltic Ranch, jakno jedny z pierszich w Pòlsce zaczãlë scygac quarterë z Ka­nadë. Zarzekłi tim zortã kòniów i rido­wanim westernowim ôrtã, w 2003 rokù bëlë wespółzałóżcama Pòlsczi Lidżi We­stern i Rodeo, a téż w 2005 – stowôrë PLAQH, pòlsczi filie Amerikańsczégò Związkù Hòdowców Kòniów AQH.

Tłóm. Iwona i Wòjcech Makùrôcë

 

48. Kazimierz Ostrowski. Anioły Chełmowskiego

Mój ulubiony anioł jest wyrzeźbiony z czarnego dębu. Ma po­stać medytującego starca z długą brodą, nabożnie złożonymi rękami i jedną parą skrzydeł. Odziany jest w długą szatę przy­pominającą mniszy habit przepasany sznurem. To jeden z tych aniołów zrodzonych w wyobraźni Józefa Chełmowskiego, któ­re ucieleśniały się pod jego dłutem lub pędzlem, a choć do­skonale wiedział, że są bytami duchowymi, jednak wyposażał je także w cechy i ułomności ludzkie. Nie trzymał się utrwa­lonej przez wieki konwencji przedstawiania aniołów jako młodzieńczych, zwiewnych istot bez określonej płci, lecz nadawał im wyraziste rysy po­staci z życia wziętych.

 

48.Janiołë Chełmòwsczégò

Tłóm. Ida Czajinô

 

50. Maria Pająkowska-Kensik. Spotkanie

Lato sprzyja spotkaniom. Prawdziwą wagę mają te, po których pozostaje ślad w duszy. Takim niezwykłym spotka­niem była dla mnie rozmowa z siostrą Lucyną Okuń. Wcześniej przeczytałam o jej życiowej misji w artykule (wywia­dzie) zamieszczonym w „Dzienniku Bał­tyckim”. Trudne życie wypełnione po brzegi modlitwą i służbą poświęconą dzieciom w Argentynie. Życie w mieście molocha (Buenos Aires), przy którym siel­skie Kaszuby to raj. I nie cierpiętnictwo, lecz pogoda ducha muszą budzić podziw. Moja społecznikowska postawa i życio­we (regionalne) pasje bledną przy tym, jednak ta rozmowa dała mi moc właśnie do działania dla bliźnich, choć na innym polu. To spotkanie z radosną zakonnicą, która dopiero za trzy lata będzie mogła odwiedzić rodzinne strony, przywołało też Pasierbową myśl, że warto mieć per­spektywę świata, gdy kocha się swoje miejsce na ziemi… Jednak słowo Pomo­rze – brzmi obiecująco.


51. Ana Glëszczińskô. Sybikòwi swiat abò jak nie zatacëc sã midzë winklama (ze slangù CB radia)

Aùtołã jachac mògã. I lëdóm nawet­ka. Kąsk to dérowało, ale kù reszce sã dało. Pasë zapinóm wiedno, gdze nie je mòżno wiãcy – jadã 50 na gòdzënã, a gdze je wòlno i do te lepi wòlni nie jachac – cësnã 90. Chiżni nié. Mój chłop mô na tã mòjã filozofiã przëżécô i dobëcô célu pòzwã – ekònomicznô jazda. Në jo... tec to je mój chłop. Pòzwac to jinaczi òn bë nie smiôł. Leno jak më razã w najim dodomie na sztërzech kòłach sedzymë, tej blós òd wiôldżégò swiãta dóné mie je za czerownicą rządzëc a pòspólny dobëtk ekònomiczną jazdą ùbògacac. Òna sã kùńczi, nigle sã jesz zacząc mòże. Ekònomiô a szpórowanié (mòże òkróm czasu szpórowaniô) òstôwô dlô mie, zaczinô sã... jazda nieekònomicznô. Tak mie sã przënômni zdôwało.


52. Wiérztë. Wacłôw Pòmòrsczi

 

53. Lektury

 

57. Reklama – Radio Kaszëbë

 

58. DM. Szukamy śladów żołnierza

Stowarzyszenie 1. Polskiej Dywizji Pancernej w Holandii (Vereniging 1e Poolse Pantserdivisie Ne­derland) poszukuje informacji na temat Leona Galuby (lub Gałuby), który zginął 29 października 1944 r. w holenderskim mieście Dorst. O sobie mówił, że jest „dobrym Kaszubą”, dlatego właśnie w naszym regionie prowadzone są poszukiwania.

Leon Galuba zginął, zanim wpisano go w administracji w szeregi 1. Polskiej Dywi­zji Pancernej, dlatego nie są nam znane ani data i miejsce jego urodzenia, ani ostatnie miejsce zamieszkania, ani imiona rodziców.

 

58. Matéùsz Bùllmann. Jedna mùzyka

Serakòjce, Òstrzëce, Gòscëcëno, Krokòwa, Łeba, Wiôlgô Wies, Biôłogóra, Bólszewò ë Nôdolé – 9 roz­majitëch placów na Kaszëbach, chtërne sparłãcził w nen sezón nadzwëkòwi mùzyczny projekt. W kòżdim z nich Kaszëbi ë letnicë mòglë wzyc ùdzél w kòncerce karna The Motivators, jaczé przëwio­zło do nas midzënôrodną mieszankã ritmów ë mùzycznëch stilów.

The Motivators to karno, w chtërnégò skłôd wchôdają lëdze z Anielsczi, Brazy­lie, Chile, Filipinów, Niemców, Zjednónëch Nordowi Stanów Americzi ë z Pòlsczi, a je-gò „menedżerã” je Kaszëba mieszkający òd 10 lat w Niemcach – Marian Kedziora.

 

59. Klëka

 

65. Bana, Ôbram i Prezydent - fotorelacja

 

67. Tómk Fópka. GPS abò dze të jes?

Global Positioning System. Że co?! Në, dżi-pi-es to znaczi. Ale że co?!! Systema satelitarnégò nalôżaniô, në. Bùckù të. Tëli lat ce w szkòle uczëlë pò janielskù, a jesz sã głupie pitôsz!? Pò hamerikańskù je napisóné, bò to jich rząd płacy za ne 31 sate­litów, co lôtają òdnąd-donąd midzë miesądzã a zemią. A më dzãka temù mòżemë chùtkò sã doznac, dze jesmë. Knypsóm i wiém, że… w Chwaszczënie, doma, na łóżkù. Razã ze mną wié ò tim całi swiat, a w cało­scë amerikańsczé wòjskò, co pewno dulczi, żebë leno czasã co złégò na jich prezydeńta nie plestnąc. Jo, jo. Bò to nie je pòl-sczi prezydeńt…


68. Rómk Drzéżdżónk. W szkòłowi ławie

Jo, jo, më z brifką a lesnym zôs sedzymë w szkòłowi ławie! Dzeż to napisac? Chcałobë sã na wieczną pamiątkã w kòminie, ale nié, nié… skrobiemë w hëftach. Znaczi sã lesny skrobie, a më z brifką słëchómë, mdącë w nôdzeji, że naj’ lubòtny, nôlepszi, nôbëlniészi, nômądrzészi drëch dô nama swòje zapisczi przed egzaminã.

Cëż nama przëszło na stôré lata do szkòłë jic? Kò bëło to tak…

Jak wiedno, ble, ble, ble, sedzôł jem… kò wa wiéta, na czim a dze, czej, ble, ble, ble, przëjachôł, wa wiéta, nen, co dërch przëjéżdżiwô, a z daleka wrzesz­czi jak òdzëwiałi:

– Mój sã na sztudia dostôł!

– Tej winszowac, winszo­wac! – scësnął jem drëchòwi pajã. – Dze a nó co?

Joomla Templates - by Joomlage.com